Jak się sprząta w klamotniku? 2.10.2015

Daria Pelhen

I: Na ile to jest ważne?

D: Zobaczysz na końcu.

I: Nie mam pojęcia, dlaczego mam układać klamoty.

D: A co byś chciała robić?

I: To co mówiłaś, rozwiązywać związki karmiczne, uzdrawiać relacje.

D: Właśnie to robimy.

I: Ty zawsze łapiesz temat od „duszy” strony.

D: Nie zamieniaj.

I: Czego?

D: „sz” na „p” podoba mi się to powiedzenie, łapanie tematu od „duszy” strony.

I: Więc jak się sprząta w klamotniku?

D: Pisz.

I: Nie mam pojęcia ilu z was ma coś takiego. Ja osobiście zbieram już piąty klamotnik, to jest pudełko z klamotami, w którym jest wszystko, służy do tak zwanego szybkiego sprzątania lub odkładania rzeczy na później. Soje klamotniki robię z pudełek od butów, najczęściej zgarniam do nich rzeczy z biurka i jeżeli czegoś nie ma na swoim miejscu, to jest w klamotniku. Są tam ołówki, długopisy, gumki, pamięci USB, śruby, nakrętki, zakrętki, guziki, suwaki do ubrań, świeczki, kolczyki, kawałki waty, kamyczki, kryształki Swarowskiego, buteleczki z olejkami zapachowymi, nożyczki do paznokci i tym podobne rzeczy.

D: Dobrze, że ty się tam nie mieścisz.

I: Klamotnik to bardzo przydatna rzecz, przede wszystkim służy do szybkiego sprzątania. Kiedy ma ktoś przyjść, to po prostu podkładasz go pod brzeg biurka, zsuwasz do niego wszystko co na nim jest i masz posprzątane.

D: Do czasu.

I: Oj tak, dopóki nie zacznie ci brakować długopisów, spinek do włosów, z tym to mały problem, bo idziesz ulicą i kupujesz nowe, ale gorzej z rzeczami bardziej cennymi, jak np. kolczyki, lub jakieś złote wisiorki, które się w tym momencie popsuły i zostały odłożone do klamotnika, do naprawy na czas nieokreślony.

D: To znaczy?

I: Na zawsze.

D: Jak się określa to zawsze? Inaczej dla wcielenia, inaczej dla duszy.

I: Oj, tak późno się o tym dowiedziałam. Jak ty wytrzymujesz ciężar tych wszystkich klamotów, które wpakowały w ciebie setki wcieleń?

D: Jak na razie, jeszcze daję radę.

I: Wiesz, czuję się trochę wykorzystywana.

D: Dlaczego?

I: Dlatego, że to mi przypadło w udziale posprzątanie tego wszystkiego, co poprzednie wcielenia w ciebie napakowały. Teraz będę robić za miotłę. Wiem, wiem, jak chcę być miotłą to niech będę miotłą.

D: Co widzisz?

I: Nad moim czołem, w odległości ok. 20 cm, wisi zwinięty żółtawy kawałek papirusu, zapieczętowany pieczęcią z wosku, od której zwisa kawałek czerwonego sznurka. Ale jaki to ma związek z klamotami w klamotniku?

D: Nie wiesz?

I: Nie.

D: Weź do ręki to pudełko, wysyp jego zawartość na stół, co tam jest?

I: Stary zegarek na rękę.

D: Będziesz go nosić?

I: Nie.

D: Do pudełka z nim. Dalej?

I: Pinezki.

D: Do szuflady, i tak dalej. Co właśnie zrobiłaś?

I: 70% tych rzeczy wylądowało w śmieciach, razem z klamotnikiem.

D: Co istotnego było w tym klamotniku?

I: Już wiem, o co ci chodzi!Kłódka.

D: Wiedziałaś, że ją tam masz?

I: Nie.

D: A kiedy przeglądałaś ten klamotnik, pamiętasz?

I: Tak, na początku stycznia, Aleksander odzyskiwał ciebie, a ja wyrzucałam na śmietnik tony rzeczy.

D: I dlaczego wtedy zatrzymałaś tę kłódkę?

I: Oj, z pewnością stwierdziłam, że się przyda.

D: I przydała się, od 1.02.2015 zapisałaś się na siłownię, kazali ci przynieść kłódkę, ale ty nie pamiętałaś, że ją masz i poszłaś kupić nową. Dopiero teraz tę starą wyrzuciłaś. Pamiętasz, co jeszcze kazałam ci wyrzucić, a ty zatrzymałaś?

I: Tak, wczoraj. Spodnie z czasów otyłości, tak wielkie, że zapięte przeleciały mi swobodnie przez biodra.

D: Ty jednak z powrotem odłożyłaś je do szafy, dlaczego?

I: Pomyślałam sobie, że raz, a dobrze przejrzę szafę i pozbędę się wszystkich tych ogromnych ciuchów. Ale jak się to ma do duszy i do rozwiązywania związków karmicznych?

D: Cierpliwości, już ci mówię. Z wcielenia na wcielenie, w ten właśnie sposób obciążacie swoje dusze różnymi klamotami. Ludzie zawsze mieli swoje ukochane rzeczy, ulubiony sweterek, ulubione buty, ulubiony miecz, ulubioną chustę do włosów, już ci mówiłam, że końcowym odbiorcą waszych uczuć jest dusza, to ona kocha buty i sweterek, i nawet po śmierci wcielenia zostają jej te wszystkie klamoty. Wyobraź sobie, jak może wyglądać dusza, która nosi na głowie pióropusz, koronę, chustkę, wianek z kwiatów i spinkę z kości słoniowej.

I: Co ty do mnie mówisz? Mnie się wydawało, że dusza wygląda tak, jak jej ostatnie wcielenie.

D: Dusza nie wygląda, bo dusza to energia. Jak chce się zwizualizować, to najczęściej ukazuje się w postaci swojego ostatniego wcielenia. Ale energię ma wszystko, wasi naukowcy nazwali ją polem magnetycznym. Jak się zakochasz w przedmiocie, to zaczynasz wymieniać z nim energię, podpinasz jego energie do swoich i w ten sposób podpinasz przedmiot do duszy, śmierć wcielenia nie jest warunkiem, że te energie przestają istnieć.

I: Ok, rozumiem. Ale dlaczego ja mam po wszystkich sprzątać?

D: Jest za to nagroda.

I: Jaka?

D: Ulga, którą poczujesz.

I: Dlatego schudłam?

D: Dokładnie, już co raz lepiej mnie rozumiesz. Niezbędne było, żebyś poczuła ulgę w materii, nie mogłabym ci wytłumaczyć, jak byś się czuła z ulgą w energii. Co ci powiedział Tasos?

I: To fryzjer, ma obok zakład. Zobaczył mnie i spytał ile schudłam, odpowiedziałam, że 24 kilo. Opowiadałam mu, jak się fajnie czuję i jaka jestem lekka i ile mogę zrobić bez zmęczenia. A on mi na to: Wiesz dlaczego? Nosiłaś cały czas na plecach dziesięcioletnie dziecko, weź teraz takie dziecko na ręce, idź do supermarketu, zrób zakupy, przynieś je do domu i to dziecko na rękach. Zastanowiło mnie to.

23.10.2015

I: Długa przerwa.

D: Tak, ale klamotnik posprzątany. Jak się czujesz?

I: Nieprzeciętnie lekko.

D: I tak miało być. Powiedz mi ile schudłaś.

I: 24 kilo.

D: A ile bagażu przywiozłaś ze sobą z Grecji?

I: 24 kilo.

D: Widzisz związek?

I: Chcesz mi powiedzieć, że jakbym nie schudła, to przyjechałabym bez bagażu? Tak jak stoję?

D: Coś takiego, ale nie dokładnie. Zróbmy powtórkę z informacji. Aby rzeczy mogły się dziać, potrzebna jest przestrzeń, ale przestrzeń jest potrzebna przede wszystkim, żeby rzeczy mogły istnieć. Jeżeli jakaś przestrzeń jest czymś wypełniona, to nie można w nią włożyć czedoś innego. Prawo boskie. Od ciebie zależy, czy wolisz w swojej przestrzeni posiadać 24 kilo tłuszczu, czy 24 kilo ciuchów.

I: Rozumiem.

D: A nazwałaś mój temat głupim.

I: Przepraszam, ale ty mnie za to ukarałaś.

D: To nie była kara, a lekcja. Opisz to.

I: Rozmawiałam z Joanną przez Skype i powiedziałam jej, że mam głupi temat: „Jak się sprząta w klamotniku?” To było dokładnie 2.10.2015, skończyłyśmy rozmowę, a ty powiedziałaś, że na moje miejsce jest już szykowany plan B, przestraszyłam się, pomyślałam sobie: O nie! Nie odłożycie mnie w teczce do archiwum, w ciągu pół godziny miałam bilet lotniczy do Polski na 15.10.2015, później wyszłam z psami na spacer, a potem zaczęłam robić jedzenie i kłócić się z tobą.

D: Tak, dostałaś porządną lekcję, dowiedziałaś się, czym jest potęga i jak ona działa. Chciałaś ją zobaczyć, a ja ci powiedziałam: nie kłóć się ze mną, ponieważ nie wiesz z jaką potęgą się droczysz.

I: A ja ci odpowiedziałam: to się tak nie przechwalaj, tylko pokaż mi tę swą potęgę. Przemknęło mi przez myśl: jestem ciekawa, co ona zrobi? Stanie przede mną w swoich autentycznych rozmiarach, ujawni mi się? Wtedy ugryzłam kawałek marchewki, który miałam w ręku i zadławiłam się, skręciłam się w pół na środku kuchni i zaczęłam się dławić, nie mogłam tego z siebie wykrztusić, słyszałam tylko jak do mnie mówisz:

D: A nie mówiłam ci? Jakby miał nadejść twój koniec, to udławiła byś się kęsem chleba i ani biały dzień, ani tłum ludzi, by ci nie pomogli.

I: W tym momencie wykrztusiłam z siebie marchewkę, kawałek był malutki, nie większy niż 2 mm. Stanęłam jak osłupiała, nie wiedziałam, co mam o tym myśleć. Spokorniałam i głęboko wewnątrz siebie postanowiłam podążać za duszą, cokolwiek nie powie, gdziekolwiek nie każe mi iść. Usiadłam przy laptopie, chciałam kontynuować mój artykuł, lecz nie zdążyłam napisać ani jednego słowa, bo przyszedł Miltos (mój mąż) z informacją, że właściciel naszego mieszkania każe nam opuścić lokal, ponieważ jego córka wychodzi za mąż, a mieszkanie jest przeznaczone dla niej. Powiedziałam Miltosowi, że muszę wyjechać do Polski, ponieważ mam ważne sprawy do załatwienia. Nie powiedziałam, że nie wrócę, powiedziałam, że jadę tylko na 2 tygodnie. Nie mam pojęcia dlaczego, ale to kłamstwo rezonowało ze mną, nie miałam najmniejszych wyrzutów sumienia z tego powodu. Miltos powiedział mi jednak, że przed wyjazdem mus spakować cały dom w kartony, ponieważ on nie da rady zrobić tego sam. Od razu zauważyłam umowę dusz, i tak zaczęło się sprzątanie największego klamotnika, który posiadałam: mojego całego dotychczasowego życia. Przez 2 tygodnie opróżniałam mebel po meblu, szufladę po szufladzie, na śmietnik wynosiłam rzeczy średnio 10 razy dziennie, a za każdym razem, wrzucając coś do kubła, czułam ulgę, tak jakby jeszcze jeden głaz odrywał się ode mnie i spadał w otchłań. Dziwne uczucie, pozbyłam się całej mojej przeszłości, po prostu wyniosłam ją na śmietnik, nie ma we mnie ani odrobiny żalu, ani odrobiny tęsknoty za żadnym z tych przedmiotów. Lekkość, jaką czuję, jest nie do opisania w słowach. 14-go października chodziłam już po pustym domu, odpoczywałam, miałam spakowaną walizkę, następnego dnia wylatywałam do Polski. Nie czułam żadnego żalu, że opuszczam to miejsce, wręcz przeciwnie, bardzo chciałam, żeby to było już teraz. Cały mój majątek ważył 24 kilo, składał się z odzieży, dwóch par butów, laptopa i kilku innych drobnych klamotów. Szarpnęłam moją walizkę, żeby ją ściągnąć z kanapy i zanieść pod drzwi. 24 kilo to spory ciężar, pomyślałam. Wróciłam myślami do dnia, w którym stanęłam na wadze i ważyłam 93 kilo. Boże, ja przez tyle lat nosiłam taki ciężar na sobie, 24 godziny na dobę, jak ja bardzo krzywdziłam siebie. Lecz powiedz mi, dlaczego właśnie tak musiało się stać?

D: Ponieważ dusza jest jak ciężarówka.

I: Czym jest dusza?

D: Ciężarówką.

I: Możesz wytłumaczyć to dokładniej?

D: Nie, ty powiedz, do czego służy ciężarówka.

I: Ty znowu do czegoś pijesz, nie mam pojęcia, kto może nie wiedzieć, do czego służy ciężarówka i trzeba mu to wytłumaczyć, ale nie będę się z tobą sprzeczać i tak nie wygram. Ciężarówka, to taki duży samochód służący do przewożenia towarów.

D: Dokładnie. Ciężarówka służy do tego, żeby wedle potrzeby, załadować ją w punkcie A, przewieść cały towar do punktu B i tam go rozładować.

I: Dalej nie rozumiem.

D: Ja przewiozłam cały bagaż 42 lat twojego życia do pewnego punktu i tam nastąpił rozładunek.

I: Wyrzucanie na śmieci majątku całego mojego życia nazywasz rozładunkiem?

D: Dokładnie. Nie wszystko wyrzuciłaś na śmietnik, wiele rzeczy pakowałaś w czyściutkie worki i stawiałaś koło śmietnika, po 2 godzinach, kiedy schodziłaś ponownie, tych pierwszych już nie było, ktoś przyszedł i sobie wziął, na tym to polega. Coś, co dla ciebie jest już zbędne, może się przydać komuś innemu, nie warto tego kumulować, nie masz pojęcia ile ja się namęczyłam, żeby namówić cię do rozładunku, oporne wcielenie.

I: Moja stara dobra dusza i jej specyficzne komplementy! Jak ja ciebie za nie kocham! Ale po co my o tym piszemy?

D: Czy jest sens, aby istniała pusta ciężarówka, która jeździ sobie bezcelowo po świecie?

I: Znowu nie wiem do czego pijesz, ale nie.

D: A czy jest sens, żeby istniała przeładowana ciężarówka, która jeździ bezcelowo po świecie?

I: Też nie, ale zaczyna mnie to nudzić.

D: Cierpliwości. Ja jestem ciężarówką, a ty jej kierowcą, wypchałaś mnie po brzegi i jeździłaś tak bez celu. Nawet, gdy włączyłam autopilota, ty z uporem nadal chciałaś tak bez celu, ja w lewo, żeby nas dowieść do punktu rozładunku, a ty na przekór, w prawo, żeby sobie jeszcze pojeździć. Nie wyobrażasz sobie ile energii mi wyeksploatowałaś na to jeżdżenie z ciężarem, i jeszcze w dodatku prosiłaś Boga, żeby w twoim życiu coś zmienił. Kiedy myśmy cię naprowadzali na drogę tej zmiany, to ty w tył zwrot i apiać swoje.

I: Lecz dlaczego miał nastąpić rozładunek?

D: Co ci powiedział Aleksander?

I: Że pół wszechświata przepisuje grafik na późniejszy termin, ponieważ Margańska jest niezdecydowana.

D: Trzeba było to nadrobić. Który pojazd jedzie szybciej, ten pusty, czy przeładowany?

I: Pusty.

D: Sama zdecydowałaś, że nie pójdziesz na półkę do archiwum, a ja musiałam nadrobić stracony czas, dlatego niezbędne było, żebyś dała mi możliwość użycia największej możliwej mocy, przy najmniejszym możliwym obciążeniu. W ten sposób mogę gnać z największą prędkością, jaką posiadam. Nie martw się, zdążymy na czas, dojedziemy w miejsce następnego załadunku bez opóźnienia, a to, co załadujemy, przekroczy twoje najśmielsze oczekiwania. Teraz pozwól mi gnać, nie duś na hamulec i zaufaj mi.

I: Ja już ci ufam.

D: Wiem. I tak powinno być.

I: Ale co teraz będzie?

D: Ja ci tego nie mogę powiedzieć, nikt ci tego nie powie. To zależy tylko od ciebie.

I: Jaki jest cel pisania o klamotniku?

D: Można wyciągnąć z tego wniosek.

I: Jaki?

D: Nie istnieje potrzeba tworzenia klamotników. Przecież i tak, wcześniej czy później, cała zawartość klamotnika wyląduje w śmietniku, więc po co to pośrednie stadium, polegające napozbywaniu się rzeczy, ono tylko opóźnia dojazd do celu i dostanie tego, czego się naprawdę pragnie.

I: A jaki jest cel?

D: Ty go musisz określić. Przyszłość nie jest jednoznaczna. Każda przyszłość jest zależna od wyborów, których dokonujesz w teraźniejszości. Teraźniejszość jest rezultatem wyborów, dokonanych w przeszłości, z tego powodu, że teraźniejszość jest przyszłością przeszłości. Każda teraźniejszość ma do wyboru średnio 5 wariantów, więc w następnym kroku w przyszłości, w zależności od wyboru, można się znaleźć w 5 różnych punktach. Każdy człowiek podejmuje średnio 5 poważnych decyzji w ciągu roku, a jego przyszłość kreuje się według podjętych przez niego decyzji, tak więc statystycznie, każdy za rok może się znaleźć w 15.625 punktach, to chodzenie w ciemno.

I: Więc co robić?

D: Określić swoją przyszłość, określić czego się chce i prosić Boga, żeby wskazał drogę jak tam dojść, wsłuchać się w głos Boga, pozwolić mu się prowadzić, a dotarcie do celu macie zagwarantowane. Bóg ci pomoże i nie tylko tobie, pomoże każdemu, kto gorąco go o to poprosi i z pełnym zaufaniem odda się w jego ręce, istnieje w tym jednak pewna pułapka.

I: Jaka?

D: Bóg postawi warunki do spełnienia. Już ci mówiłam, nawet nie ma miłości bezwarunkowej, każdy kocha pod warunkiem, a chce być kochany bezwarunkowo, to wytwór ego i w boskim planie się nie sprawdza. Dlatego pytanie powinno brzmieć: Co mam robić? A nie: Co dostanę? Ponieważ dostaniesz, pod warunkiem, że zrobisz. Przedmioty nie zaczną fruwać i nie przylecą do ciebie, praw boskich nie zmienisz. Żeby coś mieć, musisz ruszyć tyłek, wstać z fotela i sobie po to pójść. Nie czekaj na cuda, one już się zdarzają, ty jesteś cudem, świat jest cudem, wszechświat jest cudem, twoje szczęście znajduje się tu gdzie jesteś, nie w Tybecie, zapracuj sobie na nie. Pracuj zgodnie z wolą bożą i z jego prawami. Nie wymodlisz u Boga, żeby zmienił ci kolor skóry, lub kolor oczu, nie wymodlisz, żeby twojemu psu wyrosły skrzydła i zaczął latać, nie wymodlisz, żeby zmaterializował się dom na twojej działce, samochód w garażu lub drogie ciuchy w szafie. Możesz wymodlić tylko jedną rzecz: wskazanie ci drogi. Pamiętaj jednak, że najpiękniejszym i najcenniejszym darem, jaki dostałaś od Boga, jest wolność wyboru, tej wolności Bóg ci nigdy nie zabierze, stanowi ona jedno z najważniejszych praw boskich i tego prawa Bóg nigdy nie zmieni. Za każdym pytaniem zadanym Bogu, będzie on przedstawiał ci warianty, możliwości do wyboru.Najkrótszą drogę do celu stanowi zawsze wariant A, ale uważaj, on jest zawsze tym najbardziej szokującym, tym który zatyka dech w piersiach, tym, którego słuchając wykrzykujesz: nie, tego to ja nie zrobię, musi istnieć inna metoda! Wtedy zaczną napływać do ciebie kolejne rozwiązania, każde z nich jest drogą trochę bardziej okrężną, jeżeli nie wybierzesz żadnego z wariantów, nigdy nie zajdziesz do wyznaczonego celu, po prostu będziesz stać w miejscu. Żeby dojść, trzeba iść.

I: Dziękuję.

W ten właśnie sposób 15.10.2015, w samo południe, stanęłam obiema stopami na płycie lotniska Warszawa Modlin. W tej samej sekundzie poczułam ogromny przypływ mocy. Nie wiem, co będzie dalej, ale dziwnym trafem kompletnie się nie martwię, nauczyłam się ufać tak mocno, że cuda naprawdę się zdarzają. Jestem na utrzymaniu życzliwych mi ludzi. Ilu z was może uwierzyć w to, że ktoś, kogo poznał przez internet, może sobie wziąć ciebie na utrzymanie, mnie się to przytrafiło i to właśnie jest cud. Na tym „Rozmowy z Duszą” się kończą, nie moje, lecz te opublikowane na Szkole Aniołów. Ja z moją duszą rozmawiam dalej. O czym? Opiszę wam w książce. Moja dusza lubi pisać, nawet bardziej niż ja i jeśli mnie do tego gna, to nie mam wyboru.

Koniec

1 komentarz
  1. Duszyczka 2 lata temu

    Dziękuję

Napisz komentarz

Zapraszamy do kontaktu z nami

Wysyłanie

Zaloguj się używając swojego loginu i hasła

lub     

Nie pamiętasz hasła ?