Bóg i Wiara (3) 04.05.2015

dariapelhen.pl

D: Co robisz?

I: Układam pasjansa.

D: Dlaczego układasz pasjansa?

I: Ponieważ wszystko to, co do mnie mówisz, w głowie mi się nie mieści.

D: Oporna ludzka istoto, jesteś tak samo ograniczona, jak ciało w którym się znajdujesz.

I: Dziękuję.

D: Proszę, już ci mówiłam, że twoja głowa nie jest stworzona do pomieszczenia boskich prawd.

I: A do czego jest stworzona?

D: A kto gada w twojej głowie?

I: Głos mojej Duszy.

D: Właśnie, więc twoja głowa jest stworzona przede wszystkim do słuchania głosu twojej Duszy.

I: Przede wszystkim? Więc do czego jeszcze?

D: Gdzieś trzeba było umieścić oczy, nos, uszy, usta. Wyobraź sobie je wszystkie umieszczone gdziekolwiek indziej.

I: Poczucie humoru to ty masz.

D: Wiem, a ty masz je po mnie.

I: Wiem.

D: Gdzie byłaś wczoraj?

I: Musiałam jechać do Miltosa do Potidaia.

D: Gdzie to jest?

I: Na półwyspie Chalkidiki, sprawdziłam w mapach Google, z mojego domu to dokładnie 65,9 km, samochodem powinno się jechać 45 min.

D: Czym tam pojechałaś?

I: Autobusem (takim jak w Polsce PKS).

D: Opisz wszystko.

I: Wstałam rano, zaczęłam gotować dla Miltosa, potem sprawdziłam w Internecie autobusy, 8.00, 10.00 i 13.00. O ósmej za wcześnie, o pierwszej za późno, dziesiąta może być. Szukałam połączenia komunikacją miejską, żeby jechać na PKS, dziadowskie, trzeba wziąć 3 autobusy, wyjść z domu półtorej godziny wcześniej, żeby dojechać tam, gdzie samochodem jedzie się 10 min. No nie, myślę sobie, dzwonię do radio taxi, będzie kosztować ok.5 €, nie tak źle, myślę sobie, bilet autobusowy 1 €, 3 bilety, 3 €, a taksówka 5 €, to mała różnica. Proszę, żeby przyjechała o 9.30, to jeszcze1€ za zamówienie taksówki, plus 1€ za przyjazd na konkretną godzinę, oraz to, że taksówkarz włącza taksomierz od punktu, w którym jest poinformowany. Pocałujcie mnie w d… myślę sobie i dziękuję pani w słuchawce. Myślę sobie, wyjdę z domu 15 minut wcześniej, przez centralną ulicę na pewno coś będzie jechać. Od samego rana czuję dyskomfort, Miltos znowu mnie wystraszył, znowu boję się jeździć, a mam przyprowadzić samochód. Po prostu się boję. O 9.15 wychodzę z domu. Nie zdążyłam ujść pięciu kroków i jedzie taksówka.

D: Jak często pod twoim domem przejeżdżają taksówki?

I: Oj, raz na kilka miesięcy, to mała uliczka, cztery domy po jednej stronie, a trzy po

drugiej, ktoś musi tu przyjechać taksówką, żeby tędy jechała, albo taksówkarz chce zawrócić na głównej ulicy, wtedy skręca w moją.

D: Jakbyś to nazwała?

I: Umową Dusz?

D: Dokładnie.

I: Czy ten taksówkarz rozmawia z Duszą?

D: Nie. Jak mówicie, coś go tknęło i skręcił, ponieważ nie rozmawia z Duszą, łatwo było nim manipulować, nie opierał się.

I: Cwane jesteście.

D: On zarobił, a ty dojechałaś do celu.

I: Dziękuję.

D: Proszę, ale co było dalej?

I: Bardzo spokojny kierowca, usiadłam z przodu, ponieważ tam było więcej miejsca i

chorej nogi nie musiałam tak zginać. W autobusie też usiadłam z przodu, kierowca

autobusu też bardzo spokojny, przyspieszał i hamował bardzo miękko. Kiedy jeżdżę z

Miltosem, to ciągle mam wrażenie, że w kogoś wjedziemy, że na czerwonym świetle nie zdąży wyhamować i wjedzie w czekające samochody. Po południu jedziemy z Miltosem do Gośki do Kalithei, Kalithea jest w odległości 18 km od Potidaii i ten kawałek drogi wystarczył, żeby Miltos mnie skutecznie wystraszył. Jak ja ten samochód przyprowadzę? Myślę sobie, jestem taka zestresowana, Dusza milczy.

D: Miałam swoje powody.

I: Teraz już wiem. W Kalithei byliśmy do jakiejś 18.30, zaczęłam naciskać na Miltosa, żebyśmy już jechali, pierwszy raz będę jechała sama autostradą, nie chcę jechać w

nocy, Gośka mnie popiera, Wasilis (jej mąż) też. Miltos nie miał wyboru, musiał ustąpić. Wracamy do Potidaia, ruch na drodze zaczyna się zagęszczać, jest powrót weekendowiczów, Miltos mówi do mnie: uważaj, na drodze jest duży ruch, łatwo o wypadek. Powtórzył to ze dwa lub trzy razy, nagle słyszę głos mojej Duszy:

D: Zaufaj mi, rozluźnij usta i twarz, zaufaj mi, proszę.

I: Zaufałam Jej i nagle, nie mogę uwierzyć własnym uszom w to, co mówię, uczucie

wyjątkowe, już się przyzwyczaiłam pisać od Duszy, piszę tak spontanicznie, że nie

pamiętam co piszę, jeśli sama potem nie przeczytam, ale mówić od Duszy, to jeszcze nie

mówiłam. Nie potrafiłam tego kontrolować, usta ruszały się same, a ja z każdym

słowem nie wiedziałam, jakie będzie następne. Mówię do niego: Milto, ja się korków

nie boję, ja się boję prędkości, to ona zabija, a nie korki. Czy teraz nie jedziemy

wspaniale, sytuacja wymusza na tobie, że nie możesz jechać więcej niż 70 km/g, no i

co, źle jedziesz?

M: No tak, ale kiedy zajadę?

I: A co masz do roboty, będziesz oglądał telewizję 15 minut dłużej, lub 15 minut dłużej

będziesz na fb siedział, jeśli zajedziesz 15 minut wcześniej. Wiesz co Milto, ja się boję

najbardziej takich idiotów jak ty, piratów drogowych, co twierdzą, że tylko oni

powinni jeździć po drogach i nikt więcej. Nie lubię żadnego durnia, który wyzywa innych tak, jak ty: „babcia, jak nie potrafisz jeździć, to siedź w domu i myj gary, lub dziadek,

albo będziesz jeździł szybko, albo nie wsiadaj za kierownicę, każdemu takiemu, z

tobą włącznie, życzę żeby się roztrzaskał na następnym zakręcie.” Miltos milczy, ale jedzie bardzo spokojnie.

I: (w myślach do Duszy) Co on sobie teraz myśli?

D: Chce ci odpowiedzieć, ale boi się ciebie zdenerwować, żebyś nie spowodowała wypadku, musi przełknąć to, co powiedziałaś.

I: Ja? To Ty powiedziałaś i z tego co widzę, to nieźle go wkurzyłaś.

D: Tak, ale on nie wie, kto to powiedział, jest podwójnie wściekły bo nie może ci

odpowiedzieć.

Wyjeżdżam z Potidaia do Thessaloniki, czuję wyraźnie, że mój demon wrócił. One

lubią wracać, nie tak łatwo się ich pozbyć, trzeba się pilnować. Ręce zaciskają mi się na

kierownicy jak obcęgi, nie mogę nad tym zapanować, nie minęło 10 minut, a bolą mnie

całe ręce, od szyi w dół, co ja zrobię, myślę sobie, a ty milczysz.

D: Jak nie poprosisz o pomoc, będę milczeć, nie wtrącę się, jeśli nie chcesz.

I: Pomóż mi się pozbyć strachu.

D: To musisz zrobić sama, strach to blokada, od której się odbija pomoc boska.

I: Boże, oddaję tego demona w Twoje ręce, oddaję ci go, mimo faktu, że on nie chce

odejść, zabierz go, proszę Cię, bezpowrotnie. Nagle ściągam prawą rękę z kierownicy,

kładę na kolanie, odpoczywa, przestaje boleć, lewa ręka też się rozluźnia, w którymś

momencie trzymam kierownicę tylko palcem wskazującym. Fajnie mi się jedzie,

jednak jak uciekają mi myśli, to łapię się na tym, że ręce zaciskają się z powrotem na

kierownicy, ale wiem co robić, znowu oddaję demona w ręce Boga. Czas, w którym jadę

rozluźniona robi się co raz dłuższy, a chwile spięcia coraz krótsze. Nasuwa mi się pytanie:

kto kieruje tym samochodem, my obie?

D: Nie, wszyscy troje.

I: To znaczy?

D: Bóg, ja i ty, dokładnie w tej kolejności.

I: No dobrze, ale jak przyjdzie co do czego, to w tej samej kolejności mandat dostaniemy, czy tylko ja go dostanę?

D: Jak będziemy kierować w tej kolejności, to nigdy mandatu nie dostaniesz.

I: Dziękuję będę o tym pamiętać.

D: Nie musisz, ja tu jestem, żeby ci przypominać, ty musisz mnie tylko słuchać, no ale

jaki z tego wniosek?

I: Ja mam Ci go powiedzieć? Już Ci się nie opieram i piszę to, co nawijasz, tytuł jest

Bóg i Wiara, a jak na razie nic o wierze nie było.

D: Jesteś pewna?

I: Ja wierzę w Boga i On mi pomógł, razem mi pomogliście.

D: Ty wierzysz w Boga, a wiary w Boga nie ma.

I: Znowu przewracasz do góry nogami cały mój system myślowy, jednak już się

przyzwyczaiłam i nie szokuje mnie to aż tak.

D: Zaraz ci wytłumaczę. Już od wielu lat pracujemy nad twoim modelem, jeszcze

od czasu przed moim odejściem udało się nam przeforsować ci kilka pozytywnych

rzeczy.

I: Mianowicie?

D: Cierpliwości, zaraz ci powiem. Już od dawna, kiedy cię pytano, czy wierzysz w Boga, co odpowiadałaś?

I: Że nie, że uważam istnienie Boga za fakt niepodważalny.

D: Dokładnie. I myślisz, że czyja to robota, jak nie moja?

I: Z pewnością Twoja, ale po co takie nastawienie?

D: Wierzyć można we wszystko, w czary, w cuda w rusałki, śpiące księżniczki i w

Boga, ale nigdy takim nastawieniem nie poczujesz boskiej obecności, wiara w… jest

ciągłym huśtaniem się na huśtawce między wiarą, a zwątpieniem, ludzie starają się

wierzyć w coś, tylko jak wątpią w istnienie tego i w tym tkwi pułapka. Jak się w coś

wierzy, to tak naprawdę się w to wątpi. Kiedy spotykasz na ulicy koleżankę np.

Agnieszkę, czy potrafisz odpowiedzieć na pytanie: Czy wierzysz w Agnieszkę?

I: No nie, nie da się odpowiedzieć na to pytanie, istnienie Agnieszki jest niepodważalne, ona stoi przede mną, rozmawia ze mną, jest realna.

D: Otóż to, właśnie taki stan umysłu trzeba wyrobić sobie w stosunku do Boga, jego istnienie jest niepodważalne, on jest realny, stoi przed tobą.

I: Gdzie?

D: W każdym przedmiocie żywym lub martwym, Bóg jest namacalny, jeżeli jest wszędzie, to w materii też, a materia jest namacalna.

I: Wydaje się logiczne to, co mówisz.

D: Tylko ci się wydaje, a nie jest? Dotknij czegokolwiek, co przed tobą stoi, co to jest?

I: Kubek z kawą.

D: Jeżeli Bóg jest wszędzie, to w kubku z kawą go nie ma? Weź ten kubek do ręki i

poczuj w nim Boga.

I: Mam.

D: A widzisz, poczułaś to dokładnie, zsynchronizowałaś się z Nim, cuda boskie polegają na akceptacji, doświadczyło tego już wiele osób. Świadomie lub bezwiednie,

słyszałaś chyba wiele razy, że było dużo takich ludzi, którzy pojechali w tereny

ogarnięte epidemią, wielu się zaraziło i zmarło, a znalazł się taki, który pomagał

wszystkim chorym, a sam był zdrowy. Wiesz jak to się dzieje?

I: Nie.

D: Potrafił widzieć Boga w wirusie lub zarazku, nawet nieświadomie, był kompletnie

pozbawiony strachu i w ten sposób nie tknęło go to, co zabijało innych. Bóg jest

wszystkim, tobą, mną, kierownicą, siedzeniem, kołami, sprzęgłem, hamulcem,

skrzynią biegów. Jeżeli on jest wszystkim, to dlaczego mówisz, że było nie na temat?

I: Bo nie rozumiałam, ale już się nie opierałam.

D: Robisz jednak postępy. Dlatego mówię ci, wiary w Boga nie ma, tak jak nie ma

wiary w Agnieszkę.

I: No tak, ale można wierzyć w uczciwość Agnieszki.

D: Oczywiście, ale dzieje się to odwrotnie, Agnieszka musi najpierw udowodnić swoją

uczciwość. Powierzasz jej np. swoje pieniądze, prosisz, żeby zapłaciła jakiś rachunek,

nie ukradła ci ich, zrobiła to, o co prosiłaś raz, drugi, lub trzeci, jeżeli zawsze robi to, o co prosisz i nie oszukuje, to zaczynasz wierzyć w jej uczciwość, czyli zaczynasz wierzyć jej, ufać jej, zgadza się?

I: Tak.

D: Tylko, że z Bogiem jest odwrotnie, Bogu trzeba najpierw uwierzyć, zaufać Jemu, a potem możesz doświadczać Jego cudów.

I: Ja wierzę Bogu i ufam Mu.

D: Bzdura.

I: Dlaczego tak mówisz? Przecież zaufałam Bogu, oddałam się w Jego ręce, powierzyłam Mu się cała, jak prowadziłam ten samochód.

D: Następna bzdura, okłamujesz sama siebie, nie masz zielonego pojęcia, co to jest

wiara, co to jest zaufanie. No, nie bierz tego tak do siebie, można powiedzieć, że cała

ludzkość to robi, wszyscy którzy twierdzą, że wierzą, okłamują sami siebie i w tym tkwi pułapka.

I: Jaka pułapka?

D: Zaraz zrozumiesz. Czy Bóg jest wszędzie?

I: Tak, bez wątpienia.

D: Czy Bóg jest wszystkim?

I: Tak, bez wątpienia.

D: Czy Bóg może wszystko?

I: Też bez wątpienia.

D: Uważaj co mówisz, ponieważ udowodnię ci, że gadasz następne bzdury.

I: Ja się poddaję, nie wiem czego ode mnie chcesz.

D: Zaraz zrozumiesz. Bóg naprawdę stworzył Wszechświat, zmaterializował wszystko,

co materialne, Jego dziełem jest całe istnienie, wszystkie planety, gwiazdy, każda rzecz

martwa i każda istota żywa we Wszechświecie. Zgadzasz się z tym?

I: Tak.

D: Przeczytałaś wiele książek i artykułów, słyszałaś o cudownych uzdrowieniach, nawet z chorób śmiertelnych, wielu ludzi świadczy, że tak było, publikują prześwietlenia, diagnozy lekarskie, na zdjęciu A choroba była, a na zdjęciu B choroby nie ma, czytałaś wiele razy takie rzeczy.

I: No tak.

D: Więc boskie cuda się zdarzają?

I: Bez wątpienia.

D: Lecz najlepiej czyta się książki autorów zza oceanu, tam ktoś o coś poprosił Boga, a

Bóg mu dał, cuda się zdarzają, ale w odległości dwóch miliardów do dwóch tysięcy kilometrów od ciebie. W odległości dwóch metrów od ciebie, cud stać się nie może.

I: Nigdy tak o tym nie myślałam, ale chyba może.

D: Tak twierdzisz, więc zaraz ci udowodnię, że w to nie wierzysz.

I: Jak?

D: Posłuchaj, trzymasz w ręku przepaloną żarówkę, potrząsnęłaś nią, coś w niej dzwoni, jak nie jest mleczna, to przez szkło widać latający w niej drucik, bez wątpienia jest przepalona, czy wierzysz, że Bóg może naprawić przepaloną żarówkę?

I: Co?

D: Chyba pytanie było jasne, ale wyrażę się jeszcze jaśniej. Akceptujesz, jak ci mówię,

że dostaniesz, zanim zdążysz poprosić, więc cię prowokuję, żebyś poprosiła o coś

konkretnego, poproś Boga, żeby naprawił spaloną żarówkę. Czy ten, który zmaterializował planetę, na której stoisz, nie potrafi zmaterializować brakującej cząsteczki drutu i dokleić ten luźno latający kawałek, tak żeby stworzyć z powrotem zamknięty obieg prądu i przepalona żarówka zabłyśnie z powrotem?

I: Ja się boję wypowiedzieć taką prośbę.

D: Otóż to, ten strach to brak wiary i zaufania, a akceptacja faktu, że Bóg może wszystko w niczym tu nie pomaga. Nawet gdy już się odważysz poprosić Boga, to nic się nie stanie, ponieważ spełnienie twojej prośby odbije się o twój strach tak, jak światło o ścianę, rozumiesz?

I: Rozumiem i już nie mówię, że mi się w głowie to nie mieści, ponieważ zrozumiałam,

że jest niemożliwe, żeby się pomieściło. Ale co mam zrobić?

D: To samo, co ze wszystkim innym, nazwać demona.

I: Nie przychodzi mi nic do głowy.

D: I nie przyjdzie, ja cię blokuję, jeszcze nie czas na wyrzucanie takich demonów, to

bardzo silne demony. One siedzą w nas od ponad 4000 wcieleń. Miałam wcielenie,

które miało bardzo dobry kontakt z Bogiem, miałam wcielenie, które potrafiło uzdrawiać, ale po narodzeniu Chrystusa nie doświadczyłam takiego wcielenia, które by wierzyło, że z boską pomocą może materializować i dematerializować przedmioty prosząc o to Boga.

I: A przed narodzeniem Chrystusa?

D: Tak miałam, ale tylko jedno, bardzo dobry człowiek.

I: Widzę go, a kiedy żył?

D: Ponad 8000 lat temu.

I: Blondyn na pustyni?

D: Tak.

I: Jak się tam znalazł?

D: Zaszedł na piechotę, moje wcielenia często wędrują daleko od miejsca, w którym

się urodziły.

I: Zaraz, widzę mapę, on zaszedł z dzisiejszych Czech południowych do Egiptu. W jaki

sposób?

D: Na piechotę, przez ten cały czas praktykował te swoje zdolności.

I: Zaraz, chwileczkę, a jak przeszedł przez Morze Śródziemne?

D: Jeszcze wtedy istniał mały kawałek lądu, przesmyk, którym można było przejść.

Jak się czujesz?

I: Spokojna, znowu Bóg pieści mnie w swoich ramionach.

D: Bóg zawsze pieści cię w swoich ramionach, moja ty materio małej wiary, tylko ty

nie zawsze koncentrujesz się, żeby to poczuć.

I: A już się bałam, że wolą Boga jest, żebym naprawiała przepalone żarówki.

D: Wola Boga zależy w dużej mierze też od ciebie, od twoich postępów i twojego oporu, nie wiemy w 100% do jakiego poziomu dojdziesz. Tak jak każda ukochana istota boska, ty też dostałaś wolną wolę. Na razie nie będziesz naprawiać przepalonych żarówek, ale uczynimy inny cud i to jeszcze bliżej niż 2 metry od ciebie, a dokładnie w tobie.

I: Jaki?

D: Oj człowieku małej wiary, czy od trzech tygodni nie boli cię kolano?

I: Tak.

D: Więc je wyleczymy.

I: Jak?

D: Jeżeli Bóg jest wszędzie, to w twoim kolanie też. Jeżeli Bóg jest wszystkim, to znaczy, że jest całą materią i tą zdrową w twoim kolanie i tą patologiczną, wszystkim tym, co powstało po uderzeniu i wszystkim tym, co się porozbijało. Więc jeszcze raz się pytam, czy twierdzisz, że ten, który zmaterializował planetę, na której siedzisz, ma kłopot z dematerializacją materii patologicznej w twoim kolanie i z materializacją potłuczonych tkanek do stanu pierwotnego?

I: No nie.

D: Więc leczymy?

I: A pomożesz mi?

D: Po to tu jestem.

I: Więc leczymy.

D: Teraz już wiesz, dlaczego potłukłaś kolano?

I: Wiem. Ale dlaczego potłukłam je 2 razy?

D: Ponieważ za pierwszym razem leczyłaś je medycyną konwencjonalną i prawie ci się

udało je wyleczyć.

0 Komentarzy

Napisz komentarz

Zapraszamy do kontaktu z nami

Wysyłanie

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?