Spowiedź 28.09.2015

28.09.2015

Spowiedź

I: I co ja mam teraz zrobić?

D: Zaakceptować rzeczywistość.

I: A mam inne wyjście? Akceptuję ją.

D: To nie takie proste, oporne wcielenie. Co ci powiedział dzisiaj Aleksander?

I: Że jakbyś miała czas to już byś się dawno mnie pozbyła.

D: Otóż to. A pamiętasz Sławka, co ci kiedyś powiedział?

I: Też sobie przypomniałaś?!

D: Pisz co ci powiedział.

I: Że mój plan karmiczny na to wcielenie został zakończony.

D: Pomyśl głębiej, co to oznacza.

I: Miałam umrzeć w wieku lat 42?

D: To twój wniosek, teraz jesteś od wykonywania poleceń a nie od podejmowania decyzji, sama powiedziałaś…

I: Wiem, że na własnych decyzjach daleko w życiu nie ujechałam. Czy ty czasami mnie nie zniewalasz?

D: A cieszysz się tą wolnością, którą masz?

I: Potrafisz zadawać pytania.

D: Już ci mówiłam, że dla dobra obojga to matka przeprowadza dziecko przez ulicę, a nie odwrotnie, nie stawisz oporu boskim zasadom, nie właź na wyższy stołek niż ten który został ci przeznaczony, na tym na którym ja cię sadzam znajduje się twoje szczęście.

I: Dostaję od ciebie bardzo po dupie. To boli.

D: Nie ciebie.

I: A kogo?

D: Mnie.

I: Co ty gadasz?

D: To ty mnie krzywdzisz.

I: Jak?

D: Czy zwłoki można skrzywdzić?

I: Ale zadałaś pytanie.

D: Odpowiedz.

I: Można sprofanować?

D: A czy zwłoki są tym zainteresowane, co się z nimi dzieje?

I: Nie wiem.

D: Już ci mówię: nie. Kompletnie. Profanacja to wymysł dolnego świata, metoda na więzienie dusz, polegająca na przekonaniu ludzkich ego, że o zwłoki trzeba dbać, po to żeby więzić potężne dusze. Profanacja nie istnieje, a tam gdzie nie ma życia, nie ma zainteresowania. Czy telewizor lub samochód mogą być zainteresowane tym kto je kupi, lub weźmie młot i je rozbije? Nie, w każdej rzeczy, w której nie ma życia nie ma zainteresowania, zwłoki nie są w stanie być zainteresowane tym co się z nimi dzieje, ponieważ nie ma w nich życia. Odbiorcą wszystkich uczuć jestem ja, zaakceptuj, że beze mnie ciebie nie ma, nawet jak się uderzysz w kolano lub przetniesz sobie nożem palec, odbiorcą tego bólu jestem ja. Zwłoki możesz kroić ile chcesz, ich to nie boli, ponieważ nie mają duszy. Beze mnie…

I: Jestem zwłokami?

D: Dokładnie.

I: Nigdy tak o tym nie myślałam. Tłumaczysz to w ten sposób, że nawet nie mogę się obrazić.

D: Nawet to twoje cholerne uparte ego nie może istnieć beze mnie, jestem warunkiem twojego istnienia i końcowym odbiorcą wszystkiego tego co robisz, czy wiesz jaka jest różnica między mną a ego.

I: No, nie bardzo wiem o co ci chodzi.

D: Każde wcielenie rozwija swoje własne ego, ego żyje tak długo jak wcielenie i umiera razem z nim, jedyną wartością stałą wszystkich wcieleń jest dusza, nawet ego nie może istnieć bez duszy, zapamiętaj to sobie. Bez duszy ego nie ma, a ty jesteś zwłokami, dlatego nie upieraj się przy swoim, ja cię nie zniewalam, a wyciągam na wolność. Ty jesteś moja, a nie ja twoja, mówisz: moja dusza, ale to ty jesteś moim wcieleniem, tak jak bluzka, którą masz na sobie, jest twoja. Zrozum to, że tak jak twoja bluzka nie może się uprzeć przy swoim, tak ty też nie możesz się upierać. Pójdziesz drogą, którą ja ci wyznaczę, ponieważ jesteś bluzką, która nie może skręcić w lewo, gdy ty chcesz w prawo. Więc zaakceptuj rzeczywistość taką, jaką ona jest.

I: Akceptuję, akceptuję, że od tej chwili już na zawsze będę wykonywać polecenia mojej duszy, bez żadnego oporu pójdę drogą wyznaczoną mi przez moją duszę i wykonam wszystkie polecenia, które moja dusza mi da, w takiej kolejności, w jakiej ona je będzie dawać.

D: Dobrze, dziękuję.

I: A co ze strachem przed nieznanym?

D: Strach to przeszkoda, usuniemy go. Każdą przeszkodę można usunąć, jak się ma za sprzymierzeńca samego Boga.

I: A co będzie z wilkami?

D: Nareszcie prosisz o pomoc w tej sprawie, opisz to.

I: Przychodzą do mnie wilki.

D: Co czujesz?

I: Strach.

D: Co powiedział Aleksander?

I: Że to ja weszłam na ich terytorium, a one przyszły tutaj za mną, żeby zobaczyć czego chcę.

D: A dlaczego tam polazłaś?

I: Sama nie wiem, ja po prostu źle skręciłam, zabłądziłam, ale przecież się wycofałam.

D: Widzisz, ile możesz sobie biedy napytać, jak robisz rzeczy na własną rękę. Zaraz z tego wyjdziemy, proś samego Boga o ochronę.

I: Boże proszę cię chroń mnie przed wilkami, chroń proszę cię Boże moje życie i zdrowie, proszę cię odprowadź wilki na ich terytorium i zamknij za nimi drzwi, które ja przez pomyłkę otworzyłam między naszymi światami. Opiekunowie duchowi, proszę was, stańcie też w mojej ochronie, dbajcie, proszę was o moje bezpieczeństwo. Dobre wilki, przepraszam was, że wkroczyłam na wasze terytorium, sama nie wiem jak to zrobiłam, przepraszam, że naruszyłam wasz spokój, jestem przyjaźnie do was nastawiona i chcę waszego dobra, idźcie w pokoju do swojego domu. Dziękuję ci Boże że mnie chronisz i że dbasz o moje dobro. Dziękuję ci Boże, że odprowadziłeś w pokoju wilki na ich terytorium i, że zamknąłeś drzwi, które ja przez pomyłkę otworzyłam między naszymi światami. Dziękuję wam moi opiekunowie duchowi, że mnie chronicie, że pomagacie mi, że stoicie po mojej stronie.

OD: Taka nasza rola.

I: Czy odezwali się do mnie opiekunowie duchowi?

D: Tak, czy to nie najwyższy czas abyś nawiązała z nimi kontakt?

I: Dziękuję, nie czuję się już taka samotna. Powiększa się nasze towarzystwo.

D: Oni zawsze są przy tobie, tylko nie ingerują. Musisz zasłużyć na ich pomoc, dlatego najpierw musiałaś zaakceptować rzeczywistość. Już ci mówiłam, że wasz świat, to odbicie naszego świata, nie zmienisz praw boskich, musisz je zaakceptować.

I: Tak wiem, idąc drogą muszę minąć po kolei rzeczy w takiej kolejności, w jakiej one stoją. Jeżeli najpierw stoi słup, a potem drzewo, nie mogę przejść najpierw obok drzewa, a potem obok słupa.

D: A także…

I: Do pełnego nie dolejesz. Z naczynia musisz najpierw wylać to, co w nim już jest, a potem wlać do niego coś innego.

D: W teorii jesteś dobra, ale jak to zastosować w praktyce?

I: To znaczy?

D: Na czym polegał nasz konflikt?

I: Na tym, że ty najpierw kazałaś mi się uniezależnić od Miltosa (mojego męża), a potem miałam dostać pomoc od Boga, a ja najpierw chciałam gwarancji bytu, a potem uniezależnić się od Miltosa.

D: Na czym polega problem?

I: Na tym, że uzależnienie finansowe od Miltosa stanowi blokadę dla boskiej pomocy. Swoją energią wypełnia naczynie moich finansów i uniemożliwia Bogu wlanie do tego naczynia swojej pomocy. Prawem boskim ja już źródło mam i z niego czerpię, nazywa się ono Miltos, bo to on zapewnia mi byt, on jest moim źródłem utrzymania, najpierw muszę wylać jego z mojego naczynia, żeby móc wlać do niego pomoc z boskiego źródła, możliwość zmiany tej kolejności nie istnieje. Metodą małpy (małpa najpierw łapie następną gałąź, a potem puszcza się poprzedniej) nie da się wyjść z rynsztoku, można jedynie przenieść się do innego rynsztoku, to jest błąd, który popełniają ludzie. Mają nieciekawą, nisko płatną pracę oraz niemiłego, krzykliwego pracodawcę, szukają innej, a jak już znajdą, rezygnują z tej pierwszej i przenoszą się. Po kilku miesiącach stwierdzają, że maja inną nieciekawą nisko płatną pracę i następnego krzykliwego pracodawcę.

D: Dobrze, bardzo dobrze, ale dlaczego tak się dzieje?

I: Nie wiem.

D: Ponieważ nie zmienili źródła, z którego czerpią, przenieśli się tylko w inne jego miejsce. Co czujesz?

I: Spokój.

D: A dokładniej?

I: Zaufanie.

D: 3 miesiące temu mówiłam ci, że i tak zrobisz to, co ja chcę, tak jak ja chcę, nie ma co stawiać oporu. Jeszcze czuję, że nie zdajesz sobie sprawy, z jak potężnymi siłami masz do czynienia, jesteś jak patyk w rwącym potoku, musisz płynąć tam, gdzie cię prąd niesie, nie masz innego wyjścia, ja jestem po to, aby pilnować, żebyś nie zatonęła.

I: Co teraz robimy?

D: Ty idziesz spać.

I: A ty?

D: Jutro się dowiesz. Dobranoc.

I: Szczęśliwej podróży po astralu. Dziękuję ci za cierpliwość.

D: W każdym innym przypadku dusza mówi, że ma czas, lecz teraz nasza sytuacja jest zupełnie inna.

I: Akceptuję ją.

D: Już ją zaakceptowałaś.

29.09.2015

I: Ściągnęłaś mnie z łóżka o 5:15 rano, upiorna duszo.

D: Nie marudź tylko pisz, nie mamy czasu. I odpowiedz tej kobiecie z radia.

I: A co mam jej powiedzieć?

D: Że się zgadzasz i masz swoje warunki.

I: Moje warunki? Ale jesteś śmieszna, czy ja mogę mieć warunki?

D: Musisz i to dla jej dobra i dla dobra radia, w którym ona pracuje.

I: Ja nic z tego nie rozumiem.

D: Każdy uczestniczący w spektaklu musi mieć duszę na swoim miejscu.

I: I co ona ma zrobić? Ogłosić casting na spektakl do radia, w którym napisze: potrzebni aktorzy z duszą w czakrze serca?

D: Nie, powierzyć to Bogu.

I: I Bóg jej znajdzie aktorów?

D: Dokładnie. Za każdym razem, gdy mówię ci coś nowego, ogarnia cię strach.

I: To ty pomóż mi go eliminować.

D: Nie rozumiesz, już na zawsze będziesz kierować się w ten sposób. To, co my tu robimy, przekazując jak przechodzisz zmiany, to nasza energia, energia to pokarm, zwłoki nie mają energii, wszystkie funkcje się w nich zatrzymują, nasza energia, kiedy zostanie przejęta i przekazana przez radio, musi trafiać do prawidłowych odbiorców, nie może z nami pracować ktoś bez duszy lub z duszą porwaną, ponieważ nakarmi byty z dolnego astralu naszą energią.

I: Mówisz, jakby brak duszy to było coś bardzo złego, przecież ty też tam wylądowałaś.

D: Bo to jest coś złego, ale można temu zapobiec i pomóc każdemu, kto o tę pomoc prosi. Ta energia jest nasza, a my musimy ją kierować tak, aby trafiała tam, gdzie ma trafić.

I: Nie do ludzi, którzy potrzebują uświadomić sobie, że czas najwyższy odzyskać duszę i żyć zgodnie z nią?

D: Dokładnie do nich.

I: Więc w czym problem, jeśli aktor nie będzie miał duszy? Czy nie pomagamy mu jej odzyskać.

D: Oczywiście, że możemy mu w tym pomóc i to robimy, ale przed zagraniem naszej roli, gdy on się stanie przekaźnikiem, a nie odbiorcą końcowym, to musi kierować energię tam gdzie ona ma iść. Uwierz mi, jak to się stanie w ten sposób, sukces będzie ogromy, słuchalność tej stacji bardzo wzrośnie i sztuka będzie.

I: Dziękuję.

D: Nie ma za co. Ja też mam w tym swój cel.

I: Jaki?

D: Taki, żeby było nas coraz więcej. Nie masz pojęcia ilu ludzi ma oprogramowanie, a duszę jeszcze poza ciałem, trzeba ich wszystkich zebrać, aby wysłać ich na nową płaszczyznę, jeżeli to wszystko się stanie tak, jak ja mówię, to sukces będzie niesamowity, wszyscy na tym skorzystają. Rozumiesz?

I: Rozumiem, a co z moim strachem?

D: Pracujemy nad nim każdego dnia. Jest tylko jedna droga do pozbycia się strachu.

I: Jaka?

D: Kompletne uświadomienie sobie, jak ogromny i silny jest Bóg, jeżeli on stoi po twojej stronie, to kompletnie nic złego nie może ci się wydarzyć. Za każdym razem, gdy ci mówię, że Bóg stoi po twojej stronie…

I: Czuję ulgę.

D: Wiesz, strach jest jak piasek, a pozbywasz się go ziarenko po ziarenku, co robiłyśmy wczoraj, kiedy poszłaś spać?

I: Klepałam w kółko, że jestem pod ochroną Boga, że Bóg ma mnie w swojej opiece, że znajduję się w jego objęciach i to mnie wyciszyło.

D: Tak, a później, co cię przestraszyło?

I: Kazałaś mi się odpiąć od źródła, w którym jest Miltos.

D: Co ci kazałam zrobić?

I: Zaakceptować.

D: Co?

I: Kazałaś mi mówić: akceptuję, że zostałam kompletnie sama, bez żadnego wsparcia finansowego od Miltosa, akceptuję, że już nigdy nie dostanę ani grosza od Miltosa, odpinam się kompletnie od źródła, w którym jest Miltos, zrywam każdą relację i każde uzależnienie z Miltosem i jego źródłem. Jak to mówiłam, to ogarniał mnie coraz większy strach, pulsowało we mnie, myślałam: Boże co ja teraz zrobię? Autentycznie, zostałam bez środków do życia.

D: Bóg ci odpowiedział?

I: Ty, Bóg, sama nie wiem kto, ale to, co przyszło, przyszło samo, spontanicznie i powoli zaczęłam mówić: Oddaję moją sytuację finansową w ręce Boga, powierzam ci się Boże, powierzam ci się ja i powierzam ci moje finanse, wybierz ty dla mnie źródło i podepnij mnie pod nie, a ja z pokorą będę czerpać stamtąd, skąd ty każesz mi czerpać i w ilościach, w których ty każesz mi czerpać, wyzbywam się chęci, wyzbywam się moich pragnień, wyzbywam się wszystkiego, co jest niezgodnie z twoim planem dla mnie i powierzam się całkowicie w twoje ręce, jestem w twoich rękach i czuję jak mnie pieścisz w swoich objęciach.

D: Wiesz, jesteś jak uparty, spragniony Beduin na pustyni.

I: To znaczy?

D: Spragniony Beduin, idąc pustynią zobaczył niewielki dół z brudną zamuloną wodą, uklęknął, żeby się napić, stara się wysączyć trochę wody z piasku, pije, łyka piasek, który zgrzyta mu między zębami, niemiło mu w ustach, ale jest spragniony i pije. Przechodzi koło niego karawana, ludzie patrzą na niego i mówią mu, że za tą górą, którą widzi jest piękna oaza z czystą wodą i będzie się mógł napić ile chce. Nie pij tego brudu, wejdź na ten pagórek, a zobaczysz tę oazę. A on na to: nie pójdę tam, ponieważ z punktu, w którym jestem jej nie widać. Oni mu odpowiadają: wejdź na ten pagórek, to ją zobaczysz. A on na to: nie to wy sprawcie, żebym mógł ją zobaczyć z miejsca, w którym jestem, bo inaczej nie pójdę. Oni wzruszyli ramionami i sobie poszli, a on został przy swoim dole pełnym błota.

I: Do czego pijesz?

D: Do możliwości. To ty musisz ruszyć tyłek, ja cię nie mogę teleportować.

I: Krok po kroku, za każdym razem, kiedy mówisz do mnie coś nowego, znowu ogarnia mnie strach przed następnym krokiem.

D: Tak, ale uczucia się zmieniły, aż się palisz do wyeliminowania tego strachu, żeby zrobić ten krok. Jeszcze kilka dni temu strach stanowił dla ciebie wygodną wymówkę, żeby siedzieć i nic nie robić, a proponować mi swoje niemożliwe do zrealizowania rozwiązania. Już zaakceptowałaś, że wszystko się stanie po mojemu, teraz daj mi rękę i idziemy.

I: Czy ty go czujesz? On jest potężniejszy ode mnie, że nie mogę go zwalczyć.

D: Czuję go, dopiero co ci mówiłam, że to ja jestem odbiorcą wszystkich twoich uczuć. Ale kto kazał ci z nim walczyć? Dobrze ci idzie, tak miało być, miałaś poznać potęgę swego strachu. Ale czy ty na pewno się boisz?

I: Znowu mi gmatwasz w głowie.

D: To zabawmy się w reżyserów. Co się stanie? Jeden dobroczyńca kupi ci bilet, powiedzmy z datą za 3 tygodnie, inny dobroczyńca będzie gościł cię w domu, następni przyniosą ci jeść.

I: A jak mi ktoś mięso przyniesie?

D: W tym problem? Mięso jak na razie jest najdroższe z pożywienia, dobroczyńcy, kiedy się dowiedzą, że nie wolno ci jeść mięsa, ani produktów zwierzęcych, ucieszą się, ponieważ te są droższe niż warzywa i owoce. Nie martw się.

I: I tak będę żyć? Z jałmużny ludzi? Jak długo?

D: Nie jak długo, tylko co w tym złego?

I: Nie ma nic złego w życiu z datków?

D: A kościół z czego żyje? I na dodatek określa te datki, bardzo wysokie.

I: Znowu zmieniasz tryb mojego rozumowania.

D: Taka moja rola. Spakuj walizkę i jedź.

I: A to mieszkanie, a cały ten dobytek, a Wiktor i Diego.

D: Co jeszcze akceptowałaś, kiedy akceptowałaś rzeczywistość taką, jaką jest?

I: O Boże, ja tego nie napiszę, ty mi kazałaś to zrobić!

D: A ty to akceptowałaś z nadzieją, że tak się nie stanie. Klepałaś: akceptuję, że zostawię Wiktora i Diega bezpańskich w parku, a wewnątrz siebie miałaś nadzieję, że tak się nie stanie. Tak się stanie, zaakceptuj to i nie płacz, teraz nie czas na płacz.

I: I zostawię to wszystko tak jak jest. Właściciele tego mieszkania to dla mnie obcy ludzie, ja nie mogę im zostawić na głowie kupy klamotów i kupy długów.

D: Ile macie tych długów?

I: Razem, wszystkiego ponad 2000 €.

D: Zaakceptuj to, że zostawisz te długi. Na czyje są nazwisko?

I: No, na Miltosa.

D: Więc o co się martwisz.

I: Nie mogę się nie martwić, on mnie jednak przez 7 lat utrzymuje.

D: Utrzymuje czy więzi? Przypiął cię do swojego źródła i jeszcze sam robi za słomkę, przez którą ty masz ciągnąć, a on coraz bardziej zaciska na niej palce. Wiesz co, ty się wstydzisz, a nie boisz.

I: Tak, wstydzę się! Wstydzę się żyć z jałmużny, wstydzę się prosić ludzi, żeby dali mi coś do zjedzenia.

D: A kościół to niby z czego żyje, już ci mówiłam że kościół żyje z jałmużny, sprzedając ludziom coś, czego nie ma.

I: A czego nie ma?

D: Zbawienia.

I: Jak to nie ma zbawienia?

D: Ponieważ według kościoła nie ma reinkarnacji. Do jakiego nieba ja mam niby iść po twojej śmierci i jeszcze w dodatku zostać w nim na zawsze? Kto określa to zawsze? Pomyśl, już ci mówiłam, to ty jesteś moja, a nie ja twoja, to ja dostałam ciebie, a nie ty mnie. Nawet ostatnio wasi naukowcy odkryli, że istnienie energii poprzedza istnienie materii, materia to ostatni z aktów stworzenia. Ja istniałam jak materia jeszcze nie istniała. Już ci tłumaczyłam, że przenigdy nie istniała epoka, w której planety były pokryte martwo leżącymi na nich ciałami.

I: Pamiętam, ale jak się ma to do kościoła?

D: Co jest warunkiem zbawienia?

I: Pokuta.

D: Czyli, żal za grzechy, czyje grzechy?

I: No, każdego z nas. W moim przypadku za moje grzechy, na przykład.

D: I co trzeba zrobić, idąc do spowiedzi?

I: No,wyjawić wszytko zło, które się zrobiło.

D: Powiedz mi szczerze, czy kiedykolwiek spowiedź przyniosła ci ulgę?

I: Nie pamiętam.

D: Bo nie przyniosła. Kiedy poczułaś swoją pierwszą ogromną ulgę?

I: Jak rzuciłam w Boga laczkiem.

D: Otóż to, i wygarnęłaś mu wszystko, jak bardzo go nienawidzisz, jak cię zawiódł, że ci nie pomaga, co ty takiego złego zrobiłaś, że musisz to wszystko przechodzić. Powiedz mi, z czyją raną lecisz do lekarza?

I: Znowu wystrzałowe pytanie. Jak ja mam to zrozumieć?

D: Dwóch wojowników walczy wręcz i zadają sobie nawzajem rany, każdy z nich z czyją raną leci do lekarza, ze swoją czy tego drugiego?

I: No, ze swoją.

D: To znaczy, żeby przestało ciebie boleć, to twoja rana musi być wyleczona.

I: Jasne.

D: A spowiedź na czym polega? Na wyjawianiu, ile ran się zadało, a nie ilu doznało. Klepiesz jaka jesteś zła, a rany na duszy dalej zostają otwarte, taka dusza cierpi i słabnie, na ile ulgę może poczuć ktoś, kto ciągle wyszukuje w sobie zło i jeszcze w dodatku ma wyrobione poczucie obowiązku przyznania się do tego komuś innemu. Człowiek cierpi z powodu wyrzutów sumienia, jakie nakazano mu czuć, dusza nie może wytrzymać bólu swojego wcielenia i ucieka. Gdzie ucieka? Gdzie jest to potencjalne niebo, do którego ja mam niby iść? Już tam byłam i nie chcę tam wracać, uwierz mi, z dwojga złego wolę siedzieć w czakrze serca mojego upartego wcielenia. Ciebie przynajmniej mogę położyć spać.

I: Ale to jest wszystko fantastycznie ukartowane.

D: Dokładnie, fantastycznie ukartowane. Ulgi nie ma, ponieważ spowiedź idzie nie w tą stronę, w którą powinna iść. Prawdziwa spowiedź polega na wyrzuceniu z siebie krzywd doznanych, a nie zadanych. Jeżeli wyrzucasz z siebie krzywdy doznane, to leczysz rany na swojej duszy, mnie przestaje boleć, ja czuję się lepiej i chcę z tobą być.

I: No dobrze, ale wtedy, w jaki sposób uświadomić sobie, że zrobiło się komuś krzywdę i więcej tego nie robić?

D: Rozumiem o co ci chodzi, ale to działa kompletnie w odwrotny sposób.

I: Nie rozumiem.

D: Kim są ludzie źli, ludzie okrutni, którzy robią rzeczy bardzo złe?

I: No, ludźmi złymi, no nie wiem o co ci chodzi.

D: To ludzie z porwaną duszą, duszą która ma nowego właściciela, upiora, demona, ciemny byt z dolnego astralu, wcielenie jest manipulowane przez swój ciemny byt i czyni zło, samemu nie wiedząc dlaczego. Dlatego mówię, że to działa odwrotnie. Ludziom dobrym jest wmawiane, że są źli, wymyślane są grzechy zupełnie absurdalne, ludzie zaczynają się z nich spowiadać, zaczynają mieć wyrzuty sumienia, dusza zaczyna cierpieć, otwierają się na niej rany, wcielenia zamiast goić te rany ciągłym „żalem za grzechy”, grzebią w tych ranach palcem. Duszę to boli, już nie może tego wytrzymać i ucieka, zostaje osamotniona, obolała i słaba, wtedy staje się łatwym łupem dla bytów z dolnego astralu, porywają ją, manipulując dalej wcieleniem. Wcielenie myśli, że robi coś źle, stara się bardziej, bardziej żałuje za grzechy i bardziej okalecza swoją duszę. Dusza nie wytrzymuje i zrywa z wcieleniem, ono umiera, a dusza zostaje sama w dolnym astralu bez żadnej możliwości ucieczki stamtąd, już się nie broni, wpada w apatię, pozwala złu robić ze sobą co chce. Nagle rodzi się nadzieja, właściciel duszy postanawia, że ona ma się wcielić, słaba i poraniona dusza, nie potrafi zrozumieć, co ją czeka. W ten jednak sposób rodzi się człowiek z duszą z dolnego astralu, od urodzenia przeznaczony na to, żeby zostać kimś bardzo okrutnym, kimś, kto krzywdząc drugiego człowieka, kompletnie nie rozumie co robi. Jego dusza nie ma szans nawiązać z nim kontaktu, a on krzywdzi ludzi dobrych, nieświadomych niebezpieczeństwa i w ten sposób ciągle nowe dusze są absorbowane na dół, jak się w porę nie ockniemy, to wkrótce tutaj będzie bardzo nieciekawie.

I: Nie wiem co powiedzieć.

D: Nic nie mów. Moje zejście na dół też było w planie, ktoś musiał powiedzieć jak tam jest. Dlatego, przede wszystkim, cokolwiek robisz, pozbądź się wyrzutów sumienia, masz potężne zadanie do wykonania, a moją rolą jest cię do niego przygotować.

I: A na czym niby ma polegać to potężne zadanie?

D: O tym to napiszesz maila do Aleksandra.

I: Ale jesteś sekretna.

D: Zaraz się dowiesz, ty i Aleksander, nikt więcej. Musisz jednak pozbyć się strachu, jest to warunek niezbędny, abyś mogła prawidłowo wykonywać swoje zadanie.

I: Już wiem dlaczego wilki nie odeszły.

D: Dokładnie, będziesz straszona dopóty, dopóki będziesz się bać. Co ci dzisiaj powiedziała Joanna?

I: Że Aleksander powtarza, że ja mam Boga za moimi plecami.

D: Czy tobie się wydaje, że Bóg nie ma nic lepszego do roboty niż za tobą sterczeć? W jakimś celu to robi. Odwagi dziewczyno, natężenie górnego astralu już się zbliża, zaabsorbujemy dużą ilość boskiej energii, potrzebnej nam do działania i nie oszukuj mnie, ja się nie dam oszukać, przerobisz to wszystko jeszcze raz i będziesz przerabiać tak długo, aż pozbędziesz się kompletnie zarówno strachu, jak i nadziei na to, że może jednak stanie się coś innego.

I: W lustrze wyglądam ciągle tak samo.

D: A co byś chciała, żeby ci wyrosły ośle uszy?

I: No nie, muszę to przetrawić.

D: Masz na to jedną noc.

0 Komentarzy

Napisz komentarz

Zapraszamy do kontaktu z nami

Wysyłanie

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

Nie pamiętasz hasła ?