Strach (2) 23.03.2015

 

dariapelhen.pl

23.03.2015

D: Co ci jest?
I: Sama wiesz, dlaczego pytasz?
D: Spójrz dookoła, czy ktoś tu jest?
I: Nie.
D: Więc czego się boisz, nikt cię nie uderzy, nikt nie podniesie na ciebie ręki.
I: Ty zupełnie inaczej odbierasz te uczucia. Ja się nie boję, że mnie ktoś zbije teraz, tylko jestem zdumiona, co wykopałam z jakiegoś ciemnego zakamarka siebie, że strach przed byciem zbitą pozostał mi i to w konkretnym temacie. Jestem kompletnie zablokowana, mam ochotę wiać, najbardziej boję się tego, co odkryję, tragicznie boję się na to spojrzeć.
D: Dobrze, to wróćmy do ubiegłej środy, co się stało?
I: A dlaczego wracamy?
D: Dla rozpędu trzeba zawsze zrobić kilka kroków w tył. Co się stało w środę?
I: Zostały wydane, ostatnie pieniądze, ja nie mam pracy, Miltos nie ma pracy i co teraz będzie? Ostatnie 60 €: 20 € poszło na benzynę, 20 € na karmę dla psów i 20 € na bazarze.
D: Co kupiłaś na bazarze?
I: Czy to ma znaczenie? Warzywa i owoce.
D: Widzisz, powoli zaczynasz o siebie dbać, dopiero od niedawna zaczęłaś przedkładać swoje potrzeby nad potrzeby Miltosa.
I: I dobrze robię, on nie zasługuje na lepsze traktowanie, jakie on mi życie zgotował?
D: Powiedz mi, czy oprócz warzyw i owoców coś jeszcze sobie kupiłaś?
I: Stringi. Zostało mi 2 € i kupiłam sobie stringi.
D: Czy tak się zachowuje osoba, która wydaje ostatnie 2 €? Wdaje je na stringi?
I: Ty mnie uspokajałaś swoimi argumentami.
D: Opisz naszą rozmowę.
I: Tak tragicznie się boję, nie wiem co będzie, jestem sparaliżowana strachem, wydaję ostatnie 20€ na tygodniowe zakupy i potem co?
D: A ja ci mówię, że będziesz miała co jeść jeszcze przez 2 tygodnie.
I: I to ma być pocieszenie, zwariowałaś? Ale się cieszę z faktu, że zdechnę z głodu za 2 tygodnie, a nie za tydzień.
D: Nie zdechniesz z głodu. Dlaczego martwisz się na dwa tygodnie do przodu?
I: A co? Planujesz jakiś cud? Co może się stać w ciągu dwóch tygodni?
D: Zaraz ci powiem. Co się stało 03.01.2015?
I: Nie pamiętam.
D: To poszukaj w swoich zapiskach.
I: 3 stycznia po raz pierwszy przemówiłaś do mnie.
D: Wiedziałaś, że to się stanie 20.12.2014?
I: Nie karm mnie taką logiką.
D: Sama się karmisz nieprawidłową logiką, tamte to też 2 tygodnie, czy 20 grudnia wiedziałaś, że przemówi do ciebie dusza?
I: 20 grudnia to ja jeszcze nie wiedziałam, że z duszą można rozmawiać i że istnieje ktoś, kto się nazywa Aleksander Deyev.
D: I zobacz, co się zmieniło w ciągu dwóch tygodni?
I: A w ciągu następnych dwóch tygodni będą spadać pieniądze z nieba?
D: Być może.
I: Nie opowiadaj głodnych kawałów.
D: Dobrze, więc zróbmy coś innego, takie małe badanie statystyczne: Pytanie:
W co wierzysz, że jest bardziej prawdopodobne w ciągu następnych dwóch tygodni?
a) że wygrasz szóstkę w totolotka,
b) że przemówi do ciebie twoja dusza.
Mówiłam ci, wyślij to Joannie, ona mogłaby to zrealizować. Przez 2 tygodnie ludzie by klikali na a lub b, nie wysłałaś.
I: No nie wysłałam, i co mam teraz zrobić?
D: Powiem ci i uwierz mi na słowo, więcej ludzi wierzy, że wygra w lotto niż, że przemówi do nich dusza.
I: Ale wspaniała perspektywa, a na nagrobku mi napiszą, ta co gadała z duszą, zdechła z głodu.
D: Nie zdechniesz z głodu, zapewniam cię o tym.
I: O tak, mam jeszcze pół worka kartofli, pół szuflady mięsa w zamrażalniku, zapas makaronów, ryżu, same gówna których się pozbyłam z jadłospisu i znowu zacznę je jeść.
D: To chciałam, żebyś powiedziała.
I: Niby, co?
D: Zaraz ci wytłumaczę, pamiętam dobrze tamtą naszą rozmowę, kiedy nie chodziłaś na siłownię, a mnie oskarżałaś, że ci podsyłam te uczucia. Jednak sama z góry się bałaś, że jak skończy się jedzenie, to znowu się przerzucisz na tuczące rzeczy, zaczniesz tyć i cała robota pójdzie na marne. Sama postanowiłaś zrezygnować z siłowni już wtedy, bo po co przechodzić jeszcze 2 tygodnie, jak i tak za 2 tygodnie stanie się jakaś katastrofa. Ja cię zmobilizowałam do chodzenia na siłownię
I: Powiedz mi, dlaczego urywasz tematy w połowie i powracasz do nich po czasie.
D: Jakbyś dostała tę odpowiedź od razu to byś się kłóciła, że tak nie jest, musiałyśmy przerobić wiele rzeczy, żebyś mogła akceptować odpowiedzi. A więc, dlaczego kupiłaś sobie stringi za ostatnie 2€?
I: Ponieważ przekonałaś mnie, że w ciągu następnych dwóch tygodni stanie się cud.
D: O nie, kochana, tego ci nie obiecałam, bądź uczciwa.
I: OK, przepraszam, poczułam ulgę, oparcie w tobie, bratnią duszę, która mnie nie opuści, poczułam się szczęśliwa i zrobiłam sobie mały prezent.
D: Nie jestem bratnią duszą, tylko twoją duszą.
I: Wiem i czuję twoją obecność nawet, jak nic nie mówisz.
D: Kiedy cię opuścił ten błogi spokój?
I: Tego samego dnia, kiedy Miltos znowu poszedł do knajpy.
D: Za jakie pieniądze poszedł on do knajpy?
I: Na krechę, za te, które dopiero zarobi, jak znajdzie prace, dostanie wypłatę i wtedy odda. Ten facet ma kompletne braki braki umysłowe, nie mogę zrozumieć, jaką logiką on myśli, on jest po prostu głupi.
D: Każdy ma braki i każdy jest pełnią.
I: No nie mów, że ja mam braki, czy ja biorę ostatnie pieniądze, które są na chleb, żeby iść do knajpy lub biorę z tych odłożonych na zapłacenie rachunku? Potem stoi, głupio się patrzy i mówi: O 2 € taka awantura? Dureń głupi, nie może zrozumieć, że jak pójdę za coś zapłacić, to mi o 2 € za mało nie przyjmą i potem całe pieniądze na rachunek się rozlecą.
D: A potrafisz zrozumieć, dlaczego on tak robi?
I: Nie, nie potrafię.
D: Więc też masz braki.
I: Co ty gadasz? Jaką kosmiczną teorią ty mnie znowu tu karmisz? Ja nie jestem taka głupia, żeby wydawać pieniądze na knajpy, a zostawiać niepopłacone rachunki.
D: Więc jesteś mądra?
I: Tak, jestem mądra.
D: Więc masz brak głupoty.
I: Jeżeli tak to określasz, to zgadzam się z tobą.
D: Ale nie rozumiesz?
I: No nie.

D: Wszystko jest pełnią siebie, a brakiem swojego przeciwieństwa. Światło jest brakiem ciemności, a ciemność jest brakiem światła, zimno jest brakiem ciepła, a ciepło jest brakiem zimna, ruch jest brakiem bezruchu, a bezruch jest brakiem ruchu, dobroć jest brakiem zła, a zło jest brakiem dobroci, mądrość jest brakiem głupoty, a głupota jest brakiem mądrości, bogactwo jest brakiem biedy, a bieda jest brakiem bogactwa. Jeżeli nie potrafisz zrozumieć dlaczego on tak robi, to masz braki, brak ci umiejętności zrozumienia jego postępowania.
I: To mam mu okazać zrozumienie i zaakceptować to co robi?
D: Już to zaakceptowałaś i dobrze zrobiłaś. Akceptacja jest podstawowym warunkiem zmiany.
I: Przecież on się nie chce zmienić.
D: Nie mowa o nim, ale o tobie, o twoim życiu. Ta akceptacja jest po to, żebyś zmieniła swoje życie, a nie jego. Kiedy, jak mówiłaś, walczyłaś o swoje małżeństwo, to naprawdę usiłowałaś jego zmienić, na siłę, jak się nie dało, to dostałaś depresji. Sama siebie też nie pozwalasz zmienić, kłócisz się z ludźmi, którzy mają inne wartości niż ty, co robisz, kiedy ci ktoś odkręci ciepłą wodę w kuchni? Awanturę na całego.
I: To co innego, ten piec do ogrzewania wody jest na drugim końcu mieszkania, żeby stamtąd przyszła woda, muszę zlać do kanalizacji jakieś 5 wiader zimnej wody, żeby zaczęła lecieć ciepła, a tak, to do naczyń grzeję sobie w czajniku i nalewam do miski, to duża oszczędność.
D: Uwierz mi, każdy myśli, że to on właśnie robi prawidłowo, a ten drugi nie.
I: Odwracasz do góry nogami cały mój system myślenia.
D: Dokładnie, żeby zmienić swoje życie musisz zmienić swój system myślowy. Pamiętasz, jak kiedyś Vaggielis zapytał cię, czy znasz definicję niepoczytalności?
I: O tak, niepoczytalność, to znaczy robienie ciągle tego samego, a oczekiwanie innych wyników swoich działań.
D: Przełóżmy to na praktykę, niepoczytalnością jest także dobieranie sobie nieodpowiednich partnerów i usiłowanie ich zmieniać.
I: Dziękuję za komplement, czasami naprawdę mam ochotę nakopać ci do dupy.
D: Już ci kiedyś mówiłam, że jedyną dupą, jaką posiadam, to materialna dupa mojego wcielenia.
I: Jestem nieprzyzwyczajona przegrywać w gadce.
D: I dalej będziesz wygrywać, ale nie ze mną.
I: Jakie afirmacje mi ułożysz, żeby pozmieniać mój system myślowy?
D: Afirmacje niewiele pomagają, jeżeli byłoby inaczej, to większość ludzi na tym świecie byłaby bardzo bogata. Uwierz mi, miliardy ludzi w zaciszu domu, kryjąc się przed innymi ze wstydu, że to robią, afirmują bogactwo i nic. Afirmacje to połowa prawdy, nikt jednak nie wie, że żeby ziarno wyrosło, to trzeba je rzucić na żyzną glebę.
I: A ty znowu gadasz językiem Jezusa, a ja rozumiem z tego tyle, co ludzie za czasów Jezusa, czy tych prawd nie można przetłumaczyć na prostszy język?
D: Oczywiście, zaraz ci powiem. Między pierwszym, a drugim egzaminem na prawo jazdy nie afirmowałaś?
I: Oczywiście, że afirmowałam, wszystko co mogłam, spokój, koncentrację, itd.
D: I co z tego miałaś?
I: Jedno wielkie nic.
D: A potem, przyznałaś się do prawdy, że bardzo się boisz, nazwałaś demona, opisałaś szczerze sama przed sobą całą sytuację, potem to, czego się boisz oddałaś to w ręce Boga. Robiłaś to tak długo, aż z ciebie uszło i w to miejsce włożyłaś nową zasadę, wymieniłaś strach przed śmiercią na zaufanie do Boga.
I: No tak.
D: Widzisz, Bóg jest taki mądry, że jeżeli tworzy zasadę, to wszędzie działa ona tak samo. Nie można nalać do pełnego naczynia, najpierw trzeba je opróżnić, potem wlać nowy płyn. Ludzie to rozumieją, kiedy mają do czynienia ze szklanką wody, a jak chcą się nauczyć nowych zasad, to nie pozbywają się starych, tylko tłoczą te nowe na stare. Gdzie to wszystko ma się zmieścić? Napisz jeszcze na temat odchudzania, jak długo byłaś gruba?
I: O, ponad 5 lat. A dlaczego wpadł nam ten temat?
D: I co afirmowałaś?
I: Nie afirmowałam, ach tak bezwiednie, rozumiem. Afirmowałam, że jestem chuda.
D: A widzisz, starałaś się nie widzieć tego, że jesteś gruba. Nie przeglądałaś się w lustrze w łazience, prysznic brałaś odwrócona do niego tyłem, nie wchodziłaś na wagę, aby nie zderzyć się z prawdą, nosiłaś bardzo obszerne sukienki i wtedy owszem przeglądałaś się w lustrze, ale wyobrażałaś sobie, że pod tym workiem kryje się piękne i smukłe ciało z płaskim brzuchem itd. Kiedy w jakimś momencie, niechcący zerknęłaś do lustra biorąc prysznic, od razu odwracałaś swoją uwagę i myślałaś o czymś innym?
I: No tak, ale jaki z tego wniosek.
D: Że przez 5 lat osobie grubej afirmowałaś, że jest chuda, a wynik z tego żaden. Kiedy zderzyłaś się z prawdą?
I: No, jak Ania opublikowała na fb zdjęcie z lotniska.
D: Nie mogłaś zaprzeczyć rzeczywistości?
I: Byłam na nią taka wściekła, że jakbym mogła, to bym ją rozerwała.
D: Ale musiałaś przyznać się do prawdy, co sobie powiedziałaś?
I: Boże, jaka ja jestem ohydna i gruba, jak ja się siebie brzydzę, tego wstrętnego tłustego cielska, którym obrosłam, nie mogę na siebie patrzeć, czuję się ohydna, straszna, taka ogromna, taka brzydka.
D: I widzisz, na nic afirmacje, znowu okazało się, że tylko prawda czyni nas wolnymi, trzeba było opróżnić pojemnik, żeby do niego nalać nowy płyn, świeży, ten dobry, ten odżywczy. Jak się czujesz?
I: Znowu błogo spokojna.
D: Nadal się martwisz tym, że za tydzień nie będziesz miała co jeść?
I: Nie mam czasu, moja dusza ciągle mi coś dyktuje, a ja muszę pisać.
D: Widzisz, tego demona pozbyłaś się bezwiednie, nawet nie wiedziałaś, że go oddajesz Bogu.
I: Faktycznie.
D: Nazwij go teraz.
I: Po co?
D: Nazwij, a zobaczysz.
I: Mój demon nazywał się: Brzydzę się siebie z powodu tuszy.
D: I co zauważyłaś?
I: Że jeszcze mały jego kawałek we mnie został, ale już się go nie boję.
D: Nie martw się, rozprawimy się z nim. Ale po raz kolejny widzimy boską mądrość.
I: To znaczy?
D: Że jak Bóg tworzy jakąś zasadę, to wszędzie działa ona tak samo.
I: Znowu gadasz do mnie zagadkami?
D: Nie, tylko po prostu tak się na mnie zdałaś, że przestałaś sama myśleć. Ale zaraz ci wytłumaczę. Demona trzeba nazwać, żeby stracił większość swojej mocy, tak samo jak wszyscy dranie, złodzieje, oszuści i mordercy tego świata, są odważni, kiedy działają z ukrycia i myślą, że zawsze tak będzie, ale jak policja wpada na ich trop, lub nie daj Boże dowie się dokładnie kim są: imię i nazwisko, to zaczynają trząść portkami, ta odwaga jakoś dziwnie znika.
I: Też się bronią jak demony?
D: Oczywiście, starają się stworzyć logikę, tłumaczącą swoje postępowanie, wzbudzić żal i litość.
I: Ja mam teraz jednak nie lada problem nie rozwiązany, przyznaję się, że nie potrafię się bać, tak jakby to nie było moje uczucie, jesteśmy oboje bez pracy, pieniędzy nie ma, jedzenia na tydzień, no może trochę dłużej.
D: A ty?
I: Ja naprawdę się czuję, jakby sam Bóg pieścił mnie w swoich objęciach.
D: Nie mów tego więcej, nie uwłaczaj Bogu, nie czujesz się tak jakby, tylko autentycznie Bóg pieści cię w swoich objęciach, nieraz mówiłaś Bogu, że mu się oddajesz w jego ręce i cię wziął, wiem dlaczego to robisz, nazwij demona.
I: Mój demon nazywa się: „Wstydzę się przyznać, że jestem w rękach Boga”
D: Dlaczego?
I: Jestem przyzwyczajona, że siebie trzeba poniżać, a nie chwalić, że jak będę mówić, że Bóg trzyma mnie w swoich rękach, to zostanę oskarżona o egoizm, o samolubstwo, że ci, którzy to usłyszą, będą się głupio podśmiewać.”
D: A widzisz, znowu ulga, potem jednak wyrzucimy tego i poprzedniego demona na dobre, teraz zajmiemy się inna sprawą, finansową.
I: Wiesz, ale ja mam inne pytanie. Przecież już wcześniej kończyły się pieniądze, dlaczego traciliśmy czas na usuwanie demona nadwagi i demona strachu, przed wypadkiem samochodowym, a nie zabrałyśmy się za demona biedy, żeby zdążyć, zanim pieniądze się skończą.
D: Nasyp fasoli do słoika.
I: Co mam zrobić? Twoje metody doprowadzają mnie do szaleństwa.
D: Dobrze, inaczej ci to wytłumaczę. Kiedy wszedł w ciebie demon strachu przed wypadkiem samochodowym i demon bycia grubą?
I: Około 5 lub 6 lat temu.
D: A demon biedy?
I: O, biedę to kultywowała już moja mama, byłam jej uczona od dzieciństwa, było wręcz bardzo brzydko chcieć mieć pieniądze.
D: Otóż to, a teraz nasyp tej fasoli do słoika, po same brzegi, zakręć ten słoik i zacznij nim trząść. Czy ziarna fasoli przemieszczają się względem siebie?
I: No nie, nie ma miejsca, żeby to się działo, ale ja już się nauczyłam zasady, że żeby się rzeczy mogły dziać, to potrzebna jest przestrzeń.
D: Nie śpiesz się, nie tego cię uczę. Co trzeba zrobić, żeby ziarna fasoli mogły się przemieszczać względem siebie?
I: Głupie pytanie, odsypać. Czy ty sprawdzasz, czy ja jestem zdolna wyciągać wnioski, które może wyciągnąć czterolatek?
D: Niedokładnie. Które ziarna trzeba odsypać?
I: Mam ci wskazać palcem jakieś konkretne? Aha rozumiem, ty mnie karmisz odpowiedziami, kiedy ich nie znam. Odsypię te ziarna, które są na samym wierzchu w słoiku.
D: Czyli pierwsze zostaną usunięte te, które zostały wsypane do słoika jako ostatnie.
I: I tak dalej.
D: No, niedokładnie. Ale zróbmy to doświadczenie trochę inaczej. Włóż na samo dno słoika inne ziarno, czarnej lub czerwonej fasoli, zasyp białą po same brzegi i zacznij trząść słoikiem. Czy ziarna mogą się przemieścić między sobą w taki sposób, aby czarne znalazły się na wierzchu?
I: No jest to raczej nie możliwe.
D: A jak usypiesz z góry?
I: Rozumiem, tworzy się przestrzeń, reszta może się przemieszczać względem siebie i jak potrząśniesz, to ziarno z dołu może się znaleźć na górze.
D: Rozumiesz teraz, dlaczego Aleksander ma tak nieprzeciętne wyniki w swojej pracy?
I: A skąd on znowu znalazł się w naszej rozmowie?
D: Pisz to, co ci się nasuwa, jeżeli ja o coś pytam, a odpowiedź nasuwa ci się sama, to ją pisz, o nią mi chodzi.
I: Tak, Aleksander napisał, pamiętam jak czytałam, że pracuje od zewnętrznych warstw, w stronę środka, a nie odwrotnie.
D: Rozumiesz, odkrył i zaakceptował jedno z podstawowych praw boskich, że to, co zostało dołożone jako ostatnie, musi być usunięte jako pierwsze, nie wszystko, ale na tyle, żeby reszta miała przestrzeń i mogła się przemieszczać. Rozumiesz?
I: Tak.
D: Ogrom jego skuteczności jest podpierany ogromem jego pokory.
I: Jak na mnie wrzeszczał, to jakoś nie czułam, żeby był pokorny.
D: Ja mówię o pokorze w stosunku do praw boskich, a nie w stosunku do ciebie.
I: Znowu mnie udupiasz.
D: Sama się o to prosisz.

24.03.2015.

D: O czym rozmawiałyśmy?
I: O fasoli.
D: Ja czuję twój strach, on jest potężnych rozmiarów, kupa demonów w tobie siedzi, każdy ma inną twarz, ale wszystkie dotyczą strachu przed bogactwem.
I: Biedą.
D: Bogactwem. Poznaj prawdę, ona uczyni cię wolnym, przyznaj się do tego, że biedna już jesteś, bardzo biedna, nie porównuj się z bezdomnymi, żeby czuć się lepiej. Tak, czuję to, szumi ci w głowie, kręci ci się w głowie, zbiera ci się na mdłości, litery skaczą ci przed oczami, to jest trudne, jestem przy tobie, nie martw się, nic ci się nie stanie. Pisz, przyznaj się teraz – nic ci się nie stanie, zaufaj mi – co teraz robiłaś?
I: Myłam naczynia.
D: Jak je myłaś?
I: Dobra. Nienawidzę sposobu, w jaki myję naczynia, nienawidzę go, mam skostniałe ręce i bunt w sobie, nalewam ciepłej wody do miski i w niej myję, a płuczę w zimnej. Boże, jaki bunt w sobie czuję, mam ręce zaciśnięte w pięści, bo są skostniałe, nienawidzę tej ciągłej oszczędności, tego szczypania się ze wszystkim, nienawidzę faktu, że nie mogę się porządnie wykąpać. Leję na siebie wody tyci, byle tylko się zamoczyć, jak się mydlę to zakręcam i potem się spłukuję, byle tylko się spłukać, twierdzę, że jest wykroczeniem lanie wody na spłukane ciało, co to za brak oszczędności, nienawidzę sama siebie za to, co robię.
D: Czego pragniesz?
I: Przestać wreszcie tak bardzo oszczędzać, nawet na gaz nas nie stać, centralne ogrzewanie jest luksusem i nie stać nas na to.
D: Od kiedy macie odcięty gaz?
I: Ponad dwa i pół roku. Nie dało rady za gaz płacić, jest za drogi, żeby rachunek za gaz wynosił 400 €, to trzeba oszczędzać, ludzie którzy nie oszczędzają mają rachunki po 1200 – 1500 €. Tak, widziałam, ogrzać niespełna 80 m2 mieszkanie, ugotować, wykąpać się – 4 osoby, rachunek za listopad i grudzień: 1270 €. Tak, czuję nienawiść do faktu, że się nie mogę porządnie wykąpać, czuję nienawiść do faktu, że nie mogę się porządnie wygrzać. Kupiliśmy te dwa piecyki halogenowe, teraz jest marzec, ok, ale w środku zimy te piecyki to się ze sobą nosiło, bo nie można było wytrzymać, nawet do kuchni. Jak miałam dłużej posiedzieć, zabierałam ze sobą piecyk z pokoju do łazienki, trzeba było wstawić go pół godziny przed kąpielą, żeby się nagrzało.
D: Czy to ci przeszkadzało?
I: Nie.
D: Więc jak Bóg ma dać ci coś więcej, skoro jesteś zadowolona z tego co masz?
I: Nie jestem zadowolona.
D: Wiem, po prostu zablokowałaś to w sobie, twierdziłaś, że jak będziesz udawać, że nie myślisz o problemie, to on się sam się rozwiąże.
I: Albo, że nie jest problemem. Przecież oszczędność jest zaletą, a nie problemem. Tak nienawidzę być oszczędna, nie chcę dłużej być oszczędna. Wymyślam różne argumenty, żeby wmówić sobie, że nie chcę rzeczy, które naprawdę chcę.
D: No właśnie, opisz przypadek z tą torebką.
I: Kupiłam sobie torebkę, chińską podróbę jakiejś dobrej firmy, już nie pamiętam jakiej, zapłaciłam 15 €, torebka prezentuje się dość dobrze, jest w stylu kuferek, z wizerunkiem Paryża, Wieża Eifla i jakieś tam ulice Paryża. Przez 2 dni byłam zadowolona, aż zobaczyłam na wystawie w jednym sklepie prześliczną torebkę, też kuferek, już nie chińską, też nie pamiętam jaka marka, ale kosztowała 85 €.
D: I co wymyśliłaś, żeby przekonać samą siebie, że nawet jakbyś miała te pieniądze, to byś jej nie kupiła?
I: O jestem bardzo w tym dobra, od razu przypomniałam sobie jedną drogą markę Louis Vuitton i zaczęłam krytykować.
D: Dlaczego?
I: Bo on ma na prawdę brzydkie te torebki i wszystkie takie same, ten brąz jest ohydny. Ten kwiatek, ta gwiazdka przeplatane LV, te torebki są autentycznie brzydkie i drogie, za drogie jak na wygląd, nie mają w sobie nic specjalnego, a kosztują ponad 500€, nawet do 1500€.
D: I tak, żeby zapomnieć o ślicznej torebce za 85€ krytykowałaś torebki za 500 €?
I: Muszę się do tego przyznać.
D: Nie okłamuj samej siebie.
I: Już nie będę tego robić.
D: Przyznawaj się do wszystkiego czego chcesz. Czujesz ulgę?
I: Oczywiście, ani śladu po strachu, który czułam dzisiaj rano. A nawet jeszcze niczego nie zaczęłyśmy.
D: Przyznaj się do wszystkiego, co byś chciała.
I: Tak, przyznaję się, że oszczędzam z konieczności, ta torebka była śliczna i jakbym tylko miała 85 €, to bym na pewno sobie kupiła, przyznaję się także, że chciałabym wreszcie myć naczynia w ciepłej wodzie, a nie oszczędzać, jest tak fajnie jak ta cieplutka woda spływa po rękach, nie kostnieją, nie trzymam potem zaciśniętych pięści, żeby się rozgrzały. Bardzo chętnie też wzemę długi prysznic, bez wyrzutów sumienia, że czystą wodę wylewam do kanalizacji.
D: Zaakceptowałaś prawdę, jest jej jeszcze więcej.
I: Tak wiem, faza nr. 2. Teraz będziesz stać nade mną i za każdym razem pytać się, czy to co robię, chcę to robić w ten sposób, czy godzę się z sytuacją z powodu oszczędności? Czy każdy konkretny szczegół trzeba opisywać?
D: Nie, jeżeli w tekście została zawarta następna zasada boska: przyznaj się do prawdy. To nie ma sensu, żebyś pisała codziennie przez następne 2 tygodnie, np: zmiotłam miotłą, żeby zaoszczędzić na prądzie, chociaż odkurzaczem jest i szybciej i lepiej, lub kupiłam jabłka za 0,50 €, chociaż te za 1 € smakują mi bardziej.
I: Na razie nie mam nawet na kilogram jabłek za 0,50 €.
D: W teraźniejszości absolutnej.
 

25.03.2015

D: Dzisiaj ja odbiegnę trochę od tematu, napisz, co się stało wczoraj rano.
I: Ty mnie namówiłaś, żeby obrazić Miltosa. Nie rozumiem dlaczego.
D: Teraz już rozumiesz, ale wiem, że na samym początku nie rozumiałaś, dobrze, że mi zaufałaś i po prostu czekałaś na rozwój sytuacji.
I: Powiedz mi, z kim on ma kontakt? Ja jego duszy wcale nie czuję, ty na jej temat nic nie mówisz, a on ma sny prorocze.
D: A z kim on twierdzi, że ma kontakt?
I: Z matką boską Malevi.
D: To niech na razie tak zostanie. Ale pisz, co się stało.
I: Powiedziałam do Miltosa, że jest ułomny i się obraził.
D: Dlaczego?
I: Bo bije psa, bez przyczyny.
D: Czy Miltos twierdzi, że przyczyna jest?
I: Oczywiście, ja już mu mówiłam, wiele razy, że jak pis nie chce, to niech go nie tarmosi, przecież to zwierzę się broni, a on nie rozumie, tylko dalej swoje. Znowu go wziął na ręce i zaczął nim trząść, pies się wyrywał, on go nie chciał puścić, aż pies się odwrócił i chapnął go i wtedy go uderzył, aż zwierzę zakwiliło, uciekło i schowało się za moje biurko, wtedy ja powiedziałam mu, że jest ułomny. Miltos nie mógł tego przeżyć, tak go to zabolało, nie wiedział co z sobą zrobić, chodził w tę i z powrotem i powtarzał w kółko: nazwała mnie ułomnym, nazwała mnie ułomnym, potem, żeby się zemścić, nazwał mnie kurwą, wyszedł z domu ok. 10 rano, przyszedł około szóstej, już pijany. Znowu ze łzami w oczach, zaczął mi wyrzucać, że go nazwałam ułomnym, że on nic takiego nie zrobił, żebym go tak nazwała. Ja do niego mówię: człowieku, czy ty nie widzisz co robisz, nie widzisz, że ten pies nie chce, żeby go brać na ręce, jego musi coś boleć, on już jest stary, może mieć reumatyzm, może artretyzm, kiedyś można go było wziąć pod brzuszek i podnieść do góry, teraz nie, on kwili, to aż słychać, że ten pisk to z bólu, dlatego się broni, to już stary pies, on potrzebuje spokoju, a nie zabawy. Miltos oniemiał, siedział i milczał, patrzył na mnie tym pustym nieruchomym wzrokiem, który pomaga mi, jak go widzę u ludzi, szufladkować ich do szufladki: „głupi.”
D: A jaką cechę zauważyłaś u siebie?
I: Ty nie możesz, jak mi nie dogadasz. Zauważyłam, że ja przez ten cały czas, nie zdawałam sobie sprawy, że Miltos nie rozumie, byłam pewna, że mówiąc: zostaw tego psa, on nie chce, cała informacja jest w tym zawarta, dopiero teraz, jak zaczęłam mówić, że pies kwili, że go coś boli, że jest stary, zaczęłam zauważać, że tym ludziom to wszystko trzeba powiedzieć. Coś, co jest dla mnie zauważalne na pierwszy rzut oka, oni tego w ogóle nie widzą, nie potrafią tego zauważyć.
D: Opisz teraz swoją mamę, tak od punktu zwrotnego, nie musisz się pytać.
I: Miałam skończone 18 lat, chodziłam jeszcze do liceum, wróciłam ze szkoły, wyniosłam śmieci, przy kuchni była mała spiżarka, a w niej szafa. Żeby się dostać do spiżarki, trzeba było wcisnąć się w kąt za meblami kuchennymi, było tam ok. 60 cm szerokości, nie więcej, szukałam worków na śmieci. Na pierwszy rzut oka widać było, że wszystko jest poprzekładane, moja mama ma manię przekładania, zapominania gdzie włożyła, tłumaczenia tego w ten sposób, że był burdel i trzeba było uporządkować, a winna temu jestem ja, ponieważ spierdalam z domu twierdząc, że matka jest parszywa i nie wolno z nią za długo przebywać, a jakbym w tym momencie, kiedy ona przekłada, była w domu i widziała gdzie wkłada i pamiętała to, to by problemu szukania nie było i wszystko by było w porządku. Nie mogłam znaleźć tych worków, akurat mama wróciła z pracy, zaczęłam do niej mówić, żeby sobie przypomniała, gdzie włożyła worki, zdenerwowała się, ja byłam schylona i szukałam w dolnych szufladach, ona zerwała ze ściany drewnianą rzeźbioną chochlę góralską, przywiezioną jeszcze z Polski, zaczęła mnie tą chochlą okładać po plecach. Zanim się wyprostowałam i odwróciłam, dostałam z 10 razy. Złapałam ją za nadgarstki, usadziłam na krześle, wyrwałam chochlę z ręki i przyłożyłam raz przez ramię mówiąc: ostatni raz w życiu podniosłaś na mnie rękę, zapamiętaj to sobie do końca swoich dni, że jak jeszcze raz spróbujesz mnie uderzyć, to jak ci pierdolnę, to się krwią zalejesz, a ta sztuczna szczęka, której tak się wstydzisz, poturla się po podłodze. Teraz przypominam sobie ten sam tępy i pusty wzrok osoby, nierozumiejącej co i dlaczego się stało, ta niemoc, to zaskoczenie wymalowane na twarzy. Nie trwało to zbyt długo, ocknęła się i zaczęła wrzeszczeć: ty skurwysynie zajebany, to ja na ciebie zapierdalam, żebyś ty w dupie miała, żebyś ty się uczyć mogła, a ty gnoju wyrodny na matkę rękę podniesiesz, spróbuj jeszcze raz, to ci ta parszywa łapa uschnie. Nie wycofałam się: spróbuję – odpowiedziałam, za każdym razem, kiedy mnie uderzysz, to ci oddam.
D: To koniec?
I: Bicia tak, już więcej mnie nie uderzyła, ale początek chorego cyklu ciągłych awantur, który trwał jakieś 15 lat. Nie bałam się już bicia, więc zaczęłam mówić wszystko, co mi na sercu leżało przez te wszystkie lata. Dziecku nie wolno, matce można robić z dzieckiem co chce, dziecku nie wolno się bronić, jest to interpretowane jako pyskowanie, a to grozi biciem. Ja już się bicia nie bałam, zaczęłam wszystko wygarniać, mając na ustach jedno wielkie DLACZEGO, nigdy mi nie potrafiła na nie odpowiedzieć, szukałam ulgi, wygarniając jej po wielokroć całe jej zachowanie, nigdy jej nie poczułam, buntowała się, krzyczała, był to cykl nieskończonych awantur. Pewnego razu, było to przy świadku, nie pamiętam przy kim, chyba przy Gośce, nawiązałam do tego, jak ją uderzyłam, jej reakcja była zdumiewająca. Wyparła się tego, powiedziała, że nic takiego nigdy się nie zdarzyło, że ja to sobie wyobraziłam, ponieważ tak bardzo chciałabym ją uderzyć, że wyobraziłam sobie ten fakt i uwierzyłam w niego. Szczerze mówiąc oniemiałam, ale ja też potrafiłam się szybko ocknąć, odpowiedziałam jej: wiesz jak chcesz, to pierdolnę cię teraz i z jakąkolwiek konsekwencją dla mnie, podpiszemy dokument z datą, że dostałaś ode mnie wpierdol, w ten sposób nigdy nie będziesz mogła się tego wyprzeć.
D: Na tym koniec?
I: O nie, awantur nie było końca, ciągle to samo, przy każdej okazji. Pewnego razu oskarżyłam ją, że nigdy mnie nie kochała, wpadła w płacz, mówi do mnie: Ja, ja nigdy cię nie kochałam? Ja umierałam z miłości do ciebie, ty sobie nie zdajesz sprawy, ile ja kilometrów wydeptałam w przedpokoju w tą i z powrotem, czekając na ciebie, jak się spóźniałaś do domu, wyobrażałam sobie, że w tym momencie jesteś gdzieś sama, bezbronna, ktoś cię krzywdzi ktoś cię gwałci, ktoś cię morduje, a mnie nie ma przy tobie, żeby cię chronić, a ty mi się tak za moją matczyną miłość odwdzięczasz? Ja nie mogę przełknąć tego wszystkiego, co ty do mnie mówisz, ja nigdy nie analizowałam mojego postępowania, ja twierdziłam, że robię najlepiej ze wszystkich matek na całym świecie, ja nie pamiętam tych faktów, o których mówisz, jak mi to wszystko opowiadasz to nad moją głową tworzy się jakiś most, wydaje mi się, że nie ty stoisz koło mnie, ale któreś z mojego rodzeństwa, brat lub siostra i opowiadają o naszym ojcu, ja go tak nienawidziłam skurwysyna alkoholika, on tyle krzywdy zrobił całej rodzinie tą wódą, którą tak pił, ja tyle razy szykowałam na niego zemstę, namawiałam matkę i rodzeństwo, że się zbierzemy wszyscy razem, jak będzie spał pijany to go przywiążemy do łóżka i będziemy tak drania bić, aż go zatłuczemy i będzie spokój, ale oni wszyscy byli tchórze, nie chcieli się zgodzić, bali się. Nie mogę w to uwierzyć, naprawdę nie mogę w to uwierzyć, że ja, która go nienawidziłam najbardziej ze wszystkich jego dzieci, tak go przejęłam, całe jego postępowanie.
Wtedy ja stanęłam jak wryta. Nie miałam argumentu na to wszystko co usłyszałam, do tej pory nie mam, przypomniałam sobie dwa dobre przysłowia: 1. Nie ma sensu oskarżać rodziców, bo jeżeli każdy z nas tak postąpi, to cala wina tego świata skupi się na Adamie i Ewie, a rozwiązania problemu nie będzie. I 2: Jeżeli szykujesz zemstę, wykop 2 groby, ten drugi dla samego siebie. To był autentyczny koniec awantur z moją mamą.
D: A przebaczenie, co daje przebaczenie?
I: Oj, przebaczenie się praktykuje bardzo długo, jeżeli robi się to metodą prób i błędów. Od dziecka uczą nas przepraszać, a nie wybaczać. Koduje się nam, że jak przeprosimy, to przebaczenie drugiej strony jest zrozumiałe samo przez się, a tak niestety nie jest. Najprawdziwszym aktem przebaczenia jest ten, w którym przebaczasz mimo faktu, że druga strona nie przeprosiła, mimo faktu, że druga strona nie zrozumiała swojego błędu i mimo faktu, że druga strona nigdy nie zmieniła i nie zmieni swojego postępowania. Doświadczyłam tego dokładnie wczoraj. Ja nazwałam Miltosa ułomnym, a on mnie kurwą, on chodzi pod domu, miota się cierpi, nie wie co z sobą zrobić, a mnie jego wyzwisko nie dotknęło, jestem spokojna, pełna miłości do siebie, a martwienie się tym wyzwiskiem jest dla mnie uczuciem zupełnie obcym. Ile on cennego czasu traci ze swojego życia, cierpiąc w ten sposób, nie wiem co się stało w jego przeszłości, ale cokolwiek to było, powinien to wybaczyć, to jest klucz do szczęścia.
D: Opowiedz o wizji.
I: A tak, bardzo specyficzna sprawa. Dlatego pytałam, z kim on ma kontakt. Zdałam sobie sprawę, że nie wybaczyłam Dymitrisowi, mojemu pierwszemu mężowi tego, jak mu powiedziałam, że od niego odchodzę. On mnie wtedy zamknął na klucz w domu i nawet jak go nie było, to kazał swoim rodzicom mnie pilnować, trwało to 2 tygodnie, potem złapałam okazję jego nieuwagi i mu uciekłam. Jednak pozostał we mnie strach. Kiedy przychodzi mi na myśl, że proszę Miltosa o rozwód, to czuję strach, że on mi zrobi jakąś krzywdę, najchętniej uciekłabym po kryjomu, jak o tym myślę, to czuję się bezpieczna. Wczoraj o tym myślałam i zadumałam się, pozostałam ze swoimi myślami na jakąś chwilę, aż tu nagle dostałam wizję: rozmawiam z moim adwokatem na temat rozwodu i mówię mu: Ja tam nie pójdę, to więzienie dla mężczyzn, weź ten papier i ty idź, ty mu powiedz, żeby podpisał ten rozwód. Szczerze mówiąc, byłam bardzo zaskoczona, nie życzę mu, żeby poszedł do więzienia, jednak jemu teraz zabrali to prawo jazdy, a on nadal bierze samochód i jeździ, wiele razy mi przeszło przez myśl, że jak go złapią, to go wsadzą.
D: A sen Miltosa?
I: Jak on wczoraj po południu wrócił do domu, to mówił mi, że kilka dni temu miał sen, tak się przestraszył, że obudził się spocony, przemówiła do niego we śnie Matka Boska Malevi i powiedziała mu, że się rozejdzie z żoną, że jego żonie pomoże jakaś kobieta z jej ojczyzny, a potem we śnie zobaczył siebie za kratkami w więzieniu. Byłam bardzo zdumiona, ale nie powiedziałam mu , że miałam wizję na jawie, że Angelos (adwokat) idzie do niego do więzienia, aby podpisał rozwód. Jednak ta zbieżność wizji bardzo mnie zaskoczyła. Czuję żal, naprawdę nie życzę mu nic złego.
D: Nie czuj żalu i pogódź się z wolą boską. Jak się teraz czujesz?
I: Dokładnie teraz znowu czuję się błogo spokojna, za każdym razem, gdy pytasz jak się czuję, coraz wyraźniej uświadamiam sobie, że sam Bóg pieści mnie w swoich objęciach.
D: Już zrezygnowałaś z tak jakby.
I: Tak, już czuję, że nie tak jakby, ale na prawdę jestem w objęciach Boga.
D: A jakbym powiedziała ci, że każdy dzień twojego życia, każda jego sekunda, była przygotowaniem na tą chwilę, w której twoja własna Dusza przemówiła do ciebie, czy zgodziłabyś się przeżyć jeszcze raz identyczne życie?
I: Każesz mi tu dać bardzo odważną odpowiedź, wiesz że muszę powiedzieć szczerze, ale teraz, rozmawiając z tobą, jestem pewna, że nie zamieniłabym ciebie, ani na karierę, ani na Arisa, ani na macierzyństwo, jestem pewna.
D: A na szczęście?
I: A czy nie kontakt z tobą gwarantuje szczęście? Już piszę, piszę, następny dar od mojej duszy: nauczyła mnie czuć jak skaczą jej wibracje i właśnie to poczułam. Jesteś niesamowita.
D: Swój do swego ciągnie, wlazłam w niesamowite wcielenie.
I: Nie powiedziałaś mi dokładnie jak to jest, z tymi rodzicami.
D: Widzisz, cechy dziedziczne po rodzicach, nie bardzo interesują nas – dusze, twój kolor włosów, oczu, twój wzrost itd. Tak, jest to zasada boska, w jakiś sposób muszą być tworzone nowe osobniki i tak, jakbym ja sobie ciebie nie wybrała, byłaby to inna dusza, już ci mówiłam, że jest taka dusza, która czeka, aż urodzisz jej wcielenie, ale jak tego nie zrobisz, to pójdzie gdzie indziej. Tak, byłaby to inna osoba, identyczna wyglądem niż ty, z tym samym ciałem, tymi samymi cechami dziedzicznymi w materii, ale inna na poziomie duszy, chciałaby doświadczać życia inaczej, rozumiesz?
I: Tak, ja jako kupa tego materialnego DNA oświadczam ci, że jesteś najwspanialsza.
D: A masz możliwości porównawcze?
I: Ciągle mnie zaginasz. Nie chcę cię porównywać, jesteś nieporównywalna, jedyna w swoim rodzaju, jak Bóg stworzył twoją matrycę, to zdążył odcisnąć tylko ciebie i mu pękła i nie odcisnął żadnej innej duszy.
D: A tę informację, skąd masz? Bo nie ode mnie.
I: Nie zaskakuj mnie, napisałam to zupełnie spontanicznie, czyżbym już rozmawiała z samym Bogiem i nie wiedziała o tym.
D: Jak byś rozmawiała z Bogiem, to byś wiedziała o tym.
I: Dzisiaj jest środa, minął dokładnie tydzień od dnia, w którym skończyły się pieniądze.
D: Nie mówiłam ci, że pożywienia masz jeszcze na 2 tygodnie? A zresztą, dzisiaj i tak pieniądze nie są ci potrzebne.
I: Tak, 25 marca to w Grecji święto narodowe, wszystko pozamykane, niczego nie można kupić, dlatego się nie śpieszysz ze swoim cudem?
D: A kto ci powiedział, że stanie się cud?
I: Szczerze mówiąc to nikt, ale niczego mniejszego nie mogę sobie wyobrazić.
D: Jeżeli chodzi o wyobraźnię, to co sobie wyobrażasz?
I: Nic sobie nie wyobrażam, nie mam pojęcia co może się stać w ciągu tygodnia, nawet jeśli jutro z samego rana dostaniemy pracę i ja i Miltos, to i tak pensja dopiero za okrągły miesiąc.
D: Widzisz, jaki uczyniłaś postęp?
I: Gdzie ty tu postęp widzisz?
D: Nie wyobrażasz sobie, otwierasz się na pomoc boską przez wszystkie źródła, a kreowanie scenariuszy w wyobraźni udostępnia Bogu tylko tą jedną drogę na udzielenie ci pomocy. Teraz jest w ciebie łatwiej trafić. Trudno, kiedy się cała opancerzysz, a zostawisz dziurkę, w którą się mieści słomka do napojów.
I: Tak pamiętam, a to, co sobie wyobraziłam przez minutę i odrzuciłam ten obraz, był na prawdę śmieszny.
D: Powiedz, co sobie wyobraziłaś?
I: Że znalazłam na ulicy walizkę pełną pieniędzy.
D: Nie martw się, Bóg to nie wyrocznia, nie ukarze cię. Jakby Bóg miał karać za taką wyobraźnię, to na tej planecie by już ludzi nie było, a nie o to chodzi.
I: Już mi to kiedyś mówiłaś.
D: A ty robisz postępy, kompletnie nie przejmujesz się faktem, że o tym zapomniałaś. Ale teraz już na prawdę nadszedł czas na zanalizowanie lęków rzutujących na twój stan materialny.
I: Widzę, że znowu powracamy do tematu mojej mamy.
D: Tak, pamiętasz co powiedział na samym początku Aleksander, że musisz przepracować blokady z tego wcielenia, żeby ruszyć do przodu, a twoja mama siedzi w twojej energetyce wszędzie, rzutuje na wszystko co się dzieje w twoim życiu, sprawowała przez całe twoje dzieciństwo nad tobą kontrolę absolutną, nie zostawiła ci najmniejszej luki rozwoju osobistego.
I: Czy to, co robimy, nie przynosi jej żadnej szkody?
D: Nie. To wszystko co zrobiła ona, też skądś się wzięło, sama tego nie wymyśliła. Ona powinna przerobić to ze swoją duszą, ale w tym wcieleniu to się nie stanie. Więc pisz.
I: Moja mama kultywowała biedę. Pod każdym względem, ironicznie wyśmiewała się z każdego, kto ma więcej niż absolutne minimum.
D: Czy twoja mama zawsze tak na ciebie wyzywała?
I: O nie, czasami mówiła do mnie bardzo czułym głosem, szczególnie kiedy mówiła: Izunieczko odmów sobie.
D: A w szkole?
I: To był cyrk. Nigdy moje pomoce naukowe nie były wliczone w budżet, nie byłam jednak winna ja: te skurwysyny jedne, nie wiedzą co już od tych dzieciaków żądać, plastelinę, ja mam teraz zapierdalać i kupować jej plastelinę, bo jakiś huj wymyślił sobie, że plastelina jest do szkoły potrzebna, ja skończyłam szkołę i się nauczyłam bez plasteliny, a oni nagle żądają od dzieciaków plastelinę. To samo było z bibułą, papierem kolorowym, blokiem technicznym, przez 8 lat szkoły podstawowej moja mama ciągle była zaskoczona, jak przychodziłam z potrzebą, ale najgorzej było jak do szkoły trzeba było zanieść na coś pieniądze, na jakąś składkę, na wycieczkę, czy coś takiego, tego to już moja mama znieść nie mogła.
D: Ale dawała ci?
I: Na szkołę tak, mamie zawsze zależało na tym, żebym była dobrą uczennicą. Nie chciała, żebym dostawała dwóje za to, że czegoś nie przyniosłam, ale jak chciałam coś dla siebie bo było modne, bo inne dzieci takie miały, to dla zasady musiałam dostać coś innego. Spełnienie mojej prośby równało się temu, że jak bachorowi się ustępuje, to dostanie siu bździu w głowie. Mogła to być kurtka, jak ja chciałam tę zieloną, to dostałam bordową, jak starałam się upierać przy swoim, to mi mówiła: z góry ci mówię, że cokolwiek nie powiesz, to i tak nie dostaniesz. Oczywistą rzeczą było, że to co lepsze dawało się obcym dzieciom, a nie swojemu.
D: Opowiedz, o tych bananach, przecież chcesz.
I: Byłyśmy już w Grecji, była też jeszcze jedna polka – Dana, z córką Kasią. Poszłyśmy wszystkie na zakupy, mama kupiła banany, Dana nie, chyba nie miała więcej pieniędzy. Kasia marudziła Danie, że ona też chce banany, moja mama wybrała najładniejszego i największego banana i dała Kasi, ja się buntowałam, że można jej dać, ale nie tego najładniejszego, ten powinien być dla mnie. Mama kazała mi zamilknąć, dała banana Kasi. Pamiętam, że Kasia była dzieckiem bardzo marudnym, godzinami skrzeczącym głosem mówiła do Dany: mamuuuuutku kuuuup. Raz moja mama mówi do mnie: zobacz, Kaśka dostaje, ponieważ ma cierpliwość wymarudzenia Danie tego, czego chce, a ty nie potrafisz, bo jesteś takie ciele na niedziele. Podjęłam decyzję, że następnym razem, kiedy będę czegoś chciała, to też będę marudzić, przecież moja mama sama oświadczyła, że to jest metoda na dostanie czegoś i przyszedł czas, nie pamiętam co chciałam, ale powiedziałam: mamoooo, kuuup mi, tak ze 3 lub 4 razy, aż moja mama podniosła wysoko rękę i powiedziała: oj, bo jak mi łapa opadnie, to nie ręczę za siebie. Miałam już 15 lat i to był chyba pierwszy raz, kiedy sobie pomyślałam, że moja mama jest po prostu głupia, czy ona nie widzi, że Kaśka ma luksus marudzenia tylko dlatego, że Dana jej nie grozi biciem? Jak dziecko jest małe, to rodzic jest dla niego wyrocznią, nawet jak rodzic robi źle, to dziecko myśli, że to ono jest winne, bo jest złe, żadne dziecko nigdy nie dostało lania bez argumentu, dla którego musi to lanie dostać, ale przychodzi taki czas, gdy dziecko dorasta, zaczyna zauważać sprzeczności między tym co mówi i robi rodzic. W końcu przychodzi taka chwila w życiu każdego człowieka, w której musi wybrać: pójdę tą samą drogą, albo inną, wybór należy do każdego z nas, bez względu na okoliczności.
D: A teraz, jakie z tego wyciągamy wnioski?
I: Ty mi powiedz
D: Jesteś jedną z nielicznych osób, która wierzy, że może rozmawiać z duszą, a nie wierzy w to, że może mieć pieniądze.
I: Wiesz, ja nie wiem dokładnie co to znaczy mieć pieniądze, ile powinnam mieć, co to znaczy bardzo mało, a co to znaczy bogacz.
D: Sama sobie to wyjaśnij.
I: Nie umiem.
D: Zacznij od tych jeansów.
I: No dobra, koleżanka kupiła córce spodnie za 200 €, kiedy je zobaczyłam, to stwierdziłam, że nie warte są tych pieniędzy, ale kiedyś widziałam spodnie na wystawie za 50 € i było mi żal, że nie mogę sobie kupić, ja kupuję góra za 20 €.
D: Dobrze ci idzie, co jeszcze byś chciała?
I: Normalnie ogrzewać dom, myć naczynia w ciepłej wodzie, kąpać się bez oszczędzania na wodzie.
D: Teraz tego nie możesz robić?
I: Niby tak, ale oszczędzając przychodzą rachunki nawet o 20 € niższe, ja mam 23 € abonamentu za komórkę, tak to sobie liczę.
D: Chciałabyś ładniej mieszkać?
I: Szczerze powiem, że tak. Mieszkam w starych blokach z 1970 roku, moje mieszkanko jest przytulne, 3 pokojowe, 70 m2, ale mam suto upięte firany w oknach, bo po ścianach lecą rury od centralnego ogrzewania i to brzydko wygląda. Kiedy idę do nowszych mieszkań i widzę te kaloryfery wychodzące z podłogi i tą czystą, równą ścianę, to mam sentyment do tych mieszkań, mała rzecz a cieszy, aż dziw bierze, że żeby nie mieć rur na ścianach trzeba zapłacić o 200 € więcej czynszu. Wiesz, nie mam pojęcia ile bym chciała mieć.
D: I nie musisz tego wiedzieć, to bardzo stary schemat myślowy, ale powiedz o czym myślisz.
I: Tak. Przeczytałam kiedyś w jednej książce: określ konkretną sumę, którą chcesz zarobić i podaj datę, do której chcesz mieć tę sumę. Dlaczego mówisz, że to stary schemat myślowy?
D: Bo jeszcze z czasów kiedy można było wziąć do ręki jakiś produkt i chodzić po ludziach, żeby im to sprzedać. Teraz już nie ma domokrążców, a jak ktoś ma coś wartościowego do sprzedania, to nie daje tego w ręce dealerom, ale wystawia w internecie. Nie określaj sumy jaką chcesz zarobić.
I: To co mam zrobić?
D: Przede wszystkim zaufaj mi i Bogu, oddaj z wiarą sprawę w nasze ręce, my się tym zajmiemy.
I: Przez następny tydzień?
D: Od zaraz i na zawsze. Po drugie nazwij demony.
I: Ojejku, a ilu ich jest?
D: Zacznij ich nazywać po kolei to zobaczymy.
I: Mój pierwszy demon finansowy nazywa się: Mnie nie wolno chcieć mieć pieniędzy.
– Mój drugi demon finansowy nazywa się: Cokolwiek nie zrobię, to i tak nie dostanę.
– Mój trzeci demon finansowy nazywa się: Nawet jak uwierzę, że dostanę to i tak nie dostanę.
– Mój czwarty demon finansowy nazywa się: Nawet jak poproszę o pomoc moją duszę i Boga, to i tak nie dostanę.
– Mój piąty demon finansowy nazywa się: Miłość można dostać tylko, jak się sobie odmawia.
– Mój szósty demon finansowy nazywa się: Za pragnienie dóbr materialnych grozi kara cielesna.
– Mój siódmy demon finansowy nazywa się: Nawet od Boga można dostać albo jego miłość, albo pieniądze, nigdy te dwie rzeczy na raz.
D: I gdzie ty tu chcesz wepchnąć jakieś afirmacje? Przy zdawaniu na prawo jazdy miałaś jednego demona i afirmacje nie zadziałały, a tu masz siedmiu. Pożegnaj się na trochę ze swoimi czytelnikami.
I: A co to ma znaczyć, na jak długo?
D: Nie wiem, to od ciebie zależy. Będziemy się pozbywać demonów, ale potem dokładnie opiszemy, jak się ich pozbywamy, już jednego się pozbyłyśmy.
I: Którego?
D: Miałaś demona który nazywał się: Ja się boję pozbyć się demonów finansowych.
I: Faktycznie.
D: Teraz się boisz?
I: Nie, nawet nie zauważyłam tej zmiany.
D: Dlatego jak ci mówię, że jak masz coś pisać lub zrobić, to się nie opieraj. I pamiętaj, że nie za każdym razem wszystko da się zrobić tą samą metodą.
I: Dobrze.

0 Komentarzy

Napisz komentarz

Zapraszamy do kontaktu z nami

Wysyłanie

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?