Historia pewnego cudu 27.04.2015

dariapelhen.pl

Dzisiaj odbiegnę trochę od tematu. Następnym artykułem miał być ciąg dalszy „Boga i Wiary”, ale ponieważ dostaję, szczególnie na fb, bardzo dużo pytań na temat jak ja to robię, postanowiłyśmy z moją Duszą odpowiedzieć na nie. Otóż metoda jest tylko jedna, każdy powinien odkryć własną, nazywa sięMETODA PRÓB I BŁĘDÓW.

Moje życie zaczęło się zmieniać, kiedy przestałam klepać na pamięć modlitwy i zaczęłam mówić do Boga własnymi słowami, nakrzyczałam na Niego, rzuciłam laczkiem w obrazki wiszące na ścianie. Tak, w Boga można nawet rzucić laczkiem, On się nie obrazi i dobre jest to, że nie ma potrzeby celować w nic konkretnego, gdziekolwiek ten laczek nie zaleci to i tak w Boga trafisz, bo Bóg jest wszędzie. Moja Dusza mówi, że sama oddałam się w ręce Boga, to było wtedy, kiedy dostałam wezwanie do sądu na sprawę o zachowek. Powiedziałam Bogu: „Jak to na mnie sprowadziłeś to sobie to teraz weź i sam sobie dawaj z tym radę, a tak w ogóle to sobie weź całe moje życie i rób z nim co chcesz, bo takie jakie mi je zgotowałeś, to ja go nie chcę, mam dość!”

I co się stało? Kompletnie nic, potem dopiero zauważyłam, że zaczęłam myśleć inaczej, jeszcze wtedy myślałam, że to są moje myśli, borykałam się z problemami, ale zauważyłam, że zadaję sobie w myślach proste pytania i zanim zdążę dobrze zapytać, to napływa odpowiedź, zaczęłam czuć także tę dziwną siłę, która albo mnie hamowała przed zrobieniem czegoś, albo pchała mnie tak mocno, że nie mogłam się jej oprzeć.

Zauważyłam, że jestem spokojniejsza, jednak jeszcze interpretowałam to wszystko na ludzki sposób. Wyleczyłam się z małych dolegliwości: z migrenowych bólów głowy i bólu spowodowanego dyskopatią. Dentysta powiedział mi, że pogubię zęby, zażądał ponad 1000 € za terapię paradontozy, zaczęłam prosić Boga, żeby uratował moje zęby i do tej pory zęby jeszcze mam, moje własne. Jednak nie na wszystkie moje prośby Bóg odpowiedział tak od razu. Dolegliwości, które zostały spowodowane złym traktowaniem mojego organizmu nie ustępowały, ale dziwnym trafem zauważyłam, że czuję wyrzuty sumienia, nawet jak piję Coca-Colę, więc przestałam ją pić, powoli zaczęłam usuwać z mojego menu różne konserwy, paczkowane pożywienie, batony, czekoladki itd, nie robiłam tego z trudem, przychodziło mi to bardzo łatwo. W nawiasie opiszę wam skutki złego odżywiania, jakie zauważyli Grecy.

(Otóż, Grecja to bardzo górzysty kraj, mogę powiedzieć, że nie ma tu równiny w pojęciu polskim, gdziekolwiek nie jesteś, to ziemia się przynajmniej faluje, jest bardzo mało ziemi miękkiej, a duże powierzchnie Grecji zajmują skały, są bardzo twarde, trudno na nich coś wybudować, już nie mówiąc, że można tam coś uprawiać i tak Grecy oszczędzają na każdym m2 ziemi. Wiąże się to z tym, że nie można mieć swoich zmarłych pochowanych w grobach przez 20 lub 30 lat, istnieje obowiązek ekshumacji. Przy każdym cmentarzu istnieje swoista kaplica, gdzie w zamian za grób dostajesz szufladę w ścianie i tam już zmarli po kilku latach są chowani wzwyż. Jednak te kilka lat stało się problemem, jeszcze 25 lat temu kości wykopywało się po 3 latach, z czasem po 5, potem po 7, a teraz po 10. Dlaczego?Ponieważ z czasem Grecy zauważyli, otwierając groby, że nie rozłożyła się jeszcze tkanka miękka zmarłego i musieli grób z powrotem zamykać. Sprawą zajęli się naukowcy, którzy odkryli, że winne są konserwanty w pożywieniu. Tak skutecznie konserwujemy się za życia, że nawet w grobie nie możemy się rozłożyć, nasze ciała są pełne konserwantów pochodzących z naszego pożywienia, czy nie jest to tragiczne?)

Ale powracając do odpowiedzi na wasze pytania, często pada jedno: Czy ja czytam coś na ten temat? Tak, ale w odwrotnej kolejności, najpierw piszę potem czytam, daję wam słowo mojego honoru, nie ryzykuję kłamstwem, ono oddala od Boga, np. najpierw napisałam „Jak Bóg stwarzał świat?” A potem dopiero przeczytałam na szkole aniołów artykuł pt. „Co to są wibracje, wymiary, poziomy istnienia oraz równolegle światy?” Roberta Michałowskiego, godny uwagi. Można zauważyć, że informacje w nim zawarte pokrywają się z tym co napisałam ja, odpowiedź na to jest tylko jedna, jak już dostaniesz dostęp do boskiej mądrości, to każdemu na to samo pytanie zostanie udzielona ta sama odpowiedź i to jest cudowne, ponieważ boska prawda jest tylko jedna i nie jest ona zarezerwowana dla wybranych, ale ogólnie dostępna.

Wszyscy ludzie, którzy przekazują informacje od samego Boga piszą, że są zwykłymi ludźmi ponieważ nimi są, jeszcze raz podkreślam: NIE ZWYKŁE JEST ODCIĘCIE OD BOGA, istnienie w Bogu i z Bogiem to jest to, co nazywamy zwykłym życiem, to jest boska zwyczajność.

Ostatnia odpowiedź:

Wiele osób pisze, że chcą tak jak ja, już mówię: NIE DA SIĘ. Ale to nic złego, to nie tragedia. Nie da się, nie dlatego, że jestem właścicielem jakiegoś sekretu, którym się nie chcę podzielić, ale dlatego, Bóg tego dla nas nie chce. Postawmy hipotezę: Co by było, gdyby 6 mld ludzi na świecie, było lekarzami, albo stolarzami, to nie miałoby sensu. To, co może zrobić każdy z nas, to prosić Boga, żeby wskazał mu jego drogę. Ja też swego czasu popełniałam ten błąd, starałam się odwzorować sukces innych, nie róbcie tego, wyraźcie Bogu pragnienie kontaktu z Nim i proście Go o wskazanie wam waszej drogi. Ja chciałam być szczęśliwa, nie byłam, już jestem, świat wokół mnie się nie zmienił, a ja w tych samych warunkach z nieszczęśliwej zrobiłam się szczęśliwą, prosiłam Boga o szczęście i dostałam.

Bóg może wszystko, dosłownie wszystko: „Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: “Podnieś się i rzuć się w morze”, a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie.” (ew. Św. Marka 11, 23-24).

Na ten temat chcę wam napisać.

We wrześniu 2014 r. jechałam z mężem na Peloponez na wakacje, wyjechaliśmy wieczorem, ok. 9. Przed wyjazdem samochód poszedł do generalnego serwisu,który kosztował ponad 1000 €, ok. godz. 1 w nocy, na trasie Thessaloniki – Ateny, padły światła. Dobrze, że na oświetlonej części autostrady i niedaleko był zjazd na parking. Mój mąż grzebał przy tych światłach ponad godzinę, ja się upierałam, żeby zadzwonić po pomoc drogową, on się uparł, że nie, ponieważ samochód odholują i nici z wycieczki. Majstrował i wymajstrował jakieś prowizoryczne rozwiązanie, światła były, tylko długie i tylko jak trzymał naciśniętą w dół tą wajchę po lewej stronie kierownicy do przełączania migaczy i tak pojechał. Ja się bałam, cały czas prosiłam Boga, żeby miał nas w swojej opiece, dojechaliśmy do Aten, zaświtało, jemu już zdrętwiała ręka. Umówiliśmy się, że jak tylko zajedziemy do Argos, to zapytamy, gdzie jest jakiś elektryk od samochodów. (Ciekawostka: w Grecjijest obowiązek jeżdżenia na światłach, według kodeksu ruchu drogowego, od godzinę po zachodzie słońca do godzinę przed wschodem słońca, tu jest południe i słońce świeci tak jasno, że nie da się wymusić jeżdżenia na światłach 24 godz. na dobę. UE chciała to przeforsować, ale nie dało się. W dzień zapalone światła samochodu przeszkadzają innym kierowcom, w blasku południowego słońca wyglądasz jak nieregularna błyszcząca plama poruszająca się po asfalcie. To informacja dla tych, którzy wybierają się samochodem do Grecji. Tu, jak ktoś w dzień jedzie na światłach, to Grecy od razu się śmieją, że to musi być jakiś durny turysta z północy, który nie zauważył, że nikt nie ma zapalonych świateł.)

Zajechaliśmy do Argos, ja wypatruję serwisu samochodów, mój mąż nie chce się zatrzymać, robi się awantura, wymuszam, żeby mi odpowiedział dlaczego, w końcu wykrztusił z siebie, że tak wrócimy do Thessaloniki, ponieważ on chce pokazać to temu durniowi, który naprawiał samochód i na niego nawrzeszczeć. Stwierdziłam, że nie ma sensu się kłócić, bo i tak nic nie wskóram, to była najgorsza wycieczka mojego życia, dostałam migreny, która nie przechodziła w żaden sposób, ze strachu, że coś złego może się stać. W dzień wyjazdu upieram się, żeby wyjechać wcześnie i jechać za dnia, Miltos zgadza się, potem mówi, że trochę zboczymy z trasy i pokaże mi jakiś kościółek. Wynik był taki, że zboczyliśmy ponad 100 km, kościółka szukaliśmy 3 godz, nawet GPS nie mógł go znaleźć, aż w końcu znaleźliśmy go w dolinie między górami, w środku lasu, w miejscu gdzie już wrony zawracają.

Byłam wściekła, znowu ból głowy, jest już po 3 po południu, mamy przed sobą 800 km drogi, a mój małżonek jest już za kierownicą od 10 rano. (Najgorszym defektem mojego męża jest to, że on nigdy nie mówi „nie”, umawiamy się na jakiś temat, on się zgadza, a potem robi inaczej i słowa nie można od niego wyciągnąć, powiedział inaczej, robi inaczej i milczy jak grób.)

W drodze powrotnej ciągle proszę Boga, aby miał mnie w swojej opiece, boję się, znowu ta migrena, staram się odwrócić uwagę od mojego strachu, podziwiamkrajobrazy. Nagle widzę tęczę, jest piękna, jak parasol opina górę, widok jest jedyny w swoim rodzaju, zachwycający, myślę sobie: Boże jak ty to robisz? I nagle dostaję odpowiedź: Po prostu mówię niech się stanie. Zastanawiam się, co to ma znaczyć, uciekam od tej myśli, ale nie mogę, w mojej głowie tkwi: Po prostu mówię niech się stanie. Poleciały mi łzy. Mówię:

I: Boże, czy Ty możesz wszystko?

B: Tak.

I: Czy możesz naprawić światła tego samochodu?

B: Tak.

I: Boże, proszę Cię napraw światła tego samochodu, cokolwiek się nie stało, jakikolwiek nie jest to problem, czy możesz to zrobić?

B: Dlaczego wydaje ci się, że dla Stwórcy świata może być problemem coś tak banalnego, jak połączenie dwóch kawałków przepalonego drutu?

Dostałam autentycznej pustki w głowie, nie rozumiałam co się dzieje, jeszcze wtedy uważałam, że wszystko to jest moimi myślami, nie miałam pojęcia dlaczego takie myśli przychodzą mi do głowy. Jedną rzecz wiedziałam, że już dużo wymodliłam u Boga i postanowiłam to też wymodlić, poprosiłam Boga jeszcze raz aby naprawił te światła. Jedno wiedziałam, że aby modlitwa się spełniła, trzeba wyjść ze stanu oczekiwania, zapomnieć o tym, zaufać Bogu.

Zaczęło się ściemniać, Miltos zapala światła i trzyma wajchę, jak ją puści to świateł nie ma, ja usilnie odwracam uwagę od mojej modlitwy, słucham radia, śpiewam w myślach, mówię wiersze, jak przerwę tylko na chwilę, to pamięć o tym wraca z co raz to większym impetem. Co 5 minut pytam Miltosa czy są światła, puszcza wajchę, gasną, zaczyna się denerwować, w końcu pyta: Czy ty czekasz na jakiś cud boski, czy co? I co ja mu mam odpowiedzieć? Nie nie czekam na cud boski, pomyślałam, to wszystko to tylko moja wyobraźnia, dziwię się sobie, że modlę się do Boga o naprawienie świateł w samochodzie i daję sobie z tym spokój. W pewnym momencie przysnęłam, na jakieś pół godziny, nagle czuję, że samochód się zatrzymał, otwieram oczy i widzę, że stoimy na parkingu. Miltos mówi do mnie: Wysiadaj, rozprostuj nogi, pospaceruj. Wysiadłam z samochodu idę do toalety, nagle słyszę krzyk mojego męża, przestraszyłam się, myślę sobie, napadli go czy co? Wybiegam, żeby zobaczyć co się dzieje, a Miltos mówi do mnie: „Nie trzymam wajchy, a światła są.” Stoję i patrzę, Miltos stoi w odległości 2 metrów od samochodu, który ma zapalone światła, mówi do mnie: „Same się naprawiły. Marne bo marne, ale są, tylko długie, lewe świeci trochę do góry, a prawe trochę w bok, ale nie szkodzi” Zostało nam ok. 100 km do Thessaloniki, ale nie o to chodzi.

Jedziemy dalej, jestem zdumiona i myślę sobie: Dziękuję ci Boże, ale ten Twój cud trochę mało doskonały. Nagle dostaję odpowiedź: Wedle twojej wiary ci się stało.

0 Komentarzy

Napisz komentarz

Zapraszamy do kontaktu z nami

Wysyłanie

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?