Rozmowy z Duszą 06.01.2015

dariapelhen.pl

Rozmowy z Duszą

06.01.2015. Wtorek, godz. 5 rano

Miltos (mój mąż): Izabela wstawaj.
Ja: Co się stało?
M: Wstań, jestem chory, mam grypę, zrób mi herbaty i natrzyj mnie.
Ja: Chwileczkę, muszę iść do toalety.

W toalecie:
Dusza: Czy chcesz to dla niego zrobić?
Izabela: On jest chory.
D: Nie o to pytam.
I: Znowu zagrozi mi, że mnie zostawi bez środków do życia, pieniądze są jego.
D: Też nie o to pytam. Czy chcesz to dla niego zrobić?
I: Żal mi go, on jest chory.
D: Nie kłam.
I: No dobrze, boję się, że znowu zagrozi, że mi utnie finanse i nie będę miała z czego żyć.
D: No widzisz, teraz lepiej, a czego my się uczymy?
I: Żeby przestać się bać.

Po wyjściu z toalety:
I: Wiesz co Milto, wstaniesz i zrobisz sobie herbatę sam, natrzesz się też sam, ty też mi tak robisz. Mówisz mi: „Ja, ja mam ci robić herbatę, sama se zrób.”
Miltos wyskoczył z łóżka i zacisnał pięści, ręce mu drżały i krzyczał: “Wyjdź mi stąd, bo nie reczę za siebie!”

Poszłam do kuchni
D: No i co, lepiej?
I: Nie wiem, tak samo.
D: Pracę masz?
I: Nie.
D: Pieniądze masz?
I: Nie.
D: Masz gdzie iść?
I: Nie.
D: Przejmujesz się tym?
I: O słodki Boże! Nie! Strach zniknął, jak ręką odjąć.
D: A widzisz?
I: Dziękuję. Jesteś ze mnie zadowolona?
D: Nie.
I: Dlaczego, co poszło nie tak?
D: Zrobiłaś to ze strachu, że jak nie posłuchasz, to ja sobie pójdę, a masz się nauczyć przestać się bać.

Jak było na początku?

27.12.2014. Sobota
Siedzę w Internecie, szukam w nim Boga, już przerobiłam to, że Bóg jest wszędzie, więc w Internecie też. Natrafiam na stronę szkoła aniołów, zaczynam czytać, natrafiam na nazwisko: Aleksander Deyev, otwieram nowe okno, wpisuję je w wyszukiwarkę, wyskakuje mi strona aleksanderdeyev.pl, wchodzę, zaczynam czytać, przechodzę do zakładki kontakt i zawieszam wzrok na numerze telefonu.

Wewnętrzny dialog:
– dzwoń
– ale jest 27 grudnia, 8 wieczorem
– dzwoń
– on ma wiele lepszych rzeczy do roboty dzisiaj, niż słuchać problemów ludzi
– jak nie chce słuchać problemów ludzi, to będzie miał wyłączoną komórkę, dzwoń
– idę myć gary, a może nie chce słuchać problemów ludzi, ale zapomniał wyłączyć telefon
– to nie podniesie telefonu, dzwoń
– a może, jak telefon już zadzwoni, to mu będzie głupio, że zostawił włączony mimo faktu, że nie chce z nikim rozmawiać i go podniesie, ale wcale tego nie chce
– nie pierdol głupot tylko dzwoń

Nie dałam rady domyć naczyń do końca, jakaś wyższa siła przyprowadziła mnie z kuchni do pokoju, jakbym dostawała po kopniaku w dupę za każdym krokiem, chwyciłam za telefon i wybrałam numer. Dzwoni, nie jest wyłączony, ktoś podnosi, męski głos, trochę zaciąga, jakby śpiewał, a nie mówił.
I: Dobry wieczór, nazywam się Izabela Margańska i wpadłam na pana stronę w Internecie, zainteresowało mnie to, co pan robi.
A: Jaki ma pani problem?
I: Nie wiem, ja po prostu chcę być szczęśliwa, a nie jestem.
A: Proszę wysłać na mojego maila zdjęcie i zadzwonić jutro między 17.00 i 20.00.

Wysłałam z 8 różnych zdjęć. Natychmiast.
28.12.2014. Niedziela
Czuję się, jakbym miała robaki w dupie, liczę godziny, nie mogę się na niczym skoncentrować, patrzę na zegarek, jest godz. 17.00, chcę łapać za telefon, myślę sobie, cholera, w Polsce jest dopiero czwarta, on się obrazi jak teraz zadzwonię, siadam przy komputerze, zaczynam układać pasjanse, pochłaniają mnie myśli o Arisie, nie wiem jak mijają 2 godziny. Dzwonię.

A: Pani Dusza uciekła 6 lat temu, nie mogła z Panią wytrzymać z powodu jakiegoś ogromnego cierpienia.
I: A co się stało 6 lat temu, że moja Dusza uciekła?
A: To już Pani musi wiedzieć. Ja biorę 500 zł za przyprowadzenie Duszy z powrotem, to jest tydzień pracy.
I: Proszę mi wysłać mailem dane do przelewu.
A: Proszę zrobić przelew i zadzwonić za 2 dni.

Zamykam telefon, w ciągu pięciu minut przychodzi mail. Wchodzę w Internet Banking i bez namysłu robię przelew. Pierwszy raz w życiu ulegam jakiejś dziwnej sile, która mówi mi, że dobrze robię, nie czuję żadnego oporu, wysyłam pieniądze człowiekowi, którego znalazłam w Internecie i rozmawiałam z nim 10 min. przez telefon. Nie tyle nie mam oporu, ale coś wręcz mnie pcha, żeby to zrobić. Szukam w sobie myśli i uczuć, że to oszust, że nabieracz, ja ich po prostu nie mam, a całą sobą czuję, że robię dobrze. Specyficzne uczucie, ale mu się poddaję.

Zaczynam analizować fakty sprzed 6 lat. Co się stało? Myślę, dochodzę do wniosku, że w innym mężczyźnie byłam zakochana, a za innego wyszłam za mąż, lecę myślami po faktach. Moja Dusza uciekła dokładnie w chwili, kiedy zaniosłam Arisowi zaproszenie na ślub z Miltosem. Nie wiem skąd ja to wiem, ja to poprostu wiem.

Kim jest Aris?
Arisa poznałam końcem maja, a może początkiem czerwca 2003 roku. Jestem masażystką, poszłam do drukarni zamówić wizytówki. Nie pamiętam jak to się stało, ale zapytałam właściciela drukarni, czy może zna jakiegoś bardzo dobrego i uczciwego zielarza. Wysłał mnie do konkretnego sklepu. Poszłam, wchodzę do środka i widzę mężczyznę całym sobą dotykającym absolutnego ideału. Mówi: “Proszę?”, ja odpowiadam, że potrzebne mi są liście eukaliptusa, wtedy podszedł do półki, wziął paczuszkę i podał mi ją do ręki, a schylając się miał głowę ciągle podniesioną do góry i patrzył mi w oczy, ja byłam jak zarażona jakąś magią. Zaczęliśmy rozmawiać o ziołach, jakieś 10 minut, zaproponował mi kawę, musiałam odmówić, ponieważ miałam umówiony masaż, ale mu obiecałam, że przyjdę. Wybrałam dzień, w którym nie miałam żadnego masażu po południu, poszłam do jego sklepu i już w drzwiach powiedziałam mu, że dzisiaj może mi postawić tą kawę, którą mi wcześniej zaoferował. Pozwolił mi wejść za ladę, później zamknął sklep, rozmawialiśmy, a jak się ocknęliśmy, była 3 nad ranem. Powtarzaliśmy te spotkania wiele razy, zawsze w jego sklepie, zawsze do późna w nocy. Zauważyłam, że Aris dużo pije, zawsze miał pod ladą butelkę Johnie Walkera i czasami mógł wytrąbić całą w ciągu jednego dnia. Zaczął przede mną otwierać swoje serce, mówił o swojej byłej dziewczynie, była to rozwódka z dwójką dzieci, Bułgarka, miała na imię Kristina, w którymś momencie odkrył, że ta kobieta sypia ze swoim byłym mężem i ojcem swoich dzieci, a on utrzymuje całą ich rodzinę, rozszedł się z nią, ale to powaliło go na kolana, zobaczyłam łzy w jego oczach, odwrócił głowę, wstydził się tego, że płacze. Nie wiem, dlaczego otworzył przede mną swoją Duszę. Mielił temat Kristiny wiele razy, mówił ciągle to samo, potem przestał. Pewnego dnia poprosił mnie, żebyśmy gdzieś razem wyszli. Byłam bardzo szczęśliwa. Poszłam do jego sklepu tuż przed zamknięciem, usiedliśmy, Aris miał doła, znowu zaczął wylewać się z niego temat Kristiny, wypił. Zamknął sklep i wyszliśmy, nie trzymał się całkiem równo na nogach, ale mnie, dziwnym trafem, wcale to nie przeszkadzało. Uszliśmy kilka metrów, nasze dłonie się dotknęły, złapaliśmy się za ręce, przepletliśmy nasze palce między siebie i szliśmy tak dalej, natknęliśmy się na małą przytulną kawiarenkę, usiedliśmy, nie pamiętam abyśmy rozmawiali o czymkolwiek. Nagle złapał mnie delikatnie za szyję, przyciągnął do siebie i zaczął całować. Zatopiłam się w tym wspaniałym pocałunku, wydawało mi się, że trwa całą wieczność, poczułam coś w rodzaju lekkiego prądu elektrycznego, który przebiega po moim języku, przeleciało przez ciało prostą linią jak strzała, wylądowało w łonie i zaczęło rozpierać. Boże ja będę miała orgazm, pomyślałam (o orgazmach wiedziałam tyle w moim życiu, że podczas stosunku trzeba się napracować, żeby się o niego wystarać, nigdy, przenigdy by mi nie przyszło do głowy, że istnieje na tym świecie chociaż jeden facet, który całuje do orgazmu), przeraziłam się, złapałam go za ramiona i odkleiłam od siebie, powiedziałam: Ari, na drugi raz proszę cię zrób to trzeźwy. Odprowadził mnie do domu, chciał pocałować przed wejściem, nie dałam się, wyminęłam jego usta i pocałowałam w policzek, odszedł jak zbity pies. Wtedy ja tego nie wiedziałam, nie zdawałam sobie sprawy, że w tym samym momencie, w którym ja się w nim zakochałam, on mnie znienawidził. Gdy na drugi dzień poszłam do jego sklepu, był zimny jak lód, dokuczył mi, nie mogłam zrozumieć o co mu chodzi. Odczekałam trochę i znowu poszłam, znowu to samo, raz czekałam nawet miesiąc, żeby się znowu pojawić, myślałam: przejdzie mu, ale nie. Puszczałam jego złośliwości mimo uszu, nawet się uśmiechałam na nie, ale nie dawał za wygraną, szukał co mnie dotknie, aż znalazł, celował w serce i trafił w sam jego środek. Poszłam, był spokojny i miły, po kilku minutach przybliżył się do mnie, pozwolił mi uwierzyć, że mnie znowu pocałuje, aż tu nagle słyszę z jego ust: Nie mam pojęcia dlaczego stają na mojej drodze kobiety z Europy północnej, blondynki z niebieskimi oczami, naprawdę piękne kobiety to Greczynki, nie ma nic piękniejszego dla mężczyzny, niż to, że patrzy na niego głębia czarnych oczu, a śliczną kobiecą twarz okalają kruczoczarne włosy. Kluska stanęła mi w gardle, a łzy w oczach, odwróciłam się na pięcie i wyszłam. Długo myślałam, co ja takiego złego zrobiłam, że zasłużyłam sobie na to, doszłam do wniosku, że nigdy mu się nie podobałam, nigdy niczego do mnie nie poczuł, chciał po prostu użyć mnie jako lekarstwa na rany, które otworzyła inna kobieta, pomyślałam: dobrze się stało tak jak się stało, bo jakby w którymś momencie zrobił swoje, zaciągnął portki na tyłek, a mnie wysłał do diabła, to by bolało jeszcze bardziej.
Minęło pół roku, może więcej, przechodziłam koło sklepu, zobaczyłam przez szybę kobietę, od razu się zorientowałam, że to jego matka, podobieństwo było tak uderzające, jakby jeden drugiego był wydaniem w przeciwnej płci. Zobaczyła, że stoję i się patrzę, podeszła do drzwi i spytała, czy czegoś sobie życzę, weszłam i coś kupiłam, spytałam gdzie jest Aris, powiedziała mi, że Aris pojechał do Aten, ponieważ będzie otwierał sklep ze swoją bratową, ale także zajął się hurtowym handlem ziołami i przyprawami. Rozmowa z tą kobietą wciągała mnie tak samo jak z jej synem, byli tak do siebie podobni, miła, grzeczna, uprzejma, inteligentna, ten sam ton głosu, sposób w jaki budowali zdania, tak jakby Bóg odcisnął obojga z tej samej matrycy. Odwiedzałam ją, miło mi się z nią rozmawiało, ból mi powoli przechodził, chociaż nigdy jej nie powiedziałam, jak bardzo kochałam jej syna. Nadchodziło lato 2005 r. i tak jak przyszło, tak minęło, nie chodziłam do sklepu, na jesień znowu poszłam, był Aris i jakaś młodziutka niepozorna dziewczyna, krótko obcięta. “To moja pracowniczka” – mówi – “ma na imię Vaso, będzie prowadzić sklep, na początku pomoże jej mama, a potem, jak się wyszkoli, to będzie pracować sama, bo mama się zmęczyła.” Patrzył na mnie, znowu widziałam błysk w jego oczach, znowu zaczęłam mieć nadzieję, że coś do mnie czuje, ale co miałam mówić przy obcej dziewczynie, bałam się poruszyć temat. “Mama mi mówiła” – powiedział – “że przychodzisz często do sklepu i robisz zakupy, bardzo się cieszę i mama cię bardzo lubi.” Ja mu na to: twoja matka to wspaniała kobieta, ja też ją bardzo lubię. Vaso pracowała u niego półtora roku, przez ten czas był ciągle w rozjazdach, widziałam go kilka razy, miłość moja do niego zapadła w jakiś letarg, chodziłam do sklepu, kupowałam co potrzebowałam i tyle. Pewnego dnia poszłam i zastałam Arisa, był bardzo zmartwiony, widać to po nim było, nigdy nie potrafił ukrywać emocji. Co się stało? Pytam. Mówi mi: “Vaso odeszła z pracy”. I w tym taki wielki problem? Pytam. “Tak, przyjąłem ją w ramach programu urzędu pracy, dostałem dotację do jej pensji i ubezpieczenia na 2 lata, teraz oni chcą wszystkie pieniądze z powrotem, wystosowałem pismo, że nie ja ją zwolniłem, a sama odeszła, ale ich to nie obchodzi, miała przepracować 2 lata, a nie przepracowała. Sklep w Atenach jest obciążony kredytem, nic na nim nie zarabiam, to co zostaje bierze Lila (bratowa) bo ona tam siedzi i pracuje, jedyne pieniądze jakie mam, to trochę z hurtu.” Stałam i słuchałam go, myślałam: znowu kobieta go wpakowała w tarapaty, nie kochanka, a pracowniczka, ale jeden diabeł. Nie wiem dlaczego, ale już nie chciałam wysłuchiwać jego żalu, bałam się też, że znowu wyładuje się na mnie, jednak czasami go odwiedzałam. Nastał początek 2007 roku, zaczął się przejawiać kryzys, firmy zaczęły zwalniać pracowników, ponieważ utargi malały, a Aris podnosił sklep z ruin i doprowadzał do swojej dawnej świetności. Po lecie 2007 roku wziął do sklepu swoją bratanicę (córkę brata, ale z pierwszego małżeństwa), była pielęgniarką bez pracy. Podszkolił ją trochę i pojechał do Aten, żeby zobaczyć, co z tamtym sklepem, nie było go ze 3 miesiące, potem wrócił. Poszłam do sklepu i widziałam, że jest załamany, że już dłużej nie może wytrzymać. Co się stało? Pytam. Lila wpędziła sklep w długi, gra w kasynie, jak tylko wyjechałem, przestała płacić czynsz, składki do wspólnoty, składki ubezpieczeniowe, wodę, kredyt i dostawców, płaci tylko czasami za prąd, ale dopiero jak jej zagrożą, że odetną. Zewsząd przychodzą wezwania, zostały założone 2 sprawy sądowe, latałem po wszystkich i płaciłem jej długi, zamykałem sklep. A gdzie Iliana? (bratanica) Pytam. “Ona też niezły numer” – odpowiada – “wydawało jej się, że to co wujka to jej, nie ma ani grosza z utargu za te 3 miesiące, brała wszystkie pieniądze i wydawała.” Boże, pomyślałam, chwyciłam go mocno i przytuliłam do siebie, pocałowałam daleko w policzek, w kącik koło ucha, trzymałam moje usta na jego skórze i przytulałam mocno do siebie, najmocniej jak mogłam, myślałam sobie: Ari poczuj jak bardzo cię kocham, wyciągnij ten wniosek z tego uścisku, proszę cię, poczuj to, pomogę ci we wszystkim, nie zostawię samego, odbudujemy ten sklepik. Czułam w sobie ogromny napływ uczucia, miłość, której nie mogłam w sobie pomieścić. Minęły 4 lata od chwili kiedy go poznałam, nigdy nie byliśmy kochankami. W tamtym momencie czułam w sobie miłość od pierwszego wejrzenia. Nagle zorientowałam się, że stara się wyrwać z mojego objęcia, puściłam, trzymał mnie za ramiona i patrzył mi w oczy. Powiedziałam mu: Ari, przyjdę wieczorem, zamkniemy, usiądziemy sami i porozmawiamy, mam ci tyle do powiedzenia. “Dzisiaj nie mogę” – odpowiedział – “mam umówione spotkanie, na które muszę iść.” Jutro – upierałam się przy swoim. “Jutro z rana znowu wyjeżdżam.” Ari, proszę cię – powiedziałam, zadzwoń jak tylko wrócisz, będę czekać na twój telefon. “Dobrze” – odpowiedział, ale nigdy nie zadzwonił.
Latem 2008 r. spotkałam Miltosa, poznała nas nasza wspólna koleżanka, powiedziała, że jest facet, który szuka kobiety, że chce założyć rodzinę. Ja usłyszałam to, co chciałam usłyszeć, miałam już 35 lat. Miltos w ciągu 3 tygodni poprosił mnie o rękę, w łóżku podczas seksu, od razu powiedziałam “tak”, nie zastanawiałam się, że nic do niego nie czuję. Wyszłam za niego 31.10.2009 r. Już wtedy miałam przybrane na wadze z 10 kg., tłumaczyłam to tym, że Miltos jest rzeźnikiem i przynosi dużo mięsa do jedzenia. Na wiosnę 2010 r. poszłam po raz ostatni do sklepu Arisa, szczerze mówiąc, nie wiem dlaczego tam weszłam, przeleciał po mnie wzrokiem i nie mógł ukryć zdziwienia, spytał co mi jest? Stała przed nim kobieta z piętnastokilogramową już nadwagą, z zaniedbanymi włosami i przyćmionymi oczami. Trochę mu się poskarżyłam, ale niewiele. Uderzył otwartą dłonią w ladę i powiedział: “Jakbym ja był twoim mężem, to dbał bym bardziej o ciebie i nigdy nie pozwolił na to, żebyś była taka nieszczęśliwa.” Uderzył jeszcze tak ręką w ladę ze 3 lub 4 razy i po każdym z nich mówił coś, nie pamiętam już co, zaczynając od słów: “Jakbym ja był twoim mężem.” Nie odpowiedziałam nic, wyszłam. Łzy leciały mi po policzkach, myślałam: Boże, co ja najlepszego zrobiłam? Jesienią 2011 roku dostałam kurzajek na dłoni, lekarz powiedział mi, że to można wyleczyć nalewką z zioła, już nie pamiętam jakiego, powiedział, że do tego jest potrzebny dobry zielarz, który umie robić takie rzeczy. Zadzwoniłam do Arisa, zmienił nr telefonu, odnalazłam domowy, był bardzo zaskoczony, ale powiedział, że się bardzo cieszy, że dzwonię, nie ma tego zioła, ale dał mi swój nowy nr komórkowy i powiedział, żebym przyszła. Przyjdę – odpowiedziałam, ale nigdy nie przyszłam. Po tej rozmowie przejrzałam się w lustrze i zobaczyłam tragicznie brzydką kobietę, długie, przetłuszczone, od lat nie podcinane włosy spadały po moich policzkach i ramionach, cerę miałam zaniedbaną, oczy malutkie i wygasłe, prawie jak kreski, widać było tylko kawałek czoła i policzki, które napuchły z powodu nadwagi, wyszłam z łazienki, weszłam na wagę. 92 kilogramy, to ok. 30 kilo nadwagi, przejrzałam się w dużym lustrze, brzuch miałam o wiele bardziej wypchany do przodu niż biust. Nie, pomyślałam, w takim stanie to ja mu się na oczy nie pokażę. Potem zaczęłam przechodzić fazę akceptacji, zaczęłam chudnąć i czuć się lepiej. Latem 2013 roku zajechałam po coś do centrum, nogi same zaprowadziły mnie koło sklepu Arisa, był zamknięty, pomyślałam sobie: jest sierpień, Aris zawsze w sierpniu zamykał na 2 tygodnie i jeździł na wakacje. Nie zajeżdżałam często, co 2 – 3 miesiące, ale zawsze było zamknięte. W październiku 2014 r. zobaczyłam jego sklep otwarty, weszłam. Był identyczny, nie ruszony czasem, ale za ladą stał obcy człowiek. Czy Aris sprzedał sklep? Pytam. “Aris nie żyje już od ponad roku” – odpowiedział obcy mężczyzna. Wróciłam do domu szybko odnalazłam telefon domowy jego rodziców. Rozmawiałam z jego matką. Co się stało? Pytam. “W ubiegłym roku” – mówi – “Aris wrócił z wakacji 15-go sierpnia, a ja z jego ojcem 18-go sierpnia, dokładnie o godz. 13.00, a o 13.30 mój syn nie żył.” Tak – mówię – ale z jakiego powodu? “Bez powodu” – odpowiada – “jak weszliśmy do domu, był zupełnie zdrów, przywitaliśmy się, poszłam zrobić kawę, wchodzę do jego pokoju, a on leży, mówi do mnie, <mamo bardzo bolą mnie plecy>, wołam do męża, <szybko dzwoń po karetkę>, przyjechali za godzinę i stwierdzili zgon, zabrali go, zrobili badania, wykluczyli zawał serca i wylew, powiedzieli, że żeby stwierdzić przyczynę zgonu muszą zrobić sekcję, podpisałam, że się nie zgadzam, w akcie zgonu ma napisane: <przyczyna zgonu nieznana>.” Zakończyłyśmy rozmowę.
W tym momencie wylał się ze mnie potok łez. Boże! – krzyknęłam, tak bardzo boli mnie dusza, bolało, tak bardzo bolało, że ten ból był nie do wytrzymania. Ari! – krzyknęłam, dlaczego cię już nie ma, dlaczego nie poczekałeś, aż ci powiem to wszystko, co mi leży na sercu? Kocham cię i nigdy nie przestałam ani tyci! Wiem, odepchnęłam cię, jak mnie pocałowałeś, ale kara, którą za to dostałam była za duża w stosunku do przewinienia, nie skazuje się na dożywocie kogoś, kto ukradł paczkę cukierków z supermarketu! Ari, jak się obrażasz, to nie chcesz słuchać, nie pozwalasz słowa do siebie powiedzieć, gdybyś tylko chciał wysłuchać, to byś się dowiedział, że się po prostu przestraszyłam, że nie chciałam, być użyta jako lekarstwo na rany, które otworzyła inna kobieta, bałam się, że zostanę wzięta raz do łóżka, a później odrzucona, chciałam tylko usłyszeć od ciebie, że chcesz mnie dla mnie! Nigdy, przenigdy nie patrzyłam na ciebie jak na faceta na jeden raz, miałeś być na zawsze, a nie byłeś nigdy. Jakbyś tylko chciał posłuchać, to byś się dowiedział, że ja się wstydzę całować na oczach ludzi, że moje podniecenie i moje orgazmy, przeznaczone są dla mężczyzny, którego kocham, a nie dla przypadkowych gapiów, powiedziałabym ci: zapewnij mi ochronę przed ludzką ciekawością, a wyrażę ci moje uczucia, to wszystko bym ci powiedziała, gdybyś tylko chciał posłuchać.
30.12.2014. Wtorek
Dzwonię do Aleksandra, dostaję informację, że moja Dusza została wyciągnięta z tych nieciekawych obszarów i teraz jest blisko Boga, do niedzieli powinna wrócić. Aleksander mówi mi także, że ja lubię grzebać w starych śmieciach, ciągle mielę w przeszłości, mam nazbierane worki ze śmieciami, ciągle je otwieram i w nich szperam, mówi mi, żebym znowu zadzwoniła za 2 dni.
Po zakończonej rozmowie, zapieram się, że zerwę z przeszłością, już nigdy, przenigdy nie wrócę do starych śmieci. Udaje mi się to przez jeden dzień, 1-go stycznia rano, z impetem powraca do mnie myśl o Arisie, lecę znowu myślami po faktach, znowu, ból i żal z powodu straconej miłości, nie mogę się od tych myśli oderwać. Jak mi trochę przechodzi, to mam wyrzuty sumienia, że nie dotrzymałam danego sobie przyrzeczenia.
01.01.2015. Czwartek
Dzwonię do Aleksandra, mówi mi, że moja Dusza jest już blisko, tuż nad moją głową, że niedługo wróci, mówi mi także, że Dusza mieszka w sercu każdego człowieka, a moja Dusza mieszka w moim i bardzo chce wrócić do domu. Opowiadam mu, że mimo starań, nie mogę odczepić od siebie myśli o Arisie, mówi mi, że nic dziwnego, że on jest podpięty pod moją energetykę, że ciągle przy mnie jest, podpiął się pode mnie mniej więcej półtora roku temu. Znowu mam zadzwonić za 2 dni.

Po zakończonej rozmowie, lecę myślami po faktach, czy ja mu powiedziałam kiedy zmarł Aris, nie przypominam sobie, mówiłam tylko, że nie żyje, ale kiedy zmarł nie. Aris zmarł 18.08.2013, dzisiaj jest 01.01.2015, Aleksander powiedział, że jest on podpięty pod moją energetykę ok. półtora roku, cholera w czym ten facet grzebie, że ma takie informacje?
Nagle nachodzi mnie myśl, że byłam ostatnią osobą, o której Aris pomyślał w tej samej sekundzie, w której uchodziła jego Dusza i w ten sposób się pode mnie podpiął. Zbijam tę myśl inną. Izka, jesteś głupia, pomyślałaś to sobie, ponieważ bardzo byś chciała, żeby tak było, każdy psycholog, na każdej sesji ci tak powie. Daję sobie z tym spokój.
Kładę się spać, jestem bardzo spokojna, przychodzi mi na myśl moja Dusza i jej powrót. Koncentruję uwagę na moim sercu, zaczynam mówić głośno: Duszyczko ty moja, wróć kochana, przyszykuję ci najpiękniejszy domek na świecie, zaczynam używać mojej wyobraźni, robię to automatycznie, robię się taka malutka, że wchodzę do mojego serca, zamiatam w nim, ścieram kurze, przystrajam, przytulny pokoik, wyobrażam sobie, że moje serce ma drzwi, otwieram je aby wpuścić Duszę do jej domu, wydają mi się jakieś małe, wymieniam je na ogromne wrota. Nagle dzieje się coś dziwnego, dostaję poczucie świadomości w moim sercu, czuję dokładnie gdzie ono jest, jakie ma wymiary, że sięga od – do, na wysokość, szerokość i głębokość, tak samo jak się ma poczucie istnienia ręki lub nogi, ale one posiadają receptory czuciowe, a organy wewnętrzne nie, przenoszę moją uwagę na wątrobę i żołądek, nie czuję ich, przenoszę znowu na serce, znowu to samo, czuję je. Zasypiam z tą świadomością.

02.01.2015. Piątek
Budzę się i jestem taka wesoła, z nie wiadomo jakiego powodu, jakbym połknęła śmieszka, dostałam autentycznej głupawki, chodzę po domu, śmieję się sama do siebie i gadam głośno do mojej Duszy, że się cieszę, że wróci, że będzie bardzo fajnie itd. Po południu dostaję doła, przypomina mi się Aris, ciągle przewija się ten sam film, wtedy gdy mi powiedział, że najładniejsze kobiety to Greczynki, a na jego drodze ciągle stają kobiety z Europy północnej, niebieskookie blondynki, dostaję ataku płaczu, boli mnie, tak bardzo mnie boli, nie wiem co mam z tym bólem zrobić. Mówię: Ari, odepnij się ode mnie, bo ja już tego nie mogę wytrzymać, idź sobie. Nagle go widzę, siedzę w kuchni na krześle, ręce moje spoczywają na moich udach, a on wisi nad szafkami kuchennymi, na przeciwległej ścianie, jest kompletnie przeźroczysty i cały biały, wyciąga do mnie ręce, głową kręci na lewo i prawo, wyraz twarzy ma przerażony, prosi żebym się go nie pozbywała, z moich ramion wyrastają takie same białe przeźroczyste ręce i wyciągają się do niego, łapiemy się mocno za dłonie i trzymamy, gdy wewnątrz siebie akceptuję fakt, że on nie odszedł, cały ten obraz znika.
Nagle dostaję ogromnego napadu strachu, że Dusza nie wróci, zaczynam do niej mówić: Duszyczko moja kochana, proszę cię, wróć, nie gniewaj się na mnie, że znowu pozwoliłam sobie na atak cierpienia, ja naprawdę tego nie chciałam, bardzo się starałam, ale to było silniejsze ode mnie, ugięłam się pod tego ciężarem. Proszę cię, tak bardzo cię proszę, wróć do mnie. Nagle myślę sobie: Czy wymieniasz mnie na niego?
Zastanawiam się, co ja do cholery jasnej, sobie pomyślałam, czy wymieniam kogo? Mnie? To znaczy Izabelę, na kogo? Arisa? Co to ma znaczyć? Ja bym miała umrzeć, a on zmartwychwstać po półtora roku, takich cudów to nawet Jezus nie czynił, odrzucam tę myśl i idę spać.

03.01.2015. Sobota
Od samego rana myślę o Arisie, ale jestem błogo spokojna, nagle znowu nachodzi mnie myśl: Czy wymieniasz mnie na niego? Kogo na kogo, do cholery jasnej? – pytam się sama siebie. Aż tu nagle w mojej głowie powstaje monolog, który nawija się sam:
“To my, wasze Dusze doprowadziłyśmy do waszego spotkania, oboje pragnęliście tego samego, oboje byliście zwolennikami tak samo silnej miłości, i byliście do siebie tak podobni, że oboje spartoczyliście robotę w ten sam sposób. Gdyby nie wasz upór i głupota, to bylibyście teraz szczęśliwą parą z dwójką dzieci cholernie pasującą w łóżku, jako rodzina mielibyście wszystko, co tylko może zapragnąć człowiek, żeby być szczęśliwym.”
Nie zdaję sobie sprawy z tego co się dzieje, o czym ja myślę, do cholery? Zastanawiam się, co się dzieje w tym moim durnym łbie? Nagle przypominam sobie, jak Aleksander mówił, że ludzie popełniają błąd i szukają Boga na zewnątrz siebie, a powinni wewnątrz siebie. Zaczynam się zastanawiać, ja czekałam na głos mojej Duszy przychodzący z zewnątrz i wpadający do moich uszu z jakąś tam tylko dla nas dwóch znaną częstotliwością. A może głos mojej Duszy pojawia się też z wewnątrz mnie?
– A właśnie – dostaję odpowiedź.
Stoję i milczę, nie mogę uwierzyć w to, co się ze mną dzieje.
– Dlatego pytam: czy wymieniasz mnie na niego, jakbyś choć trochę wtedy mnie posłuchała to byś z nim była.
– Przecież ja pierwszy raz w życiu cię słyszę.
– Nie słyszysz mnie pierwszy raz w życiu, pierwszy raz w życiu słuchasz, co do ciebie mówię.
– Nie rozumiem.
– Pamiętasz jak szukałaś sposobu, żeby mu wszystko powiedzieć? Na jakie pomysły wpadałaś?
– Wyślę mu sms-a.
– To ja, a potem jakim głupim argumentem to odbiłaś?
– Że jak zobaczy od kogo, to go wymaże nie czytając.
– A właśnie, potem co wymyśliłaś?
– Napiszę mu maila, otworzę nowy adres mailowy, nie kojarzący się z moim imieniem i nazwiskiem, a w temacie napiszę zamówienie na zioła.
– To też ja, a na to jakie wariactwo znalazłaś?
– Jak otworzy, zacznie czytać i się zorientuje, że to ja, to nie doczyta do końca i znowu wymaże.
– Potem wymyśliłaś co?
– Napisać mu list i wysłać pocztą. Kopertę wydrukować na komputerze.
– I co?
– Bałam się, że pracowniczka otworzy, albo jego matka i będą się nabijać z moich wyznań miłosnych.
– Nagle wymyśliłaś co?
– Z dopiskiem: Do rąk własnych
– I?
– I pomyślałam, że i tak go podrze, ponieważ się zorientuje, że to ja, a z resztą, ktoś ciekawski i tak może to otworzyć.
– Wiesz jak ciężko jest przebić się przez pancerz twojej głupoty?
– Nie przebierasz w słowach.
– I nie będę nigdy przebierać.
– To znaczy, że ja jestem winna?
– Nie mi mówić ci, jakimi głupimi argumentami on odbijał podpowiedzi swojej Duszy. Sęk w tym, że jakbyś słuchała mnie chociaż w 10 procentach, to nigdy byś nie wiedziała, że rozmawiasz z Duszą, nigdy byś nie zaczęła poszukiwać Boga i dzisiejszego dialogu nigdy by nie było. Dlatego przypominam pytanie: czy wymieniasz mnie na niego?
– Nie, nie, nie, jak już tu jesteś to nie odchodź, nie zostawiaj mnie, proszę cię!
– Zrezygnujesz z głupich argumentów?
– Raz coś zrobiłam, a ty się wyżywasz.
– Robisz to przez całe życie.
– Kiedy?
– Żeby nie zadzwonić do Aleksandra, co wymyślałaś?
– Z kim ja rozmawiałam, kto mnie pchał żeby do niego zadzwonić?
– Nie teraz czas by na to odpowiadać.
– Dlaczego?
– A Arisa oskarżałaś, że chce wszystko na raz, a jak nie dostanie to się obraża. Jesteście bardzo do siebie podobni.

Nie mogłam uwierzyć w to, co mi się przytrafiło, dostałam autentycznego rozhuśtania emocji. To wszystko działo się w mojej głowie. Z nawyku twierdziłam, że głos Duszy powinien dochodzić z zewnątrz. W jednej chwili myślałam, że to tylko moja wyobraźnia, a w drugiej, że Dusza przemawia do mnie i tak w kółko, nie wiedziałam co z tym począć i postanowiłam się uspokoić. W niektórych momentach przypominałam sobie, że powinnam pokochać moją Duszę i mówiłam jej: Kocham cię Duszyczko, ale ona się nie odzywała.
Siedzę i dumam jak w ruskim sejmie. Aleksandrowi powiedziałam, że chcę być, szczęśliwa, teraz przemówiła do mnie Dusza, powinnam się czuć szczęśliwa, a tak nie jest, dlaczego? Aż tu nagle:
D: Ponieważ jesteś mistrzem od kumulacji.
I: Czym jestem?
D: Mistrzem od kumulacji, gdyby istniała nagroda Nobla za zbieractwo, to byś ją dostała.
I: Możesz mówić jaśniej?
D: Kumulujesz w swojej energetyce wszystko co się da, jesteś wypchana po brzegi, już mało co może się tam zmieścić. Twoje zdolności kumulacyjne przejawiają się w twoim życiu zewnętrznym, zobacz jak ty żyjesz, masz szafy powypychane ciuchami, a niektórych z nich nie nosisz od ponad 10 lat, to samo w szafkach i szufladach, masz kupę przeterminowanych kosmetyków i zjełczałych kremów, nie wyrzuciłaś ani jednego laptopa, a masz już piąty, masz tyle rzeczy upchanych wszędzie, że już nic ci się nie mieści, pełno pudełek i pudełeczek, w których masz sama nie wiesz co. Jak działasz? Do kubka nalewasz kawy lub herbaty tele, że nie możesz zamieszać, bo ci się rozlewa, jak gotujesz to bierzesz najmniejszy garnek i wypełniasz po brzegi, że jak bulgocze to ci kuchnie zalewa. Do pralki ładujesz tyle, że nie może uciągnąć, a jak zauważysz jeszcze małą szparkę, to po całym domu szukasz jednej pary brudnych skarpetek, bo się tam jeszcze zmieszczą. Przesypałaś pieprz do słoiczka i ponieważ go nie zapełnił ani do połowy, poszłaś i kupiłaś drugi pieprz.
I: Żeby mieć na zapas i co chwilę nie latać.
D: Przyznaj się sama sobie, że przeszkadzała ci przestrzeń, która została w tym słoiczku. Wypychasz swoje życie po brzegi, a potem płaczesz, że nic się w nim nie dzieje.
I: Jaki to ma związek?
D: Żeby się rzeczy mogły dziać potrzebna jest przestrzeń.
I: Dalej nie rozumiem.
D: Twoja energetyka jest wypchana po brzegi. Masz w niej skumulowanych wszystkich kochanków swojego życia. Nie puściłaś żadnego. Dałaś im półkę do siedzenia i ich tam upychasz, oni się już tam nie mieszczą, nie chcą się przesunąć, żeby wpuścić następnego, już im bardzo ciasno. A w życiu przejawia się to tak, że spotykasz faceta, podobasz mu się a on tobie, on wchodzi jednak w twoje energie seksualne i czuje, że jest coś nie tak. Energia seksualna, to ostatnia jaką jeszcze ludzie umiecie wyczuwać i w ten sposób się zakochujecie, straciliście już umiejętność wyczuwania innych energii, ale nie zdajecie sobie sprawy nawet z tego, że to robicie. Więc patrzy się na ciebie facet, czuje, że coś jest nie tak, a ponieważ ludzie nauczyliście się wspierać wszystko argumentami, to on szuka w tobie defektu i wtedy mówi ci, że albo masz brzydkie oczy, albo za mały biust, albo za duży tyłek. Ty potem idziesz ulicą i spotykasz kobietę, która ma zeza, zero biustu, tyłek jak szafa i idzie za rękę z takim facetem, że ciebie trafia z zazdrości. Wracasz do domu i sobie myślisz, nie mogą być winne ani moje oczy, ani mój biust, ani tyłek, co ze mną jest nie tak, że ona może a ja nie?
I: No dobrze, ale ja ich miałam 10-u, powiedzmy że 20-tu, a są kobiety, które miały 100-u i dalej znajdują nowych kochanków.
D: Nie o to chodzi, ilu miały, ale o to, że wszystkich poprzednich puściły i dlatego znalazł się 101-y i 102-i. Przestrzeń jest potrzebna do swobodnego przepływu energii, energia nie może stać w miejscu, rozumiesz?
I: Rozumiem. A Miltos?
D: Miltosa też dostałaś na własne życzenie. Znalazłaś mężczyznę, który daje tyle, na ile jesteś ty zdolna wziąć. Ponieważ mogłaś brać tak mało, dostałaś jego, który daje tak mało.
I: Masz na myśli, że jak zwolnię przestrzeń, to on będzie dawał więcej? Nie, ja już nic od niego nie chcę, ani jego już nie chcę!
D: Ale?
I: Skąd ty wiesz, że mam jakieś ale?
D: Ja wszystko wiem na twój temat, odpowiadaj.
I: To dlaczego mam odpowiadać?
D: Bo sama przed sobą, musisz się do tego przyznać.
I: Ja się boję go skrzywdzić, on został nie raz odrzucony, gdybym miała gwarancję, że jak odejdę, to on nie będzie cierpiał, że da sobie radę z tą rozłąką, że się nie załamie.
D: Bez takiej gwarancji chcesz go zostawić? Co czujesz?
I: Tak, ja chcę go zostawić.
D: Dlaczego?
I: Bo on już mnie zostawił. Ciągle go nie ma w domu, ciągle siedzi w tej knajpie (przynajmniej tak mówi, że tam siedzi), ja już się przestałam interesować co on robi, przestałam o niego zabiegać. Im bardziej zabiegałam o jego obecność przy mnie, o jego miłość, o seks, tym bardziej ode mnie uciekał. Seksu było trochę przed ślubem i trochę po ślubie, potem raz na 3 miesiące 2 – 5 minut, a ostatni raz w grudniu 2011 i później wcale. Ja tak bardzo o niego zabiegałam, dbałam o niego, myślałam, że jak będę mu sprzątać, prać, prasować i gotować, to w końcu mnie pokocha, zacznie zostawać w domu.
D: A widzisz doszłaś do wniosku, że on cię nie kocha.
I: To dlaczego ze mną jest?
D: Sama sobie na to odpowiedz.
I: Z wygody, on pochodzi z domu rodem z programu: „How clean is your house?” Chciał żyć inaczej, czysto, schludnie w zadbanym domu, przeszkadzał mu ten syf u jego matki, sam mi to powiedział.
D: Tak powiedział ci to, ale była to prawda? Pomyśl.
I: Chyba nie.
D: Z kąd ten wniosek?
I: Przecież czasami wymusza na mnie, żebyśmy chodzili do jego matki, jemu tam nic nie przeszkadza, je i pije z tych syfiastych naczyń, idzie się załatwić do tej latami nie sprzątanej ubikacji, nie ma na jego twarzy ani odrobiny obrzydzenia, jeszcze jak wracamy do domu, to ma do mnie pretensje, że ja nie chcę się niczego tknąć i mam ciągle głupią minę, moich argumentów nie chce słuchać.
D: Więc?
I: Chciał sobie tylko zapewnić wygodę, nigdy go nie interesowały moje uczucia.
D: A jak próbujesz coś wyegzekwować, to co robi?
I: Straszy mnie, że albo przez balkon mnie wyrzuci, albo mówi, jeszcze ty mnie tak na prawdę zdenerwowanego nie widziałaś, albo, że mi finanse utnie i nie będę miała z czego żyć.
D: Teraz jak myślisz, będzie po tobie płakał jak odejdziesz?
I: Jak już będzie płakał to po utraconym luksusie.
D: Teraz doszłaś do prawidłowego wniosku. Wiesz jednak jaki błąd popełniasz?
I: Nie.
D: Starasz się przewidzieć co się stanie gdy zrobisz to lub tamto. To samo robiłaś z Bogiem. Jest godne podziwu twoje samozaparcie w szukaniu Boga, ale najpierw ubzdurałaś sobie, że jak znajdziesz kontakt z Bogiem, to on będzie ci kazał, być taką jak Jezus, chodzić w sutannie po wodzie, zamieniać wodę w wino i wskrzeszać zmarłych, potem wymyśliłaś sobie, że Bóg ci rozkaże, żebyś została z Miltosem, jak go wzięłaś głupia babo to z nim siedź, za karę za głupotę, teraz się boisz, że Bóg będzie chciał, żebyś ratowała Dusze, tak jak Aleksander, a ty się w tej roli nie widzisz. Przestań wyobrażać sobie czego będzie chciał od ciebie Bóg, nie jesteś w stanie tego przewidzieć.
I: To co mam zrobić?
D: Zostawić przestrzeń, a jednym ze sposobów na to to, jest pozbycie się tego strachu, który czujesz, on zajmuje dużo miejsca w twojej energetyce.
I: To ile mam tej przestrzeni zostawić?
D: Tyle, żeby mógł się do niej zmieścić Bóg.

Siedzę oszołomiona, nie wiem co mam począć. Wszystko mi się myli, znowu zaczynają się pojawiać wątpliwości, że rozmowa z Duszą nie istnieje, że wszystko to sama sobie wymyśliłam. Dzwonię do Aleksandra, pytam go co widzi, mówi mi, że moja Dusza jest już blisko. Mówię mu, że chyba rozmawiałam z Duszą, ale nie jestem pewna, zaczynam mu opowiadać co się stało. Słucha mnie uważnie, a potem mówi, że “to jest niemożliwe, żeby pani to wszystko sama wymyśliła, to na pewno jest od Duszy, pani na pewno ją słyszała, bardzo się cieszę, że się to pani przydarzyło.” Na koniec powiedział, żebym zadzwoniła jeszcze raz w poniedziałek.
04.01.2015 Niedziela
Z samego rana mam niepowstrzymaną chęć zrobienia porządków. Zaczynam pomalutku od małych rzeczy, otwieram jedną z szafek kuchennych, wyjmuję z niej duży pięciolitrowy szklany słój, szkoda mi go sobie myślę, nagle słyszę:
D: Używasz go?
I: Nie.
D: Ile lat on tak tu stoi?
I: Nawet nie chcę pamiętać.
D: Co masz zamiar z nim robić?
I: Przesypywać do niego ryże, makarony itd.
D: Od teraz masz ten zamiar, czy może ten zamiar miałaś od zawsze, a te wszystkie rzeczy i tak leżą obok w swoich oryginalnych opakowaniach, a słój i tak jest pusty?
Zaczynam się z siebie śmiać, słój ląduje w śmieciach. Uzbierałam 4 worki badziewia wynoszę je na śmietnik.
Zaczynam gotować otwieram szafkę, o – myślę sobie – jak tu pusto, ile rzeczy się tu zmieści.
D: Cała Izabela, nie po to tworzysz przestrzeń, żeby napakować w nią nowego badziewia, ale żeby ją zostawić pustą dla przepływu energii.
I: Tak, tak wiem, mam zostawić tyle przestrzeni, żeby się w niej zmieścił Bóg, ale nie rozumiem, Boga mam posadzić w szafce kuchennej koło ryżu?
D: Głupie pytanie, ale ci na nie odpowiem. Musiałaś zacząć od świata materialnego, ponieważ nie rozumiesz jeszcze co się dzieje w twojej energetyce. Jakbyś tego nie zauważyła, to byś puszczała jedno, a kumulowała drugie, bezwiednie, i tak kręciła się w kółko bez efektu, a nie rozumiejąc swojego błędu doszłabyś do wniosku, że metoda jest zła, dlatego musiałam znaleźć sposób na to, żeby ci to pokazać, żebyś zrozumiała. Puściłaś sama wiele rzeczy, świetnie dałaś sobie radę.
I: Ja? Kiedy?
D: Jak przeczytałaś w Piśmie Świętym: Wybaczcie cokolwiek przeciwko komukolwiek macie. Zaczęłaś szukać w sobie i wybaczać, nawet prosiłaś Boga, żeby ci przypomniał, komu czego jeszcze nie wybaczyłaś, nasuwało ci się i wybaczałaś. Ulga którą wtedy czułaś, to puszczanie z energetyki, ale z powodu braku wiedzy kumulowałaś nowe, dlatego zaprzestałaś.
I: Teraz mi powiesz, zanim przyszłaś, te prześwity informacji, skąd je miałam, z kim ja rozmawiałam?
D: Nie, jeszcze nie czas na to.
I: Dlaczego?
D: Bądź cierpliwa, dziecku z podstawówki nie wykłada się materiału ze studiów i tak go nie zrozumie.
I: Ciągle podkreślasz niskość mojego potencjału.
D: Nie, brak twojej wiedzy. Z resztą w ten sposób upewniam cię w fakcie, że rozmawiasz z Duszą. Szukasz na własną rękę odpowiedzi na to pytanie, a ona nie przychodzi, a jak jej sama sobie udzielasz, to czujesz w sobie, że to nie ta. Dochodzisz powoli do wniosku, że ktoś sprawuje pieczę nad tym, czego i kiedy masz się dowiedzieć.
I: Przecież jeszcze wiele razy wątpię.
D: 3 razy dziennie, a 3 dni temu wątpiłaś co 5 min. Dobrze ci idzie.

Kontynuuję gotowanie, zaglądam do lodówki, wyciągam z niej pudełko, które stoi tam już od dłuższego czasu, otwieram, maska z alg na cellulit, myślę sobie, jak poznałam Miltosa, to terapii na cellulit nie robiłam, to dziadostwo stoi tutaj już ponad 6 lat i przeżyło 2 przeprowadzki, ląduje w śmieciach, razem z tym, przy okazji, jeszcze kilka innych przeterminowanych rzeczy z lodówki. Patrzę na pustą półkę, myślę: a może Boga posadzimy w lodówce koło sera i masła? Dusza milczy. Wyciągam garnek.
D: Wyciągnij ten duży.
I: Mam ugotować zupę na 2 osoby w pięciolitrowym garnku?
D: Co ci to przeszkadza? Znowu nalejesz pełniuteńko i będzie się przelewać.

Posłuchałam, tak mi się fajnie gotowało, mogłam mocno zamieszać, nic mi się nie rozlewało. Dusza stała nade mną na każdym kroku, nie nalewaj kawy po brzegi, nie wypychaj pralki do końca, nie wciskaj do pudełek tak, że ich nie możesz zamknąć.

I: Stoisz nade mną jak kat.
D: Nie jak kat, tylko jak twój obrońca. Katem był ten, który doprowadził cię do stanu w którym jesteś.
I: Kto to taki?
D: Twoje ego. Ja ci w tej chwili przeszkadzam, ponieważ przez całe życie nauczyłaś się być sama ze sobą, bez żadnej pomocy. Tak, tak, wiem twoja mama, najbardziej ze wszystkich cech wynagradzała samodzielność. Wiem, co mówiła: Moja Izunia jest taka samodzielna, najlepszym jej argumentem było: a co byś zrobiła, gdyby teraz nikogo przy tobie nie było, musiała byś sobie dać radę sama. Wiem, nauczyła cię, że nigdy nie wolno nikogo prosić o pomoc i a dawać sobie radę samej. Z drugiej jednak strony, nauczyła cię też, że nigdy nie możesz odmawiać swojej pomocy innym. Teraz musisz przywyknąć do nowej sytuacji. Już nigdy, przenigdy nie musisz zostać sama, ja tu będę zawsze, mnie się nie chce ani jeść, ani pić ani spać, ja mogę tu być 24 godziny na dobę i z tobą wałkować wszystko. Swego czasu twoja mama wygrała ze mną, ale ja mam asa w rękawie, którego ona mieć nie może.
I: Jakiego?
D: Czas, nieograniczony czas, ja mogę czekać bezlimitowo, a istota ludzka nie.
I: Ale ja jej wybaczyłam wszystko i przestałam wałkować ciągle w myślach to, co ona mi zrobiła.
D: Wiem, wybaczenie jej zajęło ci najwięcej czasu, niż którykolwiek z innych aktów wybaczenia, któremu się poddałaś. Ja jej nie oskarżam ja tylko stwierdzam fakt, z resztą twoja mama też jest sama, nie ma swojej Duszy przy sobie i najprawdopodobniej w tym wcieleniu się już nie spotkają.

Zostaję sama ze swoimi myślami, zaczynam powoli rozumieć, na czym polega kontakt z Duszą, a jej brak, po prostu pytania pozostają bez odpowiedzi. Znowu w moje myśli wciska się Aris, walczę z tym jak mogę, zaczynam się złościć, nie mogę się go pozbyć.

D: Przestań się bać tego, że przeżywasz skutki podpięć, to normalne. A Aris to bardzo silne podpięcie, jeszcze długo będziesz czuć efekty tych wszystkich kumulacji. Jesteśmy dopiero na samym początku roboty długa droga przed nami.
I: Odeszłaś ponieważ nie mogłaś wytrzymać z moim cierpieniem, boję się, że znowu sobie pójdziesz.
D: Nie martw się, nigdzie się nie wybieram, z resztą teraz mnie słuchasz, ale powód, dla którego mnie słuchasz musimy zmienić. Słuchasz mnie ze strachu, że sobie pójdę, a ty musisz przestać się bać.
I: Ale?
D: Tak wiem, jeszcze jedna twoja cecha, której musimy się pozbyć, w połowie roboty masz wyrzuty sumienia, że robota jest nie skończona. Wiem, wiem, robi to wielu pracodawców na tym świecie, to się nazywa mobbing.
I: Wiem.
D: Ty też byłaś poddawana mobbingowi, nie ważne z której strony zaczniesz, to przychodzi w połowie roboty i wrzeszczy, że druga połowa jest nie zrobiona, z którejkolwiek strony byś nie zaczęła. Ale umówmy się w jednej sprawie, dla oszczędności czasu.
I: Jakiej?
D: Jak będziemy wyszukiwać następne twoje cechy do zlikwidowania, to już więcej nie będziemy roztrząsać skąd je masz.
I: Dobrze, ale czy to naprawdę nie ma znaczenia?
D: Jak idziesz do lekarza z grypą, to po lekarstwa, a nie żeby odnaleźć tego, który na ciebie kichnął. Rozumiesz?
I: Tak.

05.01.2015 Poniedziałek
Od samego rana ląduje w śmieciach kupa rzeczy, uzbierałam 9 dużych 50 litrowych worków plus 28 tomowa encyklopedia. Za każdym razem padało pytanie: używasz tego czy nie, choćby raz na rok jak choinkę? Miałam dziwne uczucie, ani jednej z tych rzeczy nie pożałowałam, ani razu mi nie przemknęło przez myśl, żeby wrócić do śmietnika i cokolwiek z niego wyciągnąć, przeciwnie, ulga jaka mnie ogarnęła była nie do opisania. Musiałam wyjść z domu, idę ulicą i sobie myślę, przyrzekam, że już nigdy, przenigdy nie wezmę do siebie żadnej energii.

D: Nie zdołasz tego zrobić.
I: A to dlaczego?
D: Nawet bilet autobusowy, który trzymasz w ręku posiada energię swoją, i wszystkich tych ludzi, którzy uczestniczyli w jego produkcji.
I: To co mam robić?
D: Jeszcze raz powtarzam ci, że nie jesteś już sama, nie ty robisz ale my robimy.
I: Ale czasami cię tu nie ma.
D: Zawsze jestem, tylko nie zawsze do ciebie mówię. W sytuacjach, w których nie jestem ci potrzebna, nie mówię do ciebie. Dalej sama będziesz sobie wiązać buty i zapinać guziki, dobrze ci idzie i ja nie jestem potrzebna, ty po prostu nie rozumiesz co się dzieje. Ty nie masz się pozbyć energii, ale pozwolić na swobodny, kompletnie bezproblemowy jej przepływ, tego masz się nauczyć. To jest tak jak oddychanie. Nie ma znaczenia czy zatkasz sobie usta i nos przy wdechu, czy przy wydechu i tak się udusisz, życie zapewnia ci swobodny przepływ powietrza, swobodne oddychanie, a kontakt z Bogiem swobodny przepływ energii.
I: Z Bogiem, nie z tobą.
D: Czego się dowiedziałaś na ten temat?
I: Że żeby mieć kontakt z Bogiem, to muszę podnieść Duszę do konkretnych wibracji.
D: Pomyśl o świecie materialnym, chcesz, żeby jakiś przedmiot zaczął wibrować, czy ustawiasz dookoła niego kupę rzeczy, o które się będzie obijał?
I: Nie.
D: Widzisz, zapewnienie swobodnego przepływu energii podniesie mnie do tych wibracji, a to z kolei gwarantuje kontakt z Bogiem. Dobry wniosek, i to twój autorski, zaczynasz rozumieć. Powiedz to, nie wstydź się, jakbyś źle rozumowała, to bym ci o tym powiedziała.
I: To jest Święta Trójca, o której mówił Jezus.
D: Tak, dokładnie tak. Bóg, to Bóg, każdy człowiek to Syn, a Dusza każdego to Duch Święty.
I: Ale Aleksander?
D: Ty niedokładnie słuchasz, co mówi Aleksander. Ja dokładnie wiem, co on powiedział: „Kościół Katolicki to nieudana próba zrozumienia Boga”. Aleksander w żadnej z waszych rozmów nie wyraził się o Jezusie. Tak jak ty teraz, tak wtedy ludzie niedokładnie słuchali tego co mówił Jezus i stworzyli Kościół Katolicki, lub Prawosławny i jeszcze inne odłamy. Współpraca człowieka z Duszą zapewnia kontakt z Bogiem, a współpraca tej trójki szczęście, nie koniecznie drogę życiową jaką miał Jezus. Teraz już cię nikt nie ukrzyżuje.
I: Boję się tej drogi obranej dla mnie przez Boga.
D: Ponieważ dalej starasz się sobie wyobrazić jaka ona będzie. Czego ty się boisz?
I: Co sobie ludzie o mnie pomyślą?
D: Jesteś tchórzem. Nie zdajesz sobie sprawy, że żyjesz w czasach wolności słowa. Cokolwiek nie powiesz, nawet nie możesz iść do więzienia. Twoja Dusza miała wcielenie w czasach, kiedy za wyrażanie swoich prawd można było być spalonym na stosie, a ty się boisz czego? Że cię ludzie wyśmieją, albo że cię będzie pop z kadzidłem po ulicy gonił?

Nadszedł wieczór czas zadzwonić do Aleksandra. Ostatni raz.
Pani Dusza wróciła – mówi, dzisiaj ok. godziny 3. Zastanawiam się, że prawdopodobnie podczas naszej ostatniej rozmowy. Zaczynam opowiadać przebieg ostatniego dnia. O karaluchu, którego znalazłam w szufladzie sprzątając itd. Aleksander krzyczy na mnie – pierdoły pani gada, pani się powinna cieszyć, być uradowana, a pani się pierdoł czepia i gada o śmieciach i o karaluchach. Aż się popłakałam, mówię mu to. Odpowiada: I dobrze i będzie pani płakać jeszcze nie raz, to jest normalne, pani sobie nie zdaje sprawy z tego, co się pani przydarzyło. Ja pomogłem odzyskać Duszę setkom ludzi, a rozmawia z nią nie więcej niż pięciu, proszę ten kontakt utrzymać, a nie gadać o karaluchach. Proszę Aleksandra, żeby dał mi namiary na kogoś kto rozmawia z Duszą, poleca mi Ewelinę Stępnicką. Mówi jeszcze, żebym się skontaktowała z nim za 3 tyg. do miesiąca, oraz zaczęła spisywać wszystko to, co Dusza do mnie mówi. Kończymy rozmowę.

Siedzę i myślę, jestem oszołomiona, szukam w sobie tej radości, nie mogę jej znaleźć.
D: Martwisz się, że Aleksander kazał ci się cieszyć, a ty się nie cieszysz?
I: Tak.
D: A wiesz, że martwienie się też jest kumulacją?
I: Nie nie wiem.
D: A czujesz to?
I: Nie, nie czuję.
D: Bardzo dobrze…
I: Bardzo dobrze, że nie czuję?
D: Nie przerywaj, bardzo dobrze, że potrafisz odnaleźć w sobie swoje prawdziwe uczucia i wyrazić je. Ale teraz musimy podsumować:
– 1. Nie jesteś już sama i nigdy nie będziesz, w każdej chwili możesz mnie prosić o pomoc.
– 2. Nie musisz niczego robić przeciwko sobie, za każdym razem, jeżeli ktoś o coś prosi, a ty nie chcesz tego zrobić, wolno ci odmówić.
– 3. Przestań się bać, strach przysłania zdrowy rozsądek, podam ci przykład. Najmocniejszą motywacją dla której wyszłaś za mąż za Miltosa, to strach przed samotnością, bałaś się zostać sama, tak bardzo chciałaś założyć rodzinę, że wyszłaś za mąż za pierwszego lepszego, który wyraził to pragnienie. Zgadzasz się ze mną?
I: Tak.
D: Wspaniale.
– 4. Przestań się martwić, nawet jak popełnisz 1000 błędów a nie 1, jesteś w fazie uczenia się, a uczeń to ten, który się uczy, a nie ten, który już umie.
I: I jak ja mam to wszystko zrobić?
D: Jesteś aż taka ciężka w pojmowaniu, jaki był punkt pierwszy?
I: Poproś o pomoc.
D: Więc o nią poproś!!
I: Duszyczko moja kochana, tak bardzo cię proszę pomóż mi, pomóż mi, ponieważ sama nie daję rady, pomóż mi pozbyć się strachu, zmartwienia, wątpliwości, rozumieć za każdym razem, kiedy zrobię coś przeciwko sobie, przeciwko mojej woli, bądź ze mną już na zawsze proszę cię. Pomagaj mi we wszystkim, zawsze.
D: Będę, obiecuję ci.
I: Dziękuję kochana, wiesz, kocham cię, bardzo cię kocham.
D: Ja ciebie też, jesteś upartym, ale wspaniałym wcieleniem.

06.01.2015 Wtorek
Wtorkowy ranek został opisany na początku tych zapisków. Miltos chory poszedł spać. Ja zaczęłam prasować. Przewija mi się przed oczami życie z nim, znowu przychodzi mi na myśl wygarnąć mu wszystko co mnie boli, wszystko co mi na sercu leży. Nie, mówię sobie, on mnie z domu wyrzuci, gdzie ja pójdę, co ja zrobię, ale napiera na mnie jeszcze większa chęć wygarnięcia mu wszystkiego, opieram się jej jeszcze bardziej, ile mam sił.
D: Dlaczego znowu robisz przeciwko sobie?
I: To inna sytuacja, to ja teraz czegoś chcę, a on nie chce.
D: Skąd wiesz, że on nie chce?
I: Za każdym razem, kiedy zaczynam mówić coś, czego on nie chce usłyszeć, to albo wychodzi z domu, albo się odgraża. Z resztą, on mnie z domu wyrzuci, gdzie ja pójdę, co ja zrobię?
D: Zaufaj mi.
I: Mam mu wygarnąć wszystko, bez względu na okoliczności?
D: Tak.
I: On mnie chyba zabije.
D: Nie zrobi tego, zobaczysz, jak długo masz zamiar to w sobie trzymać?
I: Miałam zamiar najpierw utorować sobie drogę do odejścia, wygarnąć mu wszystko, zawinąć się i iść.
D: I jak długo tę drogę już torujesz? 2 lata? Ponad?
I: Gdzieś około tego, jak już dałam sobie spokój z walką o nasze życie seksualne.
D: I ta droga jakoś nie chce się utorować, wiesz dlaczego?
I: Nie.
D: Ponieważ trzymanie tego wszystkiego w sobie to też kumulacja. Nie ma miejsca już na to, żeby w twoim życiu zaczęło się coś dziać, najpierw musisz opróżnić.
I: Boję się. To za dużo.
D: Zrób to mimo faktu, że się boisz.

Po południu ucięłam sobie krótką drzemkę, kiedy wstałam Miltos siedział w salonie i oglądał telewizję. Poszłam do kuchni, zjadłam. Wchodzę do salonu, Miltos mówi:
M: Zjadłaś?
I: Tak.
M: Ja nic od rana w ustach nie miałem.
I: Masz ręce, to sobie zrób.
M: Jak się robi fide?
I: Nie mamy fide.
M: A trachana?
I: Nie mamy trachana.
M: To co mamy?
I: Jest w jednej paczce trochę makaronu gwiazdki, weź i sobie zrób.
M: Gdzie dokładnie?
I: Szukaj tak długo, aż znajdziesz.
M: I jak się to robi?
I: Nalej wody do garnka, wrzuć kostkę Knorra, poczekaj aż się zagotuje i wrzuć na to makaron.
M: Do którego garnka?
I: Ja teraz prasuję, jak wymusisz na mnie, żebym poszła do kuchni i ci garnek wyjęła, to przy okazji ci go na głowę wsadzę.
Miltos poszedł do kuchni, wraca z powrotem z garnkiem w ręku, w którym jest do połowy wody.
M: Tyle tej wody?
I: Ta,k może być.
Poszedł i wstawił, wraca z powrotem i siada na kanapie.
I: Jak się teraz czujesz?
M: O co ci dokładnie chodzi?
I: Jak się czujesz, jak robię ci to samo co ty mi robisz?
M: Zapłacisz mi za to. Przyjdzie czas, że się zemszczę.
I: O nie, nie będziesz się mścić, teraz jesteśmy kwita, jak się zemścisz, to znowu ja ci będę dłużna, a jesteśmy kwita tylko dlatego, że ja chcę żebyśmy byli kwita. Twoje 50 albo więcej, a moje jedno i jesteśmy kwita.
M: Co cię napadło?
I: Nie mam już dłużej siły się ciebie bać. Już mam dość tego strachu. Jestem gotowa, jestem na wszystko gotowa, jeżeli chcesz, wyrzuć mnie przez balkon, jestem gotowa usłyszeć, jak się moja czaszka roztrzaskuje o beton pod balkonem, chcesz mnie wyrzucić z domu, zrób to, jestem gotowa zostać bezdomna, chcesz mnie pozbawić funduszy, zrób to, jestem gotowa nie mieć co jeść.
M: Przestań, bo jeszcze zdenerwowanego mnie nie widziałaś.
I: Na to też jestem gotowa, zobaczyć cię zdenerwowanego, co mi zrobisz, pobijesz mnie? Zrób to, jestem na to gotowa, jestem gotowa usłyszeć trzask łamiących się kości moich rąk lub nóg, zrób to, niech wyląduję w szpitalu, niech mam to już wszystko za sobą, niech zacznę nowe życie.
M: Co ty się czepiasz, czego chcesz?
I: Faceta do życia i do łóżka. Co ty myślisz, że jak od dwóch lat ci nic nie mówię, to wszystko w porządku, ty aseksualny typie? Ja potrzebuję miłości, potrzebuję orgazmu w seksie, tej małej przyjemności nigdy mi nie dałeś, walczyłam o nią. Zabrałeś mi też najpiękniejszą rzecz, jaką kobieta może w życiu dostać, macierzyństwo, błagałam o dziecko, płakałam, a ty byłeś niewzruszony.
M: Dobrze, dobrze, jak wyjdę z tej grypy to ci zrobię seks do orgazmu i dziecko.
I: Nie, ja już nic od ciebie nie chcę, nie wyobrażam sobie trzymać w moich ramionach maleństwa podobnego do ciebie, nie wyobrażam sobie spać z tobą w jednym łóżku, uprawiać z tobą seksu, oglądać cię na oczy.
M: To zwijaj manatki i wyjeżdżaj do Polski.
I: Nie martw się, tak zrobię.
Miltos siedział na kanapie i milczał, o dziwo nie dostałam ani lania, nie wyrzucił mnie ani przez balkon ani z domu. Byłam tak błogo spokojna, jakbym znajdowała się w objęciach samego Boga.
07.01.2015 Środa
Rano poszłam do Magdy, opowiadam jej zdarzenia z poprzedniego dnia. Magda mówi, że mnie podziwia. Potem zmieniamy temat na inny, coś mi się pyta, skłamałam ją.
D: Nie kłam.
I: Ponieważ kłamstwo to też kumulacja energii?
D: Dokładnie tak, jak nie ma takiej potrzeby, to nie kłam.
I: Dobrze.
Poczułam jakąś dziwną blokadę w piersi, nawet wyżej w dolnej części gardła.
D: Ale jak już zrobisz źle, to nie czuj wyrzutów sumienia. Poczułaś je wyraźnie prawda? To kumulacja, którą one spowodowały. Zaczynasz czuć, co się dzieje w twojej energetyce, to duży krok.

Wieczorem:
Myję się, nagle wyczuwam pod palcami coś dziwnego, w części łonowej mojego ciała. Biorę lusterko, żeby lepiej zobaczyć. Widzę ogromne jajo pod skórą, macam ręką, da się przesuwać. Wpadam w panikę, Boże, myślę sobie, co to jest? Szukam w Internecie, który szpital ma ostry dyżur ginekologii, tu bliziutko, bardzo dobrze, ubieram się, jest 10 wieczorem, nie mogę wymusić na sobie, żeby pojechać. Idę do Magdy, pytam się pracujesz jeszcze w szpitalu, w kawiarence, nie – mówi mi, szef przeniósł mnie na Uniwersytet. Mówię jej co się stało. Nie idź na ostry dyżur w dodatku w nocy, ci lekarze to młodzi ludzie jeszcze stażyści, jest w Salonikach ginekolog polak nazywa się Najdecki, znajdziemy go w internecie, jeden dzień cię nie zbawi. Boże, mówię na drugim końcu Salonik, ja się będę pół dnia tłukła do niego. Wracam do domu, mam zamiar jechać do szpitala, nie mogę się zebrać. Nie nie chcę jechać sobie myślę, nie nie mogę, nie jestem gotowa na to żeby usłyszeć od żadnego lekarza, że mam raka i za pół roku umrę. Nie!! Słyszę pytanie:
D: Czy chcesz jechać?
I: Nie.
D: To kładź się spać.
I: Nie wiem z kim rozmawiam, z tobą, czy z samą sobą, ale gówno mnie to obchodzi, po coś przylazła, żeby w ciągu tygodnia mnie wykończyć, jak tak to mnie wcale nie interesuje, że przyszłaś.
Dostaję przypomnienia wcześniejszej wizji, którą miałam z Duszą, jak umieram, jak siedzimy dwie przyjaciółki i jesteśmy ze sobą szczęśliwe w ostatnich chwilach mojej ziemskiej egzystencji
I: Głupia jesteś czy co, nie w wieku lat 41, 80 może, ale nie teraz.
Spłakana kładę się spać.

08.01.2015 Czwartek
Wstaję rano, jestem cała spuchnięta od płaczu, zastanawiam się, przydarzyło mi się to wszystko, czy śniło, idę do ubikacji, gula jest, potem robię sobie kawy. Wzrok pada mi na podłogę w kuchni, ale tu brudno myślę sobie, trzeba posprzątać, zaczynam myć naczynia, potem zamiatam kuchnię, mam coraz więcej energii, jakaś magiczna siła pcha mnie od czynności do czynności, poddaję się tej sile, sprzątam dalej, rozwijam wielkie porządki, nawet trzepię dywany. W którymś momencie stwierdzam, że jestem bardzo spokojna, idę do łazienki, macam się, gula jak była tak jest, ale paniki, że umrę nie ma, znowu jestem błogo spokojna, jakbym na prawdę się znajdowała w boskich objęciach.
D: Rozumiesz teraz?
I: Co ja mam niby rozumieć? Ty to na mnie sprowadziłaś?
D: Pamiętaj, że nigdy przenigdy, ani ja ani Bóg nie sprowadzimy na ciebie, choroby, my jesteśmy od przywracania do zdrowia, a nie od sprowadzania chorób.
I: To co ja mam niby rozumieć?
D: Na czym polega prawdziwa przyjaźń, taka jaką między sobą mamy rozwinąć. Strach przed śmiercią okazał się o wiele silniejszy, niż strach przed tym, że sobie pójdę, wylałaś całą złość na mnie i ani razu się nie zastanowiłaś, że ja sobie pójdę, nie obchodziło cię to. Przyjaźń polega na kompletnej równości między przyjaciółmi, a nie na tym, żeby jeden się bał drugiego, nawet jak jeden jest o wiele silniejszy od drugiego, nawet jak jeden jest nauczycielem a drugi uczniem, to nigdy przenigdy przyjaciel nie może czuć strachu przed przyjacielem. Gdyby świat był skonstruowany tak, że silniejszy wykańcza słabszego, to na samym końcu został by tylko Bóg, a nie na tym to polega.
I: Aleś mnie wpakowała w pułapkę.
D: Nie ja, ja nie jestem od zastawiania pułapek, ja tylko wykorzystałam sytuację, żeby ci wytłumaczyć coś jeszcze. Nie martw się to nie rak, ręczę ci, zaufaj mi, ja cię nie okłamię.

09.01.2015 Piątek
Z samego rana, znowu szukam w którym szpitalu dyżuruje ginekologia, dzisiaj daleko, bardzo daleko, nie chce mi się tam jechać. Szukam lekarzy w mojej dzielnicy, prywatnych, ale z podpisaną umową z kasą ubezpieczeniową. Znalazłam jednego, dzwonię, zamawiam wizytę na poniedziałek, dziwnym trafem już wcale nie myślę o tym, że mi powie coś strasznego.
Potem oglądam jeden filmik Eweliny, mówi ona, że ludzie bardzo często przychodzą, do terapeutów z cudzymi problemami, pytają się jak mogą przetłumaczyć drugiej osobie to czy owo. Zastanawiam się, czy Aleksandrowi też tak robią?
D: Pewnie, nawet się podszywają pod innych.
I: To znaczy?
D: Dzwonią, przedstawiają się imieniem i nazwiskiem cioci i wysyłają zdjęcie cioci.
I: Co on na to?
D: Nie zabiera się za to. Wie, że ta osoba kłamie.
I: Jak to robi?
D: On pracuje z energią, imię i nazwisko każdego, oraz jego zdjęcie noszą w sobie energię tego człowieka, jak się te enegie kłócą, to od razu wie, że nie rozmawia z tą samą osobą.
I: A jakbym zadzwoniła do kogoś do Polski, i powiedziała, żeby się podstawił pod kogoś i zadzwonił do Aleksandra
D: To byś dostała od niego maila: „Proszę mi tutaj pułapek na mnie nie zastawiać”
I: Przecież by dzwonił ktoś inny, nie ja
D: Ale jako współudziałowiec tego przekrętu byłabyś wyczuwalna w jego energiach, a Aleksander już je dobrze zna. Zrób to jak chcesz, to się przekonasz.
I: Wstydzę się.
D: Czy wstyd to jedyny powód, dla którego nie chcesz tego zrobić.
I: Nie kop że tak w mojej głowie, to nie studnia głębinowa.
D: Przyzwyczaj się do tego, bo nie mam zamiaru przestać, już zawsze będziesz przyznawać się do swoich prawdziwych uczuć. A więc?
I: Nie, nie jestem zainteresowana zastawianiem, na niego pułapki, przecież on mi nic nie zrobił.
D: I prawdziwszy motyw i lepszy.
I: Wiesz, mam zamiar mu to wysłać przeczyta to?
D: No pewnie.
I: Ale trochę pookrawam.
D: Nie rób tego.
I: Będzie się ze mnie śmiał, albo znowu krzyczał, że się pierdołami zajmuję.
D: Nie będzie, ale nawet jeżeli, to co? Sama pisałaś, że twoja Dusza milczy, jak ja nie chcę ci odpowiedzieć na jakieś pytanie to nie dasz rady mnie do tego zmusić. Jak ci odpowiadam, to jemu nic do tego.
I: A jak się obrazi, że odpowiedziałaś na pytania na jego temat.
D: Po pierwsze nigdy nie powiem ci niczego, czego on by nie chciał żebyś ty, albo ktoś inny się dowiedział, nie ma takiej możliwości, po drugie Aleksander się nie obraża, ponieważ to polega na nie odzywaniu się a tym samym na kumulacji tego, co ma do powiedzenia, a on już od dawna nie kumuluje. Od razu powie ci co o tym sądzi.
I: Czy on rozmawia ze swoją Duszą?
D: Jego tzw. „Święta Trójca” idealnie ze sobą współpracuje.
I: Nie wiem czy zdołam mu to wysłać. Czasami jeszcze bardzo się mylę, wydaje mi się jeszcze, że nie rozmawiam z Duszą.
D: Teraz już tylko raz dziennie.

10.01.2015 Sobota
Muszę wyjść z domu, szukam moich rękawiczek.
I: Gdzie ja położyłam moje rękawiczki?
D: Na szafce z butami.
I: Nie ma.
D: Podnieś ten szalik i ten worek.
I: O są dziękuję.
D: Nie pierwszy raz powiedziałam ci, gdzie są twoje rękawiczki, ale pierwszy raz mi dziękujesz.
I: Kiedy?
I nagle przypominam sobie jak w poniedziałek musiałam wyjść z domu i szukałam rękawiczek, w momencie kiedy zadałam pytanie przypomniałam sobie, że są na wieży od komputera.
D: Nie ty sobie przypomniałaś, a ja ci powiedziałam.
I: Wtedy tak tego nie skojarzyłam.
D: Widzisz swoje postępy co 2 – 3 dni, to dobre.
Wychodzę z domu i idę ulicą, zastanawiam się dlaczego pomagasz mi znaleźć rękawiczki, a kiedy pytałam ci się o ortografię jakiegoś słowa to milczysz.
D: Ja nie jestem filologiem i twoim nauczycielem od ortografii, to nie moja działka z resztą mówiłam ci, że wiele rzeczy będziesz nadal robić sama.
I: A rękawiczki?
D: Modliłaś się do Boga wiele razy o pomoc w odnajdywaniu rzeczy i ci tej łaski udzielił.
Zaczynam sobie przypominać, nie pamiętam dokładnie od czego się zaczęło, chyba od jakiegoś ważnego dokumentu, ale potem przypomniałam sobie, jak szukałam mojego łańcuszka i innych rzeczy.
D: Otóż to, i co wtedy robiłaś?
I: Siadałam spokojnie, zamykałam oczy, wyciszałam się i prosiłam Boga, żeby pomógł mi znaleźć daną rzecz. Następnie starałam się wyciszyć moje myśli, otwierałam pomalutku oczy i instynktownie wodziłam wzrokiem, aż utkwił na czymś i tam szukałam.
D: I znajdywałaś?
I: Najczęściej tak.
D: A kiedy nie znajdywałaś?
I: Jak coś mnie rozproszyło.
D: Nic się nie mogło wydarzyć, ani pies szczeknąć, ani samochód pod domem przejechać, ani żadnych głosów usłyszeć, i ile to trwało?
I: Pół godziny lub ponad.
D: A teraz?
I: Pytam się i z buta mam odpowiedź.
D: Co myślisz o odnajdywaniu wszystkiego tego co zaginione, nawet w najdalszych zakątkach świata.
I: Nie żartuj sobie ze mnie. Ludzi też?
D: Oprócz tych, którzy się nie chcą odnaleźć.
I: A kto może nie chcieć się odnaleźć.
D: Np. Ktoś kto był krzywdzony i uciekł.
I: Czy Bóg tego chce ode mnie?
D: Czy ty byś chciała, żeby Bóg tego chciał od ciebie?
I: Nie odpowiada się pytaniem na pytanie.
D: Ja ludzkim zasadom grzecznościowym nie podlegam. Przyznaj się jednak podoba ci się ten pomysł?
I: Przede wszystkim mnie nie przeraził jak wszystkie poprzednie.
D: Poprzednie to nie były pomysły, to był twój strach, pierwsza rzecz, której się kompletnie pozbyłaś, strachu przed tym, że jak będziesz miała już kontakt z Bogiem, to każe ci on robić coś czego nie chcesz, zauważyłaś, że już kompletnie o tym nie myślisz.
I: Tak, ale tego Bóg będzie chciał ode mnie?
D: Może tak, a może nie, zaufaj mi, jak już będziesz miała z nim kontakt, to to co ci zaoferuje będzie nie do odrzucenia. Do odrzucenia jest tylko lęk, im więcej lęku odrzucasz tym więcej Boga do siebie przyciągasz. Skoncentruj się teraz na tej radości, którą czujesz.
I: Jakbyś mi nie powiedziała, to chyba bym wcale nie zdała sobie sprawy z tego jaka jestem teraz szczęśliwa.
D: A dlaczego jesteś szczęśliwa poszukaj w sobie.
I: Jestem szczęśliwa z powodu, że rozmawiam z Duszą.
D: Czy w tym momencie jesteś pewna, że rozmawiasz z Duszą.
I: Bez wątpienia.
D: Więc masz przyjaciela, który cię nigdy nigdy nie opuści.
I: Jednak jeszcze czuję się bardzo samotna, jakiś bardziej ucieleśniony przyjaciel by też się przydał.
D: Ależ ja mam ciało, ciebie.
I: A ja mam ciebie jako duszę, wiesz, nie wiem jakie są inne Dusze ale ty jesteś wspaniała.
D: Różne tak jak ludzie. Nie płacz.
I: Nie mogę.
D: To płacz, ale uświadom sobie, że drugiej cechy się pozbyłaś.
I: Jakiej?
D: Już się nie boisz, że sobie pójdę.

Dusza zamilkła, a ja właśnie skończyłam pisać. Dzisiaj jest Niedziela 11.01.2015 roku. Czy Dusza do mnie dzisiaj coś powiedziała? Tak. Cały czas mi dyktowała wszystko to co piszę, zaczęłam opisywać rozmowy z nią z tygodniowym opóźnieniem, nie mogłam nadążyć za faktami, chciałam pisać na bieżąco, żeby nie zapomnieć co do mnie mówi w tym momencie, mówiła mi: pisz po kolei nie martw się, wszystko ci przypomnę i tak było, gdy wylatywałam myślami do przodu, co będę pisać, to nie mogłam sobie niczego przypomnieć, ale jak przychodziła chwila, żeby to napisać, pisałam bez namysłu, bez zastanowienia, po prostu pisałam dalej i już. Obudziłam się o 1 w nocy, teraz jest 13.30. Dzisiaj nadrobiłam wszystkie nieopisane dni, teraz będę pisać na bieżąco. Mam bardzo starą Duszę, istnieje od początku stworzenia, od pierwszego świata, jestem z tego bardzo dumna, że to właśnie ona jest moją Duszą, jest dobra i mądra, pragnę wystrzelić ją na siódmy poziom, albo jeszcze wyżej, jak się da, jeżeli oczywiście ona tego zechce.
D: Chcę.
Być może pójdziemy tam, gdzie Aleksander nazywa to: „Planem ewakuacyjnym Ziemi” Jeszcze nie wiem jak to ma być. Na razie na tej Ziemi tylko jedna Dusza zdołała zabrać ze sobą swoje ciało, ale ludzie poprzekręcali te nauki. Znowu mi dyktujesz.
D: A ty piszesz.
Czuję się jakbym dostała klucz do jakiejś mennicy nieskończonej wiedzy, otworzyłam i po prostu zaczęło się sypać.

0 Komentarzy

Napisz komentarz

Zapraszamy do kontaktu z nami

Wysyłanie

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?